2012/10/05

Pieskie życie


W przedsionku sklepu zoologicznego.


Na temat relacji ludzi ze zwierzętami istnieją różne powiedzenia i teorie. Nie ze wszystkimi się zgadzam. Uważam na przykład, że niesprawiedliwym uogólnieniem jest twierdzenie, jakoby stronienie od zwierząt świadczyło o braku ludzkich uczuć. Ja i T. lubimy przyglądać się zwierzętom, cieszyć się ich obecnością w pobliżu, ale tylko w naturalnych warunkach - w lesie, w górach, na łące, w parku, do którego same się garną. Obcy natomiast jest nam pomysł zakupienia jakiegoś zwierzęcia do domu. Podobnie nie przepadamy za wizytami w sklepach zoologicznych, T. chyba jeszcze bardziej niż ja, choć dzielnie mi towarzyszy, gdy chcę bliżej poznać stosunek Japończyków do zwierząt. Moje obserwacje często nie są wesołe.

Sklepy zoologiczne roją się między innymi od wszelkiego rodzaju rybek, a także małych psiaków i kotów (dorosłych nie widziałam nigdy). Ludzie wystają przed ekspozycjami i się zachwycają. I niby fajnie, ale: Nie widać oburzenia na fakt, że drobne rybki pływają nierzadko po prostu w workach wypełnionych wodą albo tycich słoiczkach. Że stanowiące żywą dekorację olbrzymie stworzenia morskie w przyciasnych akwariach mogą poruszać się w nich jedynie o kilkanaście centymetrów w przód i w tył, a swobodne pływanie czy choćby robienie zwrotów jest niemożliwe. Ani że czworonogi znajdują się w tak ciasnych klatkach, że też z trudem mogą się w nich obrócić, a o spacerowaniu to już w ogóle mowy nie ma. Dla mnie zgroza. Nie wszędzie tak jest, ale często, za często. W Polsce w sklepach zoologicznych bywałam sporadycznie, jednak nigdy nie widziałam aż tak podłych warunków.

Właściciele psów zabierają je na zakupy, wkładają do specjalnych wózków lub zwykłe wózki sklepowe wykładają najpierw tekturą lub innym podkładem. Jeszcze nigdy nie byłam świadkiem, aby zwrócono komuś uwagę z tego powodu i nakazano opuszczenie sklepu, nawet spożywczego.

Niektóre widoki są specyficzne. Oto na przykład para młodych, modnych ludzi pcha przed sobą wózki. Rodzinka w komplecie. Tyle że w wózkach psy zamiast dzieci. Wystylizowane nie mniej niż ich właściciele.

Psy najczęściej nie szczekają (w miejscach publicznych słyszę bardzo rzadko). Podobno dlatego, że popularną praktyką jest usuwanie im strun głosowych - wierzę, już mało co jest w stanie zdziwić mnie w tym kraju.

Zdaje się, że są to najpopularniejsze zwierzęta do towarzystwa. Czasem aż coś za serce chwyta na widok dorosłej osoby tulącej do siebie pieska i trudno oprzeć się wrażeniu, że jest ta psinka jedyną bliską tej osobie istotą. Smutne. 

Ani razu nie widziałam, aby pies miał kaganiec. Jest to dla mnie absolutnie nie do zaakceptowania. Z drugiej strony, prawie nie widuję, aby psa wyprowadzano bez smyczy (co do szewskiej pasji doprowadzało mnie w Polsce).

Z reguły Japończyk czy Japonka wychodzący z psem na spacer ma przy sobie zestaw do usuwania wiadomo czego i sprząta po swoim pupilu natychmiast.

Psy przy domach zwykle mają kojce lub budy, na pierwszy rzut oka przyzwoite. Natomiast łańcuchy są nierzadko zdecydowanie za krótkie, karygodnie wręcz. W przeciwieństwie do niemych psów, z którymi widuje się ludzi na zakupach czy w parkach, podwórzowe są normalne, to znaczy zwyczajnie hałaśliwie. Ale nie zawsze. Dużo jest takich, które sprawiają wrażenie pogrążonych w depresji. Nic dziwnego, zważywszy na to, że te nawet nie mają budy, całymi godzinami leżą na betonie, pod gołym niebem, niezależnie od pogody. Wstyd oraz ostracyzm społeczny akurat w tej kwestii zdają się nie mieć racji bytu, skoro właściciele trzymają je w takich warunkach nawet przed prowadzonymi przez siebie zakładami pracy, np. przed zakładami fryzjerskimi albo sklepami.

