2011/12/20

Wszyscy kłamią (Dr.House)


Mąż wrócił z pracy wyraźnie poruszony. Okazało się, że zwierzchnicy z samej góry nie zatwierdzili Jego wstępnej zgody na wyjazd wolontariuszy do Fukushimy i okolic. Wolontariuszami mieli być podwładni T., którzy sami z taką propozycją wyszli. Zwrócili się do Niego jako bezpośredniego przełożonego, nikt jednak nigdzie nie pojedzie, przynajmniej nie z ramienia firmy. Jako powód podano, że było by to zbyt ryzykowne - choć oficjalnie od początku głosi się w Japonii, że nie ma powodów do niepokojów.

Po 11 marca tak odpowiedziałam na pytanie o to, kto wyjeżdża, kto zostaje, zadane na forum dla obcokrajowców w Japonii GaijinPot:

I'm living in Japan less than 3 months, I got married in January, my Japanese husband is a wonderful human. Our town is located between Tokyo (about 40 km) and Fukushima. He bought for me a ticket to my homeland, but I didn't agree to fly. The reason is he decided to stay, 'cause he is a patriot. In his opinion it would be not fair to leave Japan when so many people here after tsunami need help and have no possibility to go out. He is ready to help by his hands if there will be such an ask from the government. For now he helps by donation and still works hard in the factory with his subordinates. I am proud of my husband and I agree with my husband's opinion. We both are not stupid, of course we know that government doesn't say everything, but we understand this. I don't like my current life with a lot of aftershocks, hard saving of electricity and gasoline, closed windows because of danger air. I am Polish and there was a similiar experience in my life after the Chernobyl accident in the neighbouring Soviet Union, so I'm really scared. But I want to stay with my beloved husband and to support him. Whatever will happen.

Jakiś czas temu, podczas festynu rodzinnego w firmie, T. przedstawił mi swojego współpracownika. Był on uprzejmy w ujmująco naturalny i stonowany sposób, lecz mimo że biegle włada angielskim, nieszczególnie rozmowny. Mąż wyjaśnił mi w międzyczasie, że człowiek ten niedawno wrócił z sąsiadującej z prefekturą Fukushima prefektury Miyagi, gdzie na własną rękę pomagał jej mieszkańcom w przywracaniu normalnych warunków bytowych. 

Stolica Miyagi, Sendai, była pierwszym regionem, w który 11.03.2011. uderzyło tsunami wywołane najtragiczniejszym w historii Japonii trzęsieniem ziemi, gdyż znajdowała się najbliżej jego epicentrum. Po tym, jak w chwilę po pierwszych wstrząsach o sile 8,9 stopnia w skali Richtera, mniej więcej 130 km na wschód od tego nadbrzeżnego, zamieszkałego przez milionową społeczność miasta powstały fale, które z prędkością 600-800 km/h zaczęły rozprzestrzeniać się po Oceanie Spokojnym, tsunami uderzało w Sendai przez 15 minut. Największa fala miała 10 m wysokości i wtargnęła niemal 10 km w głąb lądu.


Zalane przez tsunami domy w Sendai. (zdj.: AP)

Zalewane lotnisko w Sendai. (zdj.: AP)

Niesione falą tsunami samoloty, auta, fragmenty domów, ... . (zdj.: AP)




Za znanymi z mediów migawkami kryją się indywidualne przeżycia i dramaty ludzkie. Jak choćby historia 2 licealistów z sąsiedniej prefektury Iwate, którzy akurat 11.03.2011. przebywali w Sendai w ramach tzw. dni otwartych zorganizowanych przez jedną z tamtejszych szkół. Ponieważ nie funkcjonował żaden transport publiczny, którym mogliby wrócić do swoich rodzin, kilka dni spędzili wraz z innymi ludźmi, którzy także nie mieli gdzie się podziać, w miejscowym parku. W międzyczasie jeden z nich otrzymał wiadomość, że jego rodzina odnalazła się cała i zdrowa. Drugi dowiedział się, że jego dom rodzinny w Iwate został porwany przez wody tsunami.

Współpracownik Męża powiedział, że mieszkańcy tamtego rejonu prosili, aby po powrocie zawsze podkreś
lał, iż nie tyle oczekują od reszty kraju pieniędzy na odbudowę czy darów rzeczowych, co przede wszystkim rąk do pracy, której ogrom przeraża i odbiera nadzieję. Oraz pamięci o nich, aby nie powtórzyła się sytuacja, jaka miała miejsce po zrzuceniu bomb atomowych w Hiroszimie i Nagasaki, gdy ich żyjące ofiary z jednej strony zaczęły być odbierane jak trędowate, a z drugiej ich dramaty życiowe były traktowane przez resztę społeczeństwa z ignorancją, udawaniem, że nie ma takiego problemu w kraju. (Update. Więcej o hibakushalink).





W  nawiązaniu  do  komentarza  pod  postem:
______________________________________

USA mnie nie interesuje.
Natomiast Unia Europejska dnia 27.03.2011. w trybie pilnym wprowadziła w życie nowe rozporządzenie dotyczące dopuszczalnej ilości radioaktywności w pożywieniu. W następstwie tego rozporządzenia dotychczasowa dopuszczalna norma została ekstremalnie podwyższona. Z treścią tego rozporządzenia oraz odnośników do niego może zapoznać się każdy, gdyż są one dostępne w Internecie.

Pomijając fakt manipulowania danymi, które ma miejsce od samego początku nie tylko w prefekturach najbliższych elektrowni w Fukushimie, ale w Japonii w ogóle, aktualny poziom radioaktywności w tym kraju generalnie jest w normie - tyle że w normie zmienianej już kilkakrotnie od dnia 11.03.2011. Informacje zgodne z faktycznym stanem rzeczy wychodzą na jaw tylko dzięki nieustępliwości ludzi i okazują się one niezgodne z oficjalnymi danymi od początku przekazywanymi do publicznej wiadomości. Jest dużo wiarygodnych źródeł, dzięki którym posiadaną w tym temacie wiedzę może zweryfikować każdy, nawet jeśli nie mieszka w Japonii, po czym samemu odpowiedzieć sobie na pytanie postawione w komentarzu.

Możliwość dodawania nowych komentarzy na tę chwilę zostaje wyłączona, nie życzę sobie na swoim blogu dalszych wpisów w stylu TEPCO. Tyle w temacie.



1 komentarz:

  1. Oj nie maluj tego tak na czarno. Mamy w szkole dwa liczniki (obowiazkowo kazda szkola w Tochigi musi mierzyc poziom radioaktywnosci codziennie) i zaczelismy mierzyc w maju. Byl i jest w NORMIE. Prownywalny do poziomu sprzed marca 11 (porownanie z danymi z uniwersytetu w Utsunomiya). Sa skupiska gdzie poziom jest wyzszy, ale zawsze ponizej limitu bezpieczenstwa (nawet limitow z Unii czy USA).

    Wiec kto klamie? Takie ogolnikowe komentarze nie przysluguja sie do niczego.

    Podobne wymagania odnosnie codziennego mierzenia maja tez szkoly w Fukushimie i Miyagi. I ze tego co sie orientuje, to tylko dwie szkoly (w granicach miasta Fukushima) zostaly przeniesione w inne miejsce z powodu powyzszonej radioaktywnosci.

    Wiec prosze, badz ostrozniejsza w takich ogolnikowych wypowiedziach jesli nie znasz wszystkich faktow, lub jesli nie masz wlasnego licznika w domu.

    OdpowiedzUsuń