2012/06/03

Alternatywa dla pachinko - czyli nie tylko nasz pomysł na sportową niedzielę


Pierwsza niedziela czerwca nie sprawiła nam zawodu i dzięki sprzyjającej pogodzie mogliśmy z T. pojechać do niedalekiego (choć już w innej prefekturze) kompleksu rekreacyjno-sportowego, na który składają się między innymi: małpi gaj, raj dla deskorolkarzy, boiska do gry w piłkę nożną, tenisa ziemnego, gateball i baseball, ścianka wspinaczkowa, a ponadto siłownia i hala do gry w koszykówkę.

Mój Mąż jak zwykle najwięcej czasu spędził w skate parku. Zastaliśmy tam zupełnie nieznanych nam ludzi, jednak miło było już od samego początku.

Najpierw T. zagadnęła kilkuletnia dziewczynka, która słyszała nasz angielski, gdy po zaparkowaniu auta uzgadnialiśmy plan na „po desce”. W tym samym języku zapytała, czy jest Japończykiem, na co odpowiedział wesoło wyraźnym do bólu japońskim - potem się przyznał, że go mała załamała, bo to już kolejny raz, kiedy ktoś brał Go za obcokrajowca. Rozmowa była zabawna, oboje mieszali języki, dziewczynka była ciekawska i trochę podejrzliwa, najwyraźniej coś jej ten mój Mąż nie za bardzo na Japończyka wyglądał :) Ona sama przyjechała na deskę bez taty Amerykanina, którego obowiązki zatrzymały w pracy. Mamie Japonce deskorolka również nie była obca, widać to było wyraźnie. Trzymała się jednak na dystans, co także mi się podobało. 

Towarzyski okazał się natomiast młody Japończyk, którego z powodu charakterystycznej fryzury nazwałam w myślach „Nobutada”, bo mi się skojarzył z tą postacią filmową. Podszedł, gdy tylko dziewczynka zakończyła swój wywiad, i tak się zagadali z T., że mogłam sobie spokojnie dać nogę na znajdujące się niemal tuż obok boisko piłkarskie. Mnie zaszczycił jedynie trochę nieśmiałym ”Hello”, tak jednak sympatycznym, że szczerze mnie ucieszyło takie towarzystwo dla Męża na czas mojej nieobecności.


Nobutada


Pomimo pogody dość wietrznej, robiło się coraz bardziej i bardziej upalnie, dlatego w przerwie poszliśmy pooglądać mecz koszyówki. Na hali mogliśmy trochę odsapnąć, gorąca tam była tylko atmosfera zdrowej rywalizacji.

Wszędzie, gdzie byliśmy, podobało mi się to, że spędzający czas w tym samym miejscu i o tej samej porze ludzie zachowywali się w taki sposób, aby nie przeszkadzać innym. Czuło się w tym dużo samodyscypliny, ale takiej niewymuszonej, naturalnej.

Ujęło mnie także to, że wśród osób, które wybrały aktywny wypoczynek zamiast popularnego w Japonii entuzjazmowania się pachinko czy wgapiania w telewizor lub ekran jakiegoś innego ogłupiacza, byli nie tylko rodzice z dziećmi, lecz także przykładowo panowie w średnim wieku z brzuchami wyglądającymi na piwne. T. śmiał się i zapewniał na podstawie własnych wcześniejszych obserwacji i doświadczeń, że na 90% panowie ci następnie faktycznie raczyć się będą piwkiem, prawdopodobnie podczas wspólnego grillowania ;) Taką równowagę upodobań klasyfikuję jak najbardziej na plus.

Wyglądający na grillowy ekwipunek miały zwłaszcza grupki ludzi dopingujących swoich bliskich z ławek wokół boiska do baseballu. W oczy rzucało się zróżnicowanie wieku i fajna integracja wszystkich pokoleń. Między innymi było sporo dzieci - najmłodsze z najmłodszych troszkę popłakiwały, jednak nawet te odgłosy harmonijnie wkomponowywały się w atmosferę rodzinnej niedzieli. 


 




Teren parku rekreacyjnego był niemal non-stop pielony i zamiatany przez kilka pań w wieku podeszłym i średnio zaawansowanym. Gdy miały przerwę, dzieci bawiące się nad wodą oraz ich rodzice wesoło z nimi gawędzili, spędzając wspólnie czas pod daszkiem. Wyczuwało się szacunek do nich jako seniorów i ludzi pracy. T. mówi, że generalnie w Japonii szanuje się każdą uczciwą profesję i raczej nie występuje wywyższanie się czy lekceważenie. Niemniej smutny to był widok, że w czasie gdy jedni miło spędzali czas, inni - pomimo podeszłego wieku - musieli pracować.


