2012/07/13

W drodze




Jezdnie w Japonii często są bardzo wąskie:





Już w domu, podczas przygotowywania późnej kolacji usłyszeliśmy w telewizyjnym serwisie informacyjnym, iż deszcz, który uprzyjemnił nam wycieczkę, przynosząc ulgę po okresie nieznośnego upału, na zachodzie i południu kraju stał się przyczyną tragedii wielu ludzi: od kilku dni lawiny błotne powodują ogromne straty materialne, na dzień dzisiejszy pochłonęły 29 ofiar śmiertelnych, wymusiły ewakuację 260.000 mieszkańców zagrożonych terenów, dziś o ewakuowanie się władze zaapelowały do kolejnych 240.000 (za: NHK, FujiTV oraz rmf24.pl). Link.

Na zakończenie wczorajszej relacji z miejsca zdarzeń uroczyście przeczytano nazwiska ludzi, o których było już wiadomo, że zginęli. T. wytłumaczył mi, że taki jest japoński zwyczaj. Co prawda nie odwołano zaplanowanych na drugi i następny dzień hanabi, lecz mimo wszystko uznałam ten gest prezenterów telewizyjnych za dowód szacunku dla zmarłych i narodową empatię. 

Toteż dzisiaj zdumiała mnie powtórka wiadomości, których wcześniej nie widziałam: Przedwczoraj w tokijskim ogrodzie zoologicznym, zaledwie kilka dni po narodzinach zdechła panda. Pokazano łkających i podobno zrozpaczonych ludzi modlących się u przygotowanego przez pracowników ogrodu „ołtarza” z jej zdjęciem, na którym masowo składane są kwiaty. Taka sytuacja trwa od chwili, gdy japońskie stacje telewizyjne przerwały nadawanie regularnego programu i dały czas antenowy dyrektorowi zoo, który podczas specjalnej konferencji prasowej opisywał okoliczności zajścia, cały zapłakany. W pierwszej chwili pomyślałam, że chyba czegoś nie zrozumiałam, przerwałam więc zmywanie naczyń po kolacji i skoncentrowałam swoją uwagę na ekranie telewizora, aby nie wyciągać pochopnych wniosków. Później na wszelki wypadek weszłam w Google - i załamałam się dokumentnie (link).

Szukam myśli, która spuentowałaby powyższe w sposób w miarę spokojny. Nie znajduję.


Update:

Materiał niezwiązany z Kiusiu, unaoczniający prędkość i siłę lawiny błotnej - link.



4 komentarze:

  1. Jako puenta przyszło mi na myśl: po prostu inna kultura. Ale szokujące to wszystko... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, na reakcje z powodu odejścia pandki machnęłabym ręką i nie zaprzątałabym sobie nimi głowy. Tąpnęło mną dlatego, ponieważ to wszystko odbywa się w tym samym czasie, gdy mają miejsce tragedie ludzkie, te jednak zdają się być odfajkowywane i przechodzi się nad nimi do porządku dziennego.

      Usuń
  2. Hmmm, te odmienne reakcje sa też po części odzwierciedleniem buddyjskiego podejścia do życia Japończyków. Dla nich życie ryby czy człowieka ma podobną wartość. My mówimy, że zwierze zdechło, u nich czy człowiek to czy zwierz zawsze "szindżał". Panda ponadto jest zagrożona wyginięciem jako gatunek. Tego o człowieku powiedzieć nie można. Być może wydaje nam się to bardzo nieludzkie, ale może, jest to właśnie bardzo "ziemskie" (człowiek jako pępek świata niebardz się sprawdza). Pozdrawiam blogerke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że w pierszej chwili nie przyszło mi do głowy takie skojarzenie. Może dlatego, iż w naszej japońsko-polskiej rodzinie buddyzm nie jest praktykowany (jedynie jego uniwersalne elementy). Na ile się jednak orientuję, już z definicji zakłada on traktowanie wszystkich istot z równym szacunkiem - jednak gdy zestawić epatowanie rozpaczą po śmierci zwierzątka i brak jakichś mocniejszych reakcji na wieść o nieszczęściach doświadczanych w tym samym czasie przez współrodaków, to ja takiej równości nie widzę. Wiem, że buddyzm zakłada też pokorę wobec nietrwałości i przemijalności tego świata - i w tym punkcie też nie dostrzegam konsekwencji w podejściu do zaistniałych zdarzeń. Byłabym w stanie zaakceptować nieprzedkładanie dramatów dziejących się na Kiusiu ponad zaplanowane rozrywki, gdyby nie ta egzaltacja z powodu zdechłego zwierzęcia. Nawet jeśli to wszystko, o czym napisałam w poście, jest odzwierciedleniem buddyjskiego nastawienia Japończyków, to jest to podejście wybiórcze i tym samym nie fair.

      Co do ludzkości jako takiej, osobiście także nie uważam, aby postawa „pępkowa” była najwłaściwsza. Niemniej, życie człowieka w moim odbiorze jest wartością nadrzędną. Los zagrożonych wyginięciem zwierząt nie jest mi obojętny, jednak w żadnym razie nie ma dla mnie znaczenia większego niż los ludzi.

      Dziękuję za komentarz. Cenię wpisy, które motywują do przemyśleń. Mojego odzewu proszę nie traktować jako zbijanie postawionych w komentarzu argumentów. Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń