2012/09/04

Co mi zrobisz, jeśli (ha!) mnie złapiesz


Byłam umówiona z Nori i na śmierć zapomniałam. Niechętnie, więc rzadko daję się wyciągać z domu, no i data mi umknęła. Na szczęście obyło się bez wstydu, T. mi przypomniał ;)

Nasz dom znajduje się w zacisznej okolicy. Osiedle zdominowane jest przez rodziny z dziećmi w wieku przedszkolnym i młodszoszkolnym oraz mieszkańców w podeszłym wieku. Jedyne „ekscesy”, jakie się tu zdarzają, to palenie gumy przez pojawiających się z różną częstotliwością na parkingu kombini przejezdnych motocyklistów. Niektórzy z nich potrafią nawet i z godzinę robić taki irytujący hałas, który niesie się daleko, trudno go nie słyszeć. Lecz ku mojemu ogromnemu zdumieniu nikt nie zwracał im uwagi. Mnie się zdarzało, jednak nie tak często, jak chciałam, ponieważ zaraz dreptała za mną Teściowa i ciągnęła z powrotem do domu, nawet tuż sprzed ich nosa, choć trafiałam na chłopaków, którzy z rozbrajającym ”I'm sorry” zakładali kaski i odjeżdżali. Tylko raz zrobiłam w tył zwrot z własnej woli, gdy zorientowałam się, że grupa składa się z osobników o nieciekawym wyglądzie. Przypomniały mi się wtedy słowa Teściowej, że Japonia jest bardzo bezpiecznym krajem, "but...". Po tym niedoszłym spotkaniu doczytałam na własną rękę w Internecie - i od tamtego czasu przestałam do nich wychodzić. Okazało się bowiem, że nazywa się ich czasem młodszą generacją lub pretendentami do yakuzy. Zdarzają się skuteczne pościgi policyjne za nimi, jednak gdy nie są one obliczone na dużą liczbę mundurowych, potrafią nawet otoczyć goniący ich samochód i go przewrócić. 


  


Pewnie dlatego policjanci na naszym osiedlu zwykle tylko grzecznie odbierają zgłoszenia telefoniczne i na tym poprzestają. Interwencję widziałam dotychczas tylko raz: Przyjechali w 2 samochody, ale nie główną ulicą, ewidentnie chcieli ich zaskoczyć. Wylegitymowali, spisali i nakazali opuścić parking. Motocykliści odjechali na bezczela, w akompaniamencie ogłuszających decybeli. A gdy tylko policja odjechała, pojawili się znowu. 

Dlatego w ogóle już nie byłam zaskoczona poniższą sytuacją. Po drodze Noriyo poprosiła o parę minut przerwy na kawę. Podczas oczekiwania na realizację zamówienia, moją uwagę przyciągnęła reklama nowej oferty na budynku Makudonarudo, a w chwilę potem znajome odgłosy:


  video


Ci tutaj byli na tyle bezczelni, że na tym krótkim odcinku drogi zawracali kilka razy, nic sobie nie robiąc także z 2 nauczycieli pobliskiej szkoły (wg słów Nori, ja nie znam tej okolicy), którzy stali tuż przy ulicy i wszystko nagrywali. 

Nori chciała, abyśmy razem pojechały do nieznanego mi, a Jej tylko ze słyszenia centrum handlowego. Szukała prezentu z okazji przyjścia na świat córeczki Jej przyjaciółki ze szkoły, a ja trochę się obawiałam, że przy okazji okaże się maniaczką zakupów jak wiele widywanych przeze mnie Japonek. Ale nie, wybierała z rozwagą i dla siebie kupiła w sumie bardzo niewiele - podobnie, jak ja, co okazało się jeszcze jedną naszą wspólną cechą. A najbardziej ucieszyła mnie propozycją odwiedzenia najpierw znajdującej się niemal tuż obok Ikei. W Polsce sklepy tej szwedzkiej sieci były jednymi z moich ulubionych i fajnie było popatrzeć na znajome widoki:


Katalogi w japońskiej Ikei są do zwrotu, niestety. W domu z ofertą można zapoznać się online.



Update:



11 komentarzy:

  1. Uwielbiam restauracje w IKEI :D Chociaż raczej powinno się mówić o tym bar.
    Ostatnio miałam własnie sytuację, jak jechałam autem, że wyprzedził mnie debil bez tłumika :) i przeleciał na czerwonym świetle. Tablice też gdzieś zgubił. Chcieliśmy z P. dzwonić nawet na policję, ale czemu tego nie zrobiliśmy nie pamiętam.

    Dwa dni później tato P. powiadomił go o tym, ze dwa dni wcześniej jakiś motocyklista się rozwalił. Nie wiem, Karma czy co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam alergię na takich motocyklistów, których przedstawiłam w poście, lecz jeśli mam być szczera, to w sumie niewiele widziałam dotąd sytuacji, które z ich powodu były niebezpieczne. Ale za te hałasy są u mnie na minusie jak stąd do Polski.