Bezpańskie psy i koty to rzadki widok. Co do tych, które są czyjeś - nie zdarzyło mi się widzieć, aby właściciele je bili czy krzyczeli na nie, co wcale często zdarzało mi się widzieć w Polsce.



Poniżej kilka znalezionych w sieci wypowiedzi na temat praw zwierząt w Japonii (za: forum, pisownia oryginalna). Przedstawiam tylko te, które w mniejszym czy większym stopniu są zbieżne z moimi obserwacjami.

    Ciekawe jest, że w Japonii ludzie często kupują psa pod wpływem programu telewizjinego. Na przykład kiedyś był serial i manga o studentach uniwersytetu weterynarii. Tam właśnie występował pewien pies - Syberian Hasky. Od wtedy przez rok Hasky był najpopularniejszym psem w Japonii. Potem w pewnej reklamie telewizji występował ładny Chiwawa. Już parę lat mineło, ale nadal Chiwawa jest bardzo popularną rasą w Japonii.

    Japończycy troskliwie opiekują się swoimi pupilami. Uważają, że zwierzak zimową porą powinien być ubrany. Dlatego też jest tu dużo sklepów dla zwierząt, szczególnie tych z ubrankami dla psiaków. Właściciel nieubranego czworonoga naraziłby się nawet na zarzut, że nie dba o swojego psa.

    W Japonii zapanował ostatnio (powiedzmy od jakichś 10 lat) szał na zwierzaki, szczenięta i kocięta przeróżnych ras i maści można nabyć w każdym sklepie zoologicznym, tak jak pisałem wcześniej można je nabyć wysyłkowo za pośrednictwem katalogów czy też internetu. Codziennie sprzedawane są tysiące zwierząt, podobno jeśli chodzi o shiby rocznie rodzi się około 100,000 szczeniąt posiadających rodowody.

Co ciekawe w Japonii nie istnieją państwowe schroniska dla zwierząt! Istnieje natomiast coś co się nazywa hokensho, czyli po prostu umieralnie, czy też rakarnie. Nie zajmują się one przetrzymyaniem i wydawniem zwierząt a jedynie ich uśmiercaniem, zwierzę przebywa 7 dni w hokensho (zakłada się, że może pojawić się jego właściciel) po czym jest uśmiercane, jeśli zostaje przywieziony pies, który pogryzł człowieka, przetrzymywany on jest 14 dni, aby zaobserwować czy nie pojawią się u niego objawy wścieklizny.

W większości sklepów w których można nabyć zwierzęta znajduje się punkt w którym można zostawić swojego starego psa lub kota. Zwierzęta pozostawiane przez właścicieli w sklepach są uśmiercane na zapleczu lub też przewożone do najbliższego hokensho.

Podobno, biznes związany ze sprzedażą nie rodowodowych szczeniąt i kociąt w sklepach (a więc hurtowe namnażalnie zwierząt i dostawcy) jest w całości kontrolowany przez yakuza.

Brytyjski Kennel Club wystosował do swoich członków list w którym zaleca nie sprzedawanie zwierząt do Japonii.




Na koniec trochę „zwierzęcych” zdjęć w różnych klimatach:


 


Skrytki-przechowalnie psów na czas robienia zakupów w centrum handlowym.

14 komentarzy:

  1. skrytki na zwierzeta? no blagam...
    mam mieszane uczucia czytajac tego posta, serio. bo dla mnie to normalne, ze ludzie maja zwierzeta w domach, nie zakladaja im kagancow i pozwalaja chodzic bez smyczy, nawet to, ze pies chodzi z wlascicielem na zakupy (w DE mozna wziac zwierzaka do centrum handlowego, ale pies musi byc na smyczy. moze natomiast chodzic sam, nie musi byc niesiony, czy wozony w wozku.. dziwne natomiast jest to, ze zwierzaki wsadza sie do umieralni, do skrytek, czy przetrzymuje w ciasnych klatkach. uwazam, ze zwierzaki nie powinny byc sprzedawane w sklepach, a u hodowcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Sante, kojarzę Cię z bloga Joasi.

