2012/08/30

Jūgun-ianfu, czyli jeden z najbardziej przemilczanych aspektów II wojny światowej


W czasie minionych wakacji Centralne Biuro Śledcze zatrzymało 4 osoby prowadzące w Polsce legalną agencję modelek i hostess, postawiono im zarzut handlu ludźmi. Ustalono, że organizowały wyjazdy Polek do Japonii, inkasując za każdą z nich wynagrodzenie w $. 2 studentki z Poznania zeznały, że wysłano je jako hostessy, na miejscu jednak zmuszane były do picia alkoholu oraz dotrzymywania towarzystwa klientom baru, którzy je poniżali. Tak oględnie podają to media. Równie zawoalowaną uwagę czytamy na stronie Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Tokio: Młode, atrakcyjne kobiety muszą być wyczulone na proponowaną pracę hostessy. Z reguły tzw. „pracodawcy” oczekują bardzo rozszerzonego zakresu usług, nie zawsze pokrywającego się z wyobrażeniem o tym zawodzie. (link) Na szczęście pomoc, o którą do ambasady zwróciły się dziewczyny po ucieczce z klubu, okazała się bardziej konkretna.

Fundacja Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu LaStrada zwraca uwagę na fakt, że w Japonii określenie hostessa jest niemal synonimem prostytucji i że przymuszanie do prostytucji w tym kraju występuje często. Jeśli hostessa nie jest prostytutką ani nie jest do tego przymuszana, i tak często musi godzić się na poklepywanie po pośladkach, dotykanie piersi, sprośne uwagi. A nie wszystkie Polki zainteresowane pracą hostessy mają tego świadomość. Już na miejscu natomiast zdane są tylko na siebie, gdyż ich agencje zwykle nie mają zamiaru brać odpowiedzialności za to, co dzieje się z nimi za granicą. Nierzadko jest tak, że tylko organizują wyjazd, nie wiedząc nawet, do jakiego konkretnie klubu wysyłają dziewczyny. Skutki bywają tragiczne: zaskoczonym zastanymi warunkami pracy dziewczynom łamie się charaktery poprzez powodowanie u nich alkoholizmu i nałogu narkotykowego, są więzione bez możliwości ucieczki, zmuszane do perwersyjnych praktyk, bite, torturowane, mordowane. (Por. np: What's it like to work as a foreign hostess in Japan, Host and hostess clubs, LaStrada.) W lipcu polską ambasadę o pomoc poprosiły tylko 2 hostessy, a rzeczona agencja wysłała ich do Japonii kilkadziesiąt. Jak potoczył się los pozostałych, to dopiero ustala CBŚ.

Niemniej historia kołem się toczy.

Pojutrze w Polsce obchodzona będzie kolejna rocznica wybuchu II w.ś. Zdania historyków co do czasu faktycznego rozpoczęcia się tej wojny są podzielone (por. np.: Kiedy zaczęła się II wojna światowa?). Niektórzy z nich za początek tego największego globalnego konfliktu uważają dużo wcześniejszą datę: 13.09.1931., kiedy to wojska japońskie zaczęły zbierać śmiertelne żniwo w Mandżurii. Pierwszą polską ofiarą II wojny światowej był natomiast mieszkaniec Łubia, uczestnik III powstania śląskiego Franciszek Honiok, który 30.08.1939. został zatrzymany przez SS, a następnego dnia zamordowany pod radiostacją w niemieckich wówczas Gliwicach, co miało być wstępem do tzw. prowokacji gliwickiej. Jest to fakt bardzo mało znany, między innymi dlatego, że Niemcy nie dopuszczali do identyfikacji zwłok, ponieważ miały im posłużyć tylko i wyłącznie do uprawdopodobnienia wersji, że napastnikami niemieckiej radiostacji byli Polacy.

Od strony azjatyckiej historia II wojny światowej także zawiera mało znane fakty. Jednym z nich jest ten, że Japończycy zinstytucjonalizowali wówczas niewolnictwo seksualne. Otóż Cesarska Armia Japońska zakładała tzw. ośrodki pocieszenia, czyli wojskowe domy publiczne (ianjo), do których porywano kobiety i dziewczynki od 12 roku życia z terenów podbitych i okupowanych, celem zapewnienia żołnierzom „rekreacji”. To „pocieszenie” miało być także dlatego, że decydenci japońscy postanowili o unikaniu przemocy seksualnej na zbyt szeroką skalę, do jakiej doszło na przełomie lat 1937/1938, gdy podczas zdobywania i okupowania ówczesnej stolicy Republiki Chińskiej żołnierze japońscy brutalnie zgwałcili 20.000 jej mieszkańców, głównie dzieci i kobiety w każdym wieku. (Więcej o tym np. na Wikipedii: Masakra nankińska.)