9 komentarzy:

  1. Cieszę się, że wróciłaś.:) Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne miejsce do wypoczynku :) Bardzo mi tutaj takich miejsc brakuje, a pojeździłabym sobie na rolkach...
    W KSA kobiety jako formę aktywności sportowej mogą potraktować jedynie długie spacery pięknym deptakiem wzdłuż morza (mężczyźni wieczorami biegają po tym deptaku). No i oczywiście w compoundach są baseny, siłownie i wszelkie boiska i korty, ale to tylko dla cudzoziemców. A Saudyjki nawet WF-u w szkołach nie mają :(
    Pozdrawiam gorąco (+44*C), chyba zaczyna się tu lato ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że u mnie w Opolu czegoś takiego nie ma. Chociaż z drugiej strony nie wiem czy ludzie byli by w stanie z tego korzystać. Zdjęcia piękne. A dziewczyna mnie zauroczyła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli ty masz coś wspólnego z Opolem! No tak, rolki sobie z P. kupiliśmy, szukaliśmy gdzie jeździć i zapomniałam zupełnie o tym miejscu! Dzięki wielkie za przypomnienie!

      Usuń
    2. Średnio pamiętam, mała byłam. A no tak, bo na samym Bolko droga dziurawa, jak tam byłam to myślałam, że mi wszystko wytrzęsie! Ale "urok" miejsce ma :D

      Usuń
  4. W szkole uwielbiałam WF, wszelkie "fikołki" na materacach, skoki przez kozła, skrzynię, szpagaty. Mogłabym mieć same takie lekcje zamiast np. matematyki czy fizyki ;) No, plus język polski jeszcze.

    Jak napisałaś o aktywności starszych ludzi w Japonii od razu przypomniał mi się szokujący i zaskakujący pozytywnie widok w chińskich parkach. Staruszkowie, często porządnie przygięci do ziemi, ćwiczący tai chi, tańczący jakieś wolne układy, grający w szachy czy inne planszowe gry. I było ich zawsze setki... niesamowity i cieszący oko widok :)
    I dlatego oni wszyscy, w Japonii, w Chinach, są dłużej sprawni i szczupli, a saudyjskie społeczeństwo, niestety, wręcz odwrotnie :(

    Compaundy to ogrodzone osiedla domów dla cudzoziemców pracujących w Arabii. To taka namiastka normalności, choć za murem. Tutaj mamy właściwie wszystko, począwszy od restauracji, basenu, siłowni, kortów tenisowych, boiska do kosza i badmintona (tak jest na moim). Chodzimy tu normalnie ubrani, czyli kobiety bez abaji. Mogę tu jeździć na rowerze i rolkach (gdybym tu miała).
    Chyba bez tego niewielu zgodziłoby się tu przyjechać :|

    A rolki polecam, fajna zabawa. Pewnie w dzieciństwie jeździłaś na wrotkach :) I do jazdy na łyżwach też podobne.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wiedziałam, że gdzieś jeszcze miałam Ci odpisać :*

      Specjalnie zapytałam się mojej nauczycielki, która uczy w KSA w filipińskiej szkole. Dziewczynki nie mają WF-u nawet w tego typu, prywatnych szkołach. Mogą jedynie zapisać się na lekcje tańca. To wszystko :(
      Dlatego wcale nie dziwi mnie, że znacznej w większości tutejsze społeczeństwo jest bardzo otyłe i już nawet takie małe dzieciaczki są okrąglutkie. Tylko że to, co u małego berbecia może być słodkie (chociaż ja nie przepadam za tłuściutkimi dziećmi), później staje się ogromnym problemem i przyczyną wielu chorób.

      Ściskam :)

      Usuń
  5. N., żeden to dla mnie problem :) A zadając takie pytania i ja więcej dowiaduję się o KSA. I z każdą taką wiadomością przekonuję się, że w Arabii można pomieszkać, ale na pewno nie zamieszkać ;)

    Japonii nijak nie można porównać do Arabii, i z tego miejsca jawi mi się ona jako kraj marzeń. Ale to pewnie dlatego, że nigdy w Japonii nie byłam :)
    Pozdrówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja to lubię wszystko na własnej skórze sprawdzić, nawet taką egzotykę, jak Arabia :) Tu pod nosem mam Bahrajn, Emiraty, Katar, Jordanię, Syrię (jak się uspokoi), będzie co zwiedzać, a pewnie mieszkając w Polsce nie byłoby to takie łatwe i tanie. Bardzo bym też chciała kiedyś zobaczyć Japonię, może się uda. Jest jeszcze sporo miejsc, gdzie mnie nie było...
      :*

      Usuń