      Jeśli tak to odebrałaś, to wyrażę się jaśniej: w mojej opinii zwierzęta w domu to nic złego, po prostu wraz z mężem nie jesteśmy aż takimi amatorami zwierzaków, aby chcieć je mieć zawsze przy sobie - tak że z mojej strony to nie była krytyka, zapewniam Cię :)
      Z kolei w kwestii skrytek na psiaki mam mieszane uczucia. W pierwszej chwili zareagowałam tak, jak Ty, potem jednak pomyślałam, że jeśli pupil źle znosi nieobecność swoich właścicieli, to może taka przechowalnia jest lepszym rozwiązaniem niż pozostawienie go samego na czas dłuższy niż same zakupy (jeśli uwzględnić czas podróży tam i z powrotem, to centrum handlowe było bowiem specjalistyczne, większość z nas ma do niego daleko). Jednego tylko nie rozumiem: skoro czworonogi w wózku sklepowym to częsty widok nawet w marketach spożywczych, to dlaczego skazywać je na wątpliwą przyjemność czekania w takim miejscu?...
      Natomiast co do smyczy i kagańców - jestem nieugięta. Uważam, że ze względów bezpieczeństwa w miejscach publicznych muszą być w użyciu.
      Lecz całkowicie zgadzam się z Tobą odnośnie sprzedaży zwierząt w sklepach. Zwierzę to nie rzecz. Jestem przekonana, że zakup u hodowcy - ale takiego z zamiłowania, nie wyłącznie dla kasy - wiąże się także z bardziej podmiotowym traktowaniem zwierzaka, gdy zabierze się go już ze sobą.

      Dziękuję za wizytę, pozdrawiam!

      Usuń
    2. no tak, tylko jesli zwierzak zle znosi rozlake z wlascicielem, to w takiej skrytce tez bedzie ja zle znosil. tym bardziej, jeli ktos dorzuci inne zwierze.
      no wlasnie tez zastanawiam sie po co te klatki, skoro mozna zwierzaka wziac ze soba. gorzej, jakby ktos zapomnial, ze go tam zostawil.
      emm... rozumiem w autobusie kaganiec, ale np. w parku, jesli pies nie jest agresywny, nie czepia sie innych zwierzat, a radosnie sie z nimi bawi, nie podchodzac do ludzi i nie skaczac na nich, to jestem za tym, by biegaly wolno. wszystko zalezy od wychowania psa i tego, jak jest posluszny. jesli nie slucha, to trudno, smycz musi byc, chyba, ze jest to zamkniety wybieg dla psow. oj niestety mogl biegac wolno tylko na wybiegu, bo cholera nie sluchala nikogo. typowy samiec alfa :/
      nie mowie o pseudoholodwli, gdie suka dopuszczana jest co cieczke, a hodowli z zamilowania, gdzie wlasciciele kochaja swoje zwierzaki.

      Usuń
    3. Hmm, jak Ci odpowiedzieć, aby nie wyglądało, że się kłócimy?... ;)

      Nie narzucam Ci mojego zdania, Sante, jednak obstaję przy tym, co napisałam powyżej. Wiem (wiem, nie: przypuszczam), że zwierzę to tylko zwierzę i nigdy nie można być pewnym jego reakcji, niezależnie od tego, jak doskonałej tresurze zostało wcześniej poddane. Abstrahując od własnych traumatycznych doświadczeń, w tym miejscu chciałabym tylko wspomnieć chociażby o tym, że bardzo duża część pogryzień ludzi przez psy zaskakuje otoczenie, gdyż - jak się potem słyszy od uczestników czy świadków zdarzeń - pies zawsze był łagodny, znał ofiarę i miał do niej przyjazne nastawienie. Ze swojej strony nie mam nic przeciwko miejscom, w których zwyczajowo spotykają się miłośnicy psów, gdzie te mogą się swobodnie wybiegać i nikomu niestraszny widok braku kagańca czy smyczy. W innych miejscach jednak - w parkach, na skwerach, na chodnikach - zawsze zwracałam właścicielom uwagę, że są nie w porządku. Nie zliczę, ile razy przytrafiło mi się, że pies okazywał się aż za bardzo towarzyski, obskakując mnie dookoła, kłapiąc jęzorem obok twarzy, brudząc odzież. Nie ma mojej zgody na takie sytuacje. Miłość do zwierząt jest fajna - o ile nie narzuca się jej innym.