      Co do IKEI, nigdy wcześniej tam nie jadłam, dopiero w Japonii. Przymykając oko na wartości odżywcze oferty kulinarnej, przyznaję, że mi bardzo smakowało :) Tylko ciasta były przeokropnie słodkie - tak bardzo, że chociaż z góry założyłyśmy sobie z Nori podział każdego kawałka po połowie, i tak nie dojadłyśmy. Norrrmalnie ulepek.

      Usuń
  2. Droga N. dobrze jest jednak czasami pójść na zakupy z drugą kobietą, o ile. tak jak Nori, to rozsądna zakupowiczka :-).
    Chyba nie zdziwi Cię, jeśli powiem, że moja ulubiona część wpisu to tak o Ikea (i widok tych ikeowskich przysmaków):-). Mam nadzieję, że i o tej w Jordanii będę mogła niedługo (za rok?) napisać :-), choć chwilowo jestem dość nasycona - byłam w Ikea w Polsce jakieś 7 razy ... :-). Pozdrawiam najserdeczniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam nadzieję, że o Twoich polskich zdobyczach, Mamo Ammarka, będzie można przeczytać wcześniej niż za rok ;) Jestem bardzo ciekawa wszystkich sprawunków, tym bardziej, że ja poprzestałam na jednym jedynym gadżecie kuchennym, no po prostu niczego więcej nam na razie do domu nie potrzeba, aż mi szkoda było :)

      Nori jest nie tylko rozsądna, ale także nienarzucająca się, czym u mnie bardzo zapunktowała. Podczas zakupów niejednokrotnie nasze ścieżki spontanicznie rozchodziły się i nie było z tego powodu żadnego nieprzyjemnego ciśnienia. Bardzo mi to odpowiadało, gdyż zakupy najbardziej lubię robić sama, od zawsze tak mam.

      Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń
  3. N. chyba łatwiej byłoby mi wymienić to, czego nie kupiłam :-D. A poważnie, to mimo, że co roku przywożę sporo rzeczy (20-25 kg!), to co roku, gdy już je "rozdysponuję" we wnętrzach od razu widzę ilu rzeczy mi jeszcze brakuje :-D i zaczynam sporządzać kolejną listę, a potem ... cięcia, cięcia, cięcia (by uniknąć nadbagażu). I to nie jest jakaś mania obstawiania się gratami (jestem anty-chomikiem:-)), ot po prostu - spore przestrzenie i na początku nic, prawie absolutnie nic na stanie, więc potrzebne wszystko albo tymczasowe, paskudne, wymagające wymiany :-).

    Tak bardzo uwielbiam Twoją obecność na moim blogu, że choć obawiam się, że 90% czytelników przypnie mi łątkę materialistki ;-), jestem gotowa napisać maila o tym, co też z Ikei naprzywoziłam :-). Specjalnie dla Ciebie :-).

    A ja w Polsce zakupy najbardziej lubię robić z mamą, a tutaj sama (znaczy z Amurem) :-), albowiem: "(...)i nie było z tego powodu żadnego ciśnienia" - tu przy kimś zawsze takie jest ...

    Pozdrawiam bardzo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Mamo Ammara, ja przepadam zarówno bywać u Ciebie, jak i gościć Cię tutaj, zawsze jest to dla mnie małe święto :) Gdy teraz dla odmiany goszczę Cię tu „pod rząd”, cieszę się podwójnie. I mam pomysł, że gdy będzie mi Ciebie brakować nie do wytrzymania, aby Cię tu ściągnąć, znów zapodam treść o Twojej wielkiej radości, której na imię Ikea ;)):)

      Ponad 20 kilogramów, olaboga... :D No to teraz trzymam Cię za słowo, podkręciłaś moją ciekawość ^^ :)

      Wiesz, ja też czasem, pisząc o nowych zakupach, zastanawiam się, czy aby ktoś nie wyciągnie pochopnego wniosku i nie zareaguje wpisem w rodzaju: złapała Japończyka i szaleje. Jednak nie jest to powodem mojej autocenzury na blogu, ponieważ wychodzę z założenia, że reakcje czytelników świadczą o nich samych - jeśli ktoś ignoruje całokształt obrazu autora, jaki przecież nietrudno poznać poprzez lekturę jego/jej postów, i swą uwagę koncentruje tylko fragmentarycznie, to jego problem. Mnie - jako kobietę, żonę, panią domu - ogromnie cieszy każdy nowy nabytek i nie mam zamiaru udawać, że tak nie jest, tylko dlatego, żeby nie wywoływać czyjejś złośliwości. Ty, proszę!, tym bardziej, masz przecież swój wkład w domowy budżet, a poza tym odwiedza Cię o wiele więcej osób i z komentarzy widać, że absolutna większość post o zdobyczach z Ikei odbierze tak samo, jak ja - z zainteresowaniem i ciesząc się serdecznie z Twojego zadowolenia. Czekamy więc! :)

      Buziaki.

