◯

Kiedy kot opłakuje mysz, nie bierz tego na poważnie

2017/09/16

Nie ma takiego wylegiwania się





Tak wyglądają alarmy, które zrobiły nam wczoraj przedwczesną pobudkę. Podobnie wyglądają alarmy dotyczące trzęsień ziemi, na takie jednak nie zwracamy już uwagi, siła przyzwyczajenia. Tym razem jednak oprócz alarmów przesłanych na komórki uaktywniono megafony stacjonarne i na samochodach krążących po ulicach. Oprócz informacji głosowych popłynął z nich dodatkowy dźwięk, stawiający na nogi w trymiga. Na półśpiąco wydawało mi się, że słyszę coś przelatującego ze świstem, później okazało się, że to tylko efekt dźwiękowy dodany specjalnie po to, aby ludzie nawet bez wsłuchiwania się w słowa z megafonów wiedzieli, czego alarm dotyczy. Tak oto nie dane nam było odespać poprzedniej, bardzo intensywnej doby ani pospać dłużej niż zwykle w związku z tym, że piątek zapowiadał się na równie przeładowany, choć wyjątkowo dopiero od południa. Tyle dobrze, że pocisk balistyczny z Korei Północnej, już 2-gi w przeciągu niespełna 3 tygodni, znów „tylko” przeleciał nad Japonią, a dokładniej nad Hokkaido, czyli stosunkowo daleko od nas (link)

Emocje były, nie zaprzeczę, lecz tylko do czasu. Po około 2 godzinach opadły i dalej dzień potoczył się już jak zwykle. Na ulicach też nie widać było żadnej paniki, wbrew tytułom, jakie nadały niusowi niektóre polskojęzyczne portale informacyjne.

Na wypadek, gdyby to jednak nie były tylko gry wojenne i przedstawienie dla mas, zostawiam kilka zdjęć z okresu nieobecności na blogu, niech się nie zmarnują:


Japonia też doczekała się swojej czarownicy. Jeszcze do niedawna była pozornie szacownym politykiem z kręgu premiera (należą do tej samej partii). 
Zanim wdała się bardziej w politykę pracowała w ministerstwie odpowiedzialnym za zdrowie, pracę i opiekę społeczną, wtedy też rząd japoński umożliwił jej zdobycie stopnia naukowego z dziedziny zdrowia publicznego na słynnym Harvardzie. Kobieta tak się dowartościowała, że już jako polityk trzęsła się nad swoją reputacją kosztem podlegającego jej 55-letniego sekretarza, któremu zdarzało się nie sprostać jej oczekiwaniom. 42-latka nie tylko kopała go, biła po głowie 
i twarzy, naśmiewała się z jego łysinywrzeszczała na niego jak niespełna rozumu, ale nawet życzyła mu, by zdechł, oraz groziła gwałtem i morderstwem jego córki: straitstimes, japantimes. Tu przykład jej zachowania  nagranie z samochodu, który wtedy prowadził, nękany sekretarz przesłał do mediów w czerwcu: kyodonewsyt. Mobbing w pracy to w tym kraju żadna nowość (Japonia jest wręcz przesiąknięta mobbingiem, takie jest moje zdanie), jednak ta szefowa przebiła chyba wszystkich. Mimo wielkiego skandalu nie usunięto jej z hukiem, a jedynie zasugerowano rezygnację. 
Różowa Wiedźma (tak za plecami nazywali ją współpracownicy) ewakuowała się do szpitala, po czym zapowiedziała, iż wystartuje w następnych wyborach.


Wesoła gromadka w czasie wycieczki po centrum handlowo-usługowym. Te maluchy są jeszcze w wieku, który kojarzy się z beztroską. Beztroska w tym kraju 
to pojęcie względne nawet w przypadku małych dzieci, jednak prawdziwe schody zaczynają się później. Pierwszego dnia każdego semestru (we wrześniu zaczyna się semestr środkowy) odnotowuje się tu 3 razy więcej samobójstw uczniów niż w pozostałe dni danego roku. 
We wrześniu roku bieżącego medialna wyliczanka rozpoczęła się od nastolatki, która skoczyła z balkonu, nastolatka, który powiesił się w publicznej toalecie, 
i innego, który rzucił się pod pociąg. Statystycznie uczniowskich targnięć się na życie ze skutkiem śmiertelnym jest 500 rocznie.
Ten problem w Japonii liczy już wiele lat, por.: 2008: Ijime a samobójstwa uczniów w JaponiiE-samobójstwo made in Japan.


Stosunkowo nietypowy dom, jeszcze w budowie. Puszki po piwie mogą jednak sugerować, że ktoś tu już zaczął świętować ;)


Polecany przez japońskie instamamy produkt przeciwko pleśni w łazience. Nazywam go kabi-killer (kabi to pleśń). 
Nieoceniony jest zwłaszcza latem, gdy temperatura oraz wilgotność powietrza na zewnątrz też są „zabójcze”. Domy w absolutnej większości budowane są 
z drewna i mają taką konstrukcję, że kogoś przywykłego do budownictwa europejskiego stopień ich przepuszczalności może wręcz szokować. 
Na będące w tej kwestii nie bez znaczenia tajfuny i kolejne awarie w elektrowni atomowej w Fukushimie nic się nie poradzi, lecz na rakotwórczą pleśń można (tylko że wciąż niewiele wiadomo o skutkach ubocznych jonów srebra, tak więc mój entuzjazm jest umiarkowany). K-k daje czadu w spektakularny sposób: instagram, instagramWedług zaleceń producenta stosuje się go co 2 miesiące: yt.


A to produkt do usuwania czerwono-pomarańczowego osadu pozostawianego przez japońską kranówkę.


Nie do wiary, ale w Japonii doskwiera niedostatek latarni ulicznych. Zmierzch zapada stosunkowo szybko, ciemno choć oko wykol. 
Sytuację trochę ratują podświetlane reklamy, takie znajdują się jednak głównie w ścisłym centrum danej miejscowości. Przeważająca część przestrzeni 
w granicach miast i wsi oraz pomiędzy nimi jest zupełnie nieoświetlona. Bez świateł porusza się również zaskakująco dużo rowerzystów. 
Większość Japończyków przemieszcza się jednak samochodami (w jednej rodzinie bywa nawet po kilka aut). Ponieważ znaczny procent społeczeństwa 
to osoby w bardzo podeszłym wieku, a co za tym idzie z postępującą dysfunkcją zmysłu wzroku (w połączeniu z nieoświetlonymi ulicami daje to wiadomy efekt), od jakiegoś czasu władze niektórych miast finansują linie komunikacji autobusowej, aby staruszkowie mogli swobodnie przemieszczać się do lekarza, 
na zakupy itd.  już w sposób bezpieczny dla siebie samych oraz innych użytkowników dróg.