      Usuń
    4. nie odbieram Twoich postow, jako klotni, nie cisniesz mi, nikt nie narzuca swojego zdania, wypowiadamy to, co czujemy i tyle :)
      ano wlasnie, sa psy, ktore nie zostaly nauczone, ze z ludmi nie wita sie w ten sposob i one nie powinny biegac ot tak. rozumiem doskonale co masz na mysli, bo moj pies byl rownie nieogarniety i powiem nawet, ze balam sie go spuscic ze smyczy, bo mu najzwyczajniej w swiecie nie ufalam. tzn. wiedzialam na co moge mu pozwolic, albo gdzie z nim pojsc, zeby ludziom dal spokoj. zreszta jak w poblizu byl inny pies, to on sie ludzmi nie interesowal w ogole. ale mial tendencje do skakania i witania sie ze wszystkimi. nawet drastyczne metody (ksiazkowe) kuksanca w splot sloneczny przy skoku nic nie dawaly. moze dlatego, ze mlody byl. nie wiem, jaki jest teraz, bo niestety musialam sie z nim pozegnac. i to nie tak, ze mi sie znudzil i poszedl w odstawke. nigdy bym tak nie zrobila. no coz, moze nie bede sie wypowiadac o takich sprawach :)
      pozdrawiam,
      Sante.

      Usuń
    5. Fajnie, że tak to widzisz :) I cieszę się, że otwarcie wyraziłaś swoje opinie - mój blog to nie towarzystwo wzajemnej adoracji, nie lubię w Internecie sytuacji, gdy ludzie chowają do kieszeni to, co naprawdę myślą, byle tylko zyskać poklask. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    6. emm... jesli sie z czyms nie zgadzam lub mam odmienne zdanie, staram sie je wyrazac. oczywiscie tak, by nikt nie poczul sie urazony, bo ilu ludzi, tyle opinii :) nie ma co skakac sobie do gardel przez odmienne poglady. bez sensu.

      Usuń
    7. Racja. Lepiej skakać do: www.pustamiska.pl ;)

      Usuń
  2. Lubię zwierzaki, ale nie toleruję narzucania innym "miłości" do zwierząt. Bo to, jak czasem zachowują się właściciele czworonogów przyprawia mnie o palpitacje serca.
    I tak, przy okazji, jestem ciekawa, ile osób sprząta po swoich psich pupilach wyprowadzając je na spacer. W Polsce, bo na zachodzie to już niemal obowiązek.

    Tutaj zszokował mnie widok witryny sklepowej sklepu ze zwierzętami, gdzie stała klatka z pięknym, białym psiakiem podobnym do Chihuahua. Piesek nie był duży, ale klatka... no, mój syn kiedyś dla swojego chomika miał większą :( I ten widok był tym dziwniejszy, że tutaj psów się generalnie nie trzyma. Naprawdę, na palcach mogłabym policzyć psy, które tutaj spotkałam. A takiego na smyczy to w ciągu roku widziałam tylko raz! Za to dzikich kotów biega całe mnóstwo.

    Japońskie boksy w sklepie dla pupila jakoś do mnie nie przemawiają :( Chyba jednak wolałabym zostawić psa w domu, niż fundować mu taką przyjemność. Moim zdaniem to spory stres dla psiaka. Ale psa nie mam, więc i takiego dylematu też nie.
    W ogóle uważam, że decydując się na przygarnięcie stworzenia, trzeba mieć na to odpowiednie warunki. I jednak, w wypadku psów, sporo czasu, który można im poświęcić.

    Wymiana w sklepie starego psa na nowego ('punkt w którym można zostawić swojego "starego" psa lub kota') - to już zakrawa na jakiś absurd :(

    Buziaki zostawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce sprzątanie po psie widywałam sporadycznie, Japonia jest pod tym względem bezdyskusyjnie na plus. Ale pod pozostałymi już nie. Widoczne na zdjęciach i w filmikach zwierzaki mają i tak znośne warunki, widzę tu często o wiele, wiele gorsze, porównywalne do tych, które opisujesz, Iwonko.