      Usuń
  4. Kochana N. Ty to potrafisz ... wprowadzić uśmiech na moją twarz:-). Tym komentarzem - kilkakrotnie! Dziękuję i składam obietnicę: będzie post o nowościach z Ikea, obym tylko znalazła czas. Tak bardzo mi go brakuje ... ściskam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytam i pooglądam z wielką ochotą! Tutaj nie tylko trzeba było oddać katalog przed wyjściem, ale okazało się także, że - mimo iż Ikea wielgaśna - jej oferta nie dorównywała temu, w czym możemy przebierać w Polsce. Tak że uzbrajam się w cierpliwość i odbiję sobie, gdy Twoja relacja będzie gotowa ;)

      U nas już późno, dobranoc więc. Dziękuję za Twoją obecność, Mamo Ammara, było mi ogromnie miło :)

      Usuń
  5. W KSA szaleńcy na motorach też są, bo gdzie ich nie ma. Ale takiej ilości, jak w Mińsku, to chyba nigdzie nie spotkałam. Tam mają kilkupasmowe drogi i bogate dzieciaki mińszczan ścigają się wieczorami i nocami po mieście i dwóch obwodnicach. Nie lubię motorów, bo się ich boję i dostaję gęsiej skórki na ich widok, ale już gdzieś o tym pisałam ;)

    Nie lubię zakupów, nie lubię chodzić po sklepach (o tym już też pisałam ;) ), gdybym mogła, to wszystko kupowałabym przez Internet. I w większości tak robię, ale sklep Ikea bardzo lubię i bywamy tam dość często. Zawsze jakiś drobiazg wypatrzę :) Tutaj Ikea jest dwupoziomowa, dość spora, ale właśnie dobudowują do niej jeszcze drugi taki budynek, więc będzie ogromna. We Wrocławiu zresztą też właśnie jest rozbudowywana i ma być porządna, a nie mały kurnik :)
    Tutaj po raz pierwszy widziałam katalogi Ikei do oglądania na miejscu, są w plastikowych okładkach i tym się różnią od tych, które można zabrać ze sobą, bo takie też są wyłożone. Nie wiem, czy w Polsce też są katalogi z podziałem na te „na miejscu” i na te „na wynos”, nie kojarzę.
    A, i jeszcze w barze w Ikei w KSA lubię sałatkę Cezara, bardzo jest smaczna.

    Z chodzenia po sklepach jeszcze lubię księgarnie i papiernicze, tam też zawsze coś kupię :)

    Ammarkowa Mamo, ja też czekam na opis Twoich ikeowych zakupów ;)

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to teraz nie ma zmiłuj, nam 2 Mama Ammarka raczej się już nie wykręci ;):)

      Iwonko, ja księgarnie niespecjalnie często odwiedzałam w Polsce, rzadko udawało mi się upolować coś w cenie nie zwalającej z nóg. Z tego powodu zdecydowanie bardziej wolę biblioteki. Ale sklepom papierniczym nigdy nie mogłam się oprzeć, może dlatego, że gdy byłam dzieckiem, królowały w nich bure zeszyty i gumki-mydłki udające chińskie pachnące, tak różne od współczesnej oferty, przebogatej w formy i kolory. Efekt był taki, że przed przeprowadzką rozdałam całe stosy kolorowych kopert, brulionów w pięknych okładkach i innych śliczności, ponieważ wszystkiego nie dałam rady spakować. Teraz już się pilnuję, lecz ciągnie mnie do działów papierniczych jak zawsze :)

      O rozbudowie wrocławskiej Ikei już wiem :) Przeczytałam w Internecie przy okazji wymiany komentarzy z Tobą i Kubą/kubalą na temat rozbudowy tamtejszego lotniska. Natomiast sałatkę Cezara wygoogluję sobie zaraz, ponieważ ani nie wiem, jak wygląda, ani nigdy nie spotkałam się z przepisem na nią. A wpadłam w trans robienia sałatek właśnie, ponieważ T. i Teściowa rozsmakowali się w takich „z Polski”, zwłaszcza w makaronowej z szynką i ananasem - znasz?

      Białoruś, a jeszcze bardziej Rosja robią furorę w sieci - dużo osób twierdzi, że bez filmików wrzucanych z byłych krajów ZSRR Internet nie byłby już taki sam ;) T. zna japońską stronę internetową, która systematycznie zamieszcza linki do wyczynów tamtejszych młodych ludzi. Większość grozi wytrzeszczem oczu, jednak spora część wcale śmieszna nie jest, w tym motocyklowe właśnie. Jak najbardziej rozumiem Twój strach, Iwonko. Tu w Japonii, z uwagi na okoliczności, zdecydowanie jednak dominuje u mnie irytacja.

      Dziękuję za komentarz, serdeczności!

      Usuń
  6. Pewnie, że znam (i robię) sałatkę makaronową z szynką i ananasem, czasami jest też wersja kurczak wędzony i ananas, albo tuńczyk z puszki z ananasem :) Dorzuć kiedyś do niej wypestkowane, przekrojone winogrona zamiast ananasa, też ciekawa :)

    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń