2012/10/10

WTF with you, Japan?!



Zaczęło się zwyczajnie: T. zszedł na śniadanie, które właśnie kończyłam przyrządzać, i swoim zwyczajem włączył telewizor, ponieważ właśnie zaczynał się poranny serwis informacyjny. W firmie jest zajęty przez długie godziny, przed wyjazdem do pracy zawsze więc nastawia na bieżące newsy. Nie mam nic przeciwko temu, jako że jednocześnie jest w stanie także normalnie rozmawiać ze mną. Dzisiaj jednak niespecjalnie miałam na to ochotę, gotuje się we mnie, od kiedy odłożył pilota i nieświadomy mojej reakcji jednym uchem słuchał teleodbiornika, równocześnie czytając codzienną prasę, która dostarczana jest do domu bladym świtem. Ja koncentrowałam się wprawdzie na krzątaninie po kuchni, jednak moją uwagę odciągnęły dobiegające z ekranu głosy przerażonych dzieci. Nie pierwszy raz i dzisiaj już nie zdzierżyłam, wyszłam z jadalni, aby Mąż nie słyszał, co mi się ciśnie na język pod adresem tego kraju.

Ogromnym plusem japońskiej telewizji jest to, że prezentuje przede wszystkim wydarzenia tutejsze, a zagraniczne zwykle tylko wówczas, gdy mają związek z Japonią. Czasem ma się wrażenie, że reszta świata obchodzi Japończyków tylko tyle, na ile jest to im potrzebne, by przejrzeć się w jej pryzmacie, na plus oczywiście. No i dobrze.

Dziś wśród wieści krajowych doniesiono między innymi o wczorajszej lokalnej imprezie w plenerze, podczas której jakieś japońskie straszydła wypatrywały dzieci, po czym doprowadzały je do spazmów, przy akompaniamencie także krzyczących rodziców, z tą różnicą, że ci mieli z tego niezły fun. Nie wiem, gdzie się to odbywało, nie wiem, co to za straszydła - nie kojarzę ich z żadnym stworem opisanym przez J.Tubielewicz w „Mitologii Japonii”. Wyglądały jak oblepione wodorostami i błotem, całe czarne, sprawiające wrażenie lepkich. Dzieci krzyczały przeraźliwie, całe się trzęsły, próbowały wyrwać się z ramion matek i ojców. Te, którym się to udało, uciekały na oślep lub starały ochronić młodsze rodzeństwo, obejmując je i tuląc do siebie, zasłaniając im oczy i uszy. Wszystko bowiem odbywało się przy wtórze wrzasków straszydeł, ogłuszających dźwięków jakichś instrumentów i radosnej wrzawy powodowanej przez dorosłych.

Słuchałam kiedyś wywiadu na temat Japonii z obcokrajowcem, który nie owijając w bawełnę wyraził swoją opinię bazującą na wielu latach tu spędzonych słowami: dziki kraj, dzicy ludzie. To określenie w sam raz pasuje do kultywowanych tu tradycji, podczas których dorośli pozwalają, aby ich dzieci doświadczały takich i podobnych sytuacji, jak opisana powyżej.

Straszydła mają różną postać i najczęściej przerażające maski na twarzach. Nie poprzestają na straszeniu z dystansu, łapią dzieci, te dzisiejsze dodatkowo mazały je po buziach czymś podobnym do błota. Zawsze odbywa się to przy aplauzie ze strony dorosłych - nie tylko rodziców i dziadków, ale także pracownic przedszkola, takie relacje też widziałam. Straszydła można bowiem spotkać nie tylko podczas imprez w plenerze, lecz są także zapraszane do placówek oświatowych, a nawet prywatnych domów. I nie zawsze są to budzący grozę u najmłodszych przebierańcy, widziałam już także relacje z imprez, podczas których o atak małych serduszek mogli przyprawić zapaśnicy sumo, chwytający niemowlęta w swoje łapska i potrząsający nimi w górze, przy śmiechu sikających po nogach mamusiek i babć. Ponoć sumo-vipy po dziś dzień stanowią obiekty westchnień i adoracji wielu Japonek niezależnie od ich wieku, ale takie oddanie to przegięcie. (Por. ze szczegółami: fetiwal dziecięcego płaczu, nakisumo.)

Wiem, że w Japonii swoje trwałe miejsce ma kultywowanie zwyczajów związanych z wiarą w całą masę straszydeł, upiorów, diabłów. Że występują one pod postaciami przypominającymi ludzkie, ale także jako zwierzęta, rośliny, przedmioty (np. słoiki i butelki, sic!). Że większość z nich charakteryzuje się podłymi cechami. Że Japończycy lubią bać się ich i między innymi stąd ich zamiłowanie do takich imprez, o jakich mowa w niniejszym poście. Ja takie spotkania, na które z premedytacją zabiera się dzieci, uważam za niehumanitarne i nie-będę-się-wyrażać-jakie-jeszcze, a wszystkich ich miłośników, w tym niejapońskich fanów Japonii nie widzących w nich nic złego, posłałabym do diabła spoza japońskiej oferty i niech tam już tylko we własnym gronie zaśmiewają się do łez z własnej głupoty. 


Krótki przegląd tego, na co stać co najmniej część Japończyków:


 
 
 


24 komentarze:

  1. no glupie to. choc pewnie maja w tym jakiś cel. może dla nich to coś takiego jak obrzezania albo co? że każde dziecko musi przez to przejść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, KF. Statystyki często mi Cię pokazują - ciekawa byłam, czy kiedykolwiek się odezwiesz.

      Nie mam tu w zwyczaju czepiać się wszystkiego i wszystkich, więc na tę chwilę mało wiem na temat powodów aranżowania przez Japończyków takich sytuacji, jak przedstawione w poście. Dopiero dziś poczytałam na ten temat i z tego, co orientuję się na tę chwilę, niektóre straszaki mają za zadanie wywołać karność u leniwych czy ogólnie niegrzecznych dzieci, inne natomiast symbolizują złe moce, przeciwko którym dzieci są wzmacniane poprzez wywoływane u nich łzy, lub też bóstwa w opinii Japończyków dobre, wtedy płacz ma symbolizować oddanie się im w opiekę. I tym podobne bzdety. Gdy po raz pierwszy niezamierzenie na własne oczy zobaczyłam jedną z takich nieludzkich praktyk, mąż na moje pytanie odpowiedział, że nie wszystkie dzieci muszą przez coś takiego przechodzić, zależy to głównie od rodziców. A tym - jak widać - licznie bije na dekiel (przepraszam za dosadne określenie) i nie tylko zgadzają się na organizowanie takich imprez w środowisku lokalnym, ale też sami chętnie biorą w nich udział, zmuszając do tego swoje maluchy. Gdyby to ode mnie zależało, wszystkim im ograniczyłabym prawa rodzicielskie.

      Usuń
    2. czyli rodzaj obrzezania:)
      wiesz, jak nie mam nic do powiedzenia, to się nie odzywam. u mnie na blogu nikt nie gada, to i ja się powstrzymuję:)

      Usuń
    3. P.S. ja bywam tu dość rzadko, widocznie moi czytelnicy wchodzą przez link na moim blogasku w wielkiej obfitości :)

      Usuń
    4. :)? W praktykach związanych z obrzezywaniem też nie widzę nic zabawnego i bez względu na cel, jaki im przyświeca, uważam, że nikt nie powiniem skazywać drugiego człowieka na takie doświadczenie, zwłaszcza jeżeli jest nieletni i to nie on podejmuje taką decyzję. A jeśli już miałabym porównywać, to raczej z tymi najbardziej barbarzyńskimi, ponieważ w krajach cywilizowanych nie są one tak bezdusznie przedłużane w czasie. Popraw mnie, jeśli się mylę.

      Byłam na Twoim blogu z rewizytą kilka dni temu i wypowiedziałam się, abyś wiedziała, że zaglądałam. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Zupełnie inna kultura, dla mnie kompletnie niezrozumiała. Europejczykowi może być ciężko tam żyć, choć niektórzy są zachwyceni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie widuję rzadziej, bumtarabum, lecz skoro jest okazja - chciałabym, abyś wiedziała, iż doceniam fakt, że dałaś o sobie znać poprzez dopisanie się na listę Czytelników, a nie czytasz cichcem jako niezalogowana, co jest nagminne i czego bardzo nie lubię. Dzisiaj witam Cię już całkiem oficjalnie.

      Całokształt kultury japońskiej powoduje, że ja jestem właśnie taką Europejką, którą ten kraj zbyt często wyprowadza z równowagi. Jak dzisiaj - zbliża się 18:00, mąż właśnie dzwonił, że już wraca, a ja czuję, że dużo mnie będzie kosztowało, aby nie okazywać przy Nim, jak bardzo od rana jestem poruszona. Bardzo nie chciałabym bowiem, aby brał na swoje barki wszystkie moje japońskie traumy, wystarczy mi, że o nich wie i że nie ma z nimi nic wspólnego. Osiedliłam się tutaj bowiem z bardzo dużą świadomością wielu dziwactw i barbarzyńskich zwyczajów, T. nie ukrywał niczego o swoim kraju. Jednak dopiero czas pokazuje mi, jak bardzo ich nagromadzenie w jednej czasoprzestrzeni potrafi być porażające. Jestem w stanie znieść myśl o tych wszystkich japońskich festiwalach męskiego przyrodzenia, free hugsach od rozbieralskich lolit, osobnikach zza linii kryzysu męskości do dwuznacznego wynajęcia itd. itp. - trzymamy się od tego jak najdalej, więc w sumie to nie nasz problem. Jednak za każdym razem, gdy dociera do mnie, jak źle bywają tu traktowane dzieci, nawet nie próbuję tego ignorować. Przejście nad tym do porządku dziennego postawiło by mnie w jednym szeregu z tymi pozbawionymi zasad moralnych i empatii opiekunami małych Japończyków, a także gaijinami, którzy z klapkami na oczach oburzają się, że jak można mieszkać w Japonii i nie szanować japońskiej kultury. Dla mnie opisane zwyczaje nie są warte ani grama szacunku.

      Usuń
    2. Masz rację, jeśli potraktowałabyś niektóre rzeczy jako normalne i pogodziła się z nimi, byłabyś taka sama, jak Ci, którzy się ich dopuszczają. Relatywizm kulturowy relatywizmem kulturowym, jednak moim zdaniem istnieją pierwotne prawa dotyczące wszystkich mieszkańców kuli ziemskiej. I niech ktoś mnie nazwie nietolerancyjną lub jak tam chce. Mimo, że istnieją plemiona praktykujące kanibalizm lub kazirodztwo, mało kto uważa to za akceptowalne tylko dlatego, że należy do tradycji.

      Z drugiej strony nie zmienisz świata. Jak to powiedział Ghandi, "be the difference you want to see in the world". Żyj w zgodzie ze sobą i swoimi zasadami i staraj się "nie dać" psychicznie, choć domyślam się, jak trudne to musi być, gdy jesteś otoczona przez tę kulturę, której częściowo nie akceptujesz.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    3. Zamyśliłam się nad Twoją wypowiedzią, bumtarabum... Masz rację, nie zmienię świata. Jeśli jednak będę przymykać oczy na to, co w mojej opinii jest złe, i będę milczeć, będę współwinna temu, o czym wiem, że się dzieje. O sobie nie myślę jednak w pierwszej kolejności. Gdyby chodziło mi tylko o własne dobre samopoczucie, nie poruszałabym takich tematów ani tutaj, ani na forum dotyczącym Japonii, gdyż mam świadomość, że budzą bardzo różne reakcje i często stają się powodem ataków personalnych. Jest jednak we mnie taka wewnętrzna potrzeba, aby sygnalizować, gdy dzieje się źle. Podam Ci jeden z wielu powodów, dla których uważam, że to ważne: Japonia, gdzie wiele dzieci skazywanych jest na strach i łzy przez swoich bliskich, którzy na ich cierpienie patrzą z rozbawieniem, jest także krajem, w którym wymyślono i puszczono w świat symulator gwałtu. Ta odrażająca gra również oparta jest na przemocy wobec bezbronnych ofiar, w tym dzieci - epatuje ich cierpieniem, pokazuje ich ból, a im gracz bardziej bezwględny, nieczuły na ich bardzo realistycznie przedstawione łzy i błagania o litość, tym lepiej dla niego. Temat tej made in Japan gry został poruszony na polskim forum i nikt, dosłownie nikt nie zareagował oburzeniem. Dopóki na mój apel administrator nie zamknął wątku, rozmowa o niej prowadzona była w tonie bardzo lekkim, miejscami żartobliwym. Na tę chwilę nie ma również ani jednego wpisu, w którym ktoś wyraziłby zatroskanie w związku z tym, jak w Japonii traktowane są żywe dzieci. Rozumiesz?... Wobec takich faktów nie chcę milczeć, gdyż postępująca znieczulica jest złem, które toczy ten świat. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi.

      Dziękuję za przemyślany, głęboki komentarz. Pozdrawiam Cię równie serdecznie.

      Usuń
    4. bo my w Europie zyjemy sobie w kryształowej bańce, tak naprawdę, zwłaszcza ostatnio, gdy panuje poprawność polityczna i pajdokracja. a dookoła - dzicz, jesli chodzi o prawa człowieka. nie tylko Azja