Do świadczenia usług seksualnych jako tzw. wojskowe kobiety do towarzystwa (jūgun-ianfu) porywano i zmuszano nie tylko Azjatki, ale również Europejki z podbitych posiadłości kolonialnych oraz personelu medycznego sił alianckich. Traktowano je z wielkim okrucieństwem, w tym wielokrotnie poddawano zbiorowym gwałtom. U schyłku wojny kobiety te zostały zamordowane lub porzucone. Te, którym udało się przeżyć bombardowania ze strony sił alianckich i pokonać często setki kilometrów dzielących je od domów, żyły w hańbie, napiętnowane i izolowane przez społeczności lokalne, lub swoją traumę przeżywały w tajemnicy, ze strachu przed takim losem. Większość z nich nie mogła mieć dzieci, ponieważ w wojskowych domach publicznych ich narządy płciowe zostały zmasakrowane lub usunięte.

Japończycy więzili i wykorzystywali seksualnie co najmniej 50.000 kobiet, niektóre szacunki wskazują na liczbę znacznie większą: 300.000. Rząd japoński od odpowiedzialności za wyrządzone im krzywdy odcinał się aż do roku 1992. W międzyczasie jednak prostytucja i branże pokrewne kwitły w Japonii w najlepsze - i nadal mają się dobrze. W tym kraju tajemnicą poliszynela jest: jeśli robisz interesy, robisz je z yakuzą. A jej macki sięgają wszędzie, także poza Japonię, skąd pozyskiwany jest narybek do lokali spod ciemnej gwiazdy. Niejednokrotnie są to nawet dziewczynki, kupowane wprost od rodziców i tak samo dostarczane do przybytków będących wabikiem dla amoralnych tubylców oraz turystów, a także zanętą na żądne szybkich pieniędzy hostessy, w tym Polki. W świetle opisanych faktów historycznych jest to podwójnie odrażające. Paradoksem jest fakt, że Japończycy żywy towar z Azji dostarczali i nadal dostarczają sobie siłą, a białe kobiety zlatują tu w takim charakterze na ochotnika.

Na ochotnika wybiera podobny styl życia także szokująco duża część Japonek. Według aktualnych szacunków w Japonii co 3 nastolatka prostytuuje się ze starszymi, najczęściej bogatymi mężczyznami, którzy za takie usługi są skłonni płacić więcej niż zwykłej prostytutce. Umawiają się już nawet 14-letnie dziewczyny, a bywa, że i młodsze. Klientami nierzadko okazują się sutenerzy, którzy rejestrują spotkanie i wykorzystują nagranie do szantażu. Lub włamują się na prywatne konta internetowe, kopiują zapisy korespondencji przeprowadzonej w odpowiedzi na seksofertę, po czym zmuszają do prostytucji w zamian za nieujawnianie dowodów. W 1999 roku rząd japoński wprowadził zakaz kontaktów seksualnych z osobami poniżej 18 roku życia. W 2003 roku przegłosował prawo karzące osoby umawiające się na seks z osobami nieletnimi grzywną 1 000 000 jenów (wówczas ok. 8 300 $). Enjo kōsa, czyli opłacane randki, bynajmniej jednak nie zniknęły. Istnieją na przykład kluby telefoniczne, w których za odpowiednią opłatą można otrzymać numer do zajmującej się nierządem panienki.

Podstarzali faceci tłumaczą swoje zainteresowanie seksualne obiektami w wieku własnych dzieci i wnuków tym, że jest ono silniejsze od nich, niemożliwe do opanowania. Wymówka tak samo denna, jak popularne w Polsce twierdzenie, że każdy facet wręcz musi się oglądać za kobietami, choćby szedł w towarzystwie swej dziewczyny czy żony, ponieważ jest wzrokowcem.

Na niemoralności japońskich dewiantów zarabiają małoletnie prostytutki, wydawcy zboczonych mang i anime, producenci gadżetów, tutejsza mafia. A gaijini na całym świecie dokładają się do tego interesu, emocjonują japońskim seksbiznesem i jego pochodnymi, także na polskich stronach internetowych, przez co biorą udział w tym procederze.

(Źródła główne: 
doktor Kuronuma Katsushi, profesor Yoshitaka Mori, profesor Mamoru Fukutomi / Tokyo Gakugei University,
Hayao Kawai / Japan Echo.)



6 komentarzy:

  1. Wyjazdy europejskich kobiet do Japonii w celu popracowania jako hostessy są pewnie wynikiem niedoinformowania i pełnej wiary w agencje, które te dziewczyny wysyłają. Plus trochę naiwności i braku wyobraźni. Samo życie :(

    A oglądałaś film o masakrze nankińskiej „Jin ling shi san chai” (reż. Yimou Zhang) z 2011 r.? Angielski tytuł to był chyba ‘The Flowers of War”. Szokujący, choć wielu go krytykowało.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za namiar, rozejrzę się najpierw w sieci, nie sądzę bowiem, żeby ten film łatwo było dostać w Japonii. Chociaż kto wie, być może ktoś poważył się na dystrybucję. Zgodnie z powiedzeniem „prawda was wyzwoli” byłaby to świetna przeciwwaga dla historycznych kłamstw i uników, które mają miejsce nie tylko w japońskich podręcznikach.

      Odnośnie Nankinu szokuje mnie między innymi fakt, że przeciwko dokonywanym tam zbrodniom świat nie protestował. Nawet Stany, samozwańczy, oszukańczy obrońca uciśnionych. Te same Stany, które w zamian za wyniki bestialskich eksperymentów zagwarantowały nietykalność japońskiemu doktorowi Mengele, Shirō Ishii, który jakby nic się nie stało, mieszkał sobie pod Tokio. Na YouTube znajduje się wrzucony przez użytkownika o nicku pdnzkn film pt. „Men Behind The Sun - Oddział 731”, z polskimi napisami - włos się jeży...

      Co do hostess, też tak myślałam. Dopóki nie zorientowałam się, że część z nich bynajmniej naiwna nie jest i od początku nastawia się na taką zabawę. Internet roi się od przechwałek. Samo życie, dokładnie tak...

      Pozdrawiam wzajemnie, zawsze serdecznie.

      Usuń
    2. Dzięki za ten Oddział 731, nie oglądałam. Już odnalazłam go sobie na YouTube, w chwili spokoju obejrzymy go.

      Jeśli chodzi o pracę hostess, to wolałabym wierzyć, że jadą z nieświadomością, w co się pakują. Ale oczywiście nie jestem aż tak naiwna. No cóż, różne dziewczyny mają różne pomysły na życie, tylko wątpię, że podejmując pracę "hostessy" zdają sobie sprawę z konsekwencji swoich wyborów.

      Odpozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    3. Film warto obejrzeć, a poprzednio dostępny był tylko po chińsku i z napisami po hiszpańsku, tym bardziej więc. Jednak nerwy trzeba mieć ze stali...

      _____________________________________________
      Jak w jasnym zwierciadle można poznać kształty, tak z przeszłości można poznać teraźniejszość.
      (przysłowie chińskie)

      Usuń
    4. Marcin6/6/15

      Film "The Flowers of War", o którym wspomina Iwona z KSA, w obsadzie postaci japońskiego dowódcy(Pułkownik Hasegawa) ma aktora z Japonii(Atsurô Watabe) Może, to coś znaczy, a może nic, wszak aktor jest do wynajęcia.

      Usuń
    5. „Kwiaty wojny” to film chiński, a stosunki chińsko-japońskie po dziś dzień są, hmm, skomplikowane. Można spotkać się z opiniami, że Chińczycy wręcz pławią się w każdej okazji dającej możliwość przedstawienia Japończyków w jak najgorszym świetle. Pozytywną rolę pułkownika Hasegawy przewidziano prawdopodobnie jako przeciwwagę dla spodziewanych zarzutów o jednostronność także tego filmu, zaś obsadzenie w niej Japończyka być może miało wzmocnić efekt. Jednak to, że ludzkie odruchy pokazano u zaledwie jednej postaci na tle całej reszty (okrutnych) japońskich żołnierzy, moim zdaniem mówi właściwie wszystko o intencjach twórców, tudzież zleceniodawców.

      Usuń