      Obserwując Japończyków, dostrzegam wśród nich 2 rodzaje właścicieli: bardzo troskliwych i wręcz kochających oraz szpanerów.
      Przedstawicieli tych pierwszych widziałam na przykład w sklepie, którego dotyczy drugie nagranie: Dzień był bardzo deszczowy. Gdy rodzice w średnim wieku z niemowlęciem i z niewielkim psem wbiegli z parkingu do centrum handlowego, mama zajęła się córeczką, a tata psiakiem - osuszanie ręcznikami trwało naprawdę długo, było skrupulatne i pełne ciepła. Potem jeszcze kilka razy widziałam tę rodzinę podczas zakupów, oboje dorośli na zmianę doglądali swych małych podopiecznych, wyglądało to bardzo naturalnie i harmonijnie. Z przyjemnością ich obserwowałam, gdyż - przyznaję - na starcie wydawało mi się, że jeden z rodziców być może jest „animalniakiem” lekceważącym obowiązki wobec dziecka. Lecz nie - cała czwórka była doskonale zgrana.
      A już w samym sklepie zoologicznym widzieliśmy z T. starszego, przemoczonego pana, który z dużą czułością tulił do siebie owiniętego w ręczniczek malusieńkiego kotka. Był to wzruszający widok. I smutny, pan bowiem wyglądał na samotnego, ten kotek zaś na jego jedynego towarzysza życia.
      Natomiast szpanerzy to głównie młode kobiety, paradujące z miniaturowymi psami w torebkach. Póki co, jakichś cieplejszych reakcji z ich strony nie widuję, zwierzęta zdają się być dla nich po prostu zabawkami. Przypuszczam, że to takie właśnie osoby, które traktują zwierzęta przedmiotowo, a nie jak naszych „braci mniejszych”, korzystają z oddawalni-umieralni, gdy pupil już im się znudzi lub jest z nim jakikolwiek kłopot. Ale zdaję też sobie sprawę z tego, że pozory czasem mylą i właściciel wyfiokowanego, przebieranego psa, z którym często obnosi się na pokaz, może być nawet bardziej stały w uczuciach i do końca wierny stworzeniu, które mu zaufało.
      Z kolei ani razu jeszcze nie widziałam w Japonii widoku popularnego w Polsce: pseudo-macho z pitbullami bez kagańców. W naszym kraju to wręcz plaga, a psy te jako rasa sztucznie wyhodowana do walk są skrajnie niebezpieczne.

      :*

      Usuń
  3. Ach! Z zainteresowaniem czytam o Japonii, co do Polski zgadzam się w 100%. Trafne spsotrzeżenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A słyszałaś o Bow Lingual Dog Bark Translator autorstwa doktora Suzuki, do tłumaczenia z psiego szczekania na język japoński i angielski? ;) Jeśli Twoje zainteresowanie się utrzyma, znajdziesz o nim w Internecie :)

      Usuń
    2. Dzisiaj jeszcze raz przeczytałam ten post. Mój Boże! Jak można dać do uśmiercenia przyjaciela i wziąć sobie nowego czworonoga. Dla mnie to trudne do pojęcia.

      Usuń
    3. Ja również nie pojmuję! Taką postawę uważam za odrażającą tym bardziej, że nie jest tajemnicą to, jak giną niechciane zwierzaki - często w męczarniach. Już kilkadziesiąt lat temu niektóre japońskie media upubliczniały fakty palenia psów z hokensho żywcem i w stanie pełnej przytomności. Podobno nie chodziło nawet o oszczędzanie na „głupich jasiach”, tylko nie wyrabiano się w czasie, tak dużo było zwierząt do zabicia. Przez lata sytuacja niewiele się zmieniła: Rocznie uśmierca się tu około 1.000.000 psów i kotów, także młodych i zdrowych. Na tę chwilę w każdym hokensho funkcjonują komory gazowe (wyjątkiem jest jedynie Kumamoto na wyspie Kiusiu), stosuje się też śmiercionośne rażenia prądem i inne techniki bezdusznego pozbawiania życia.

      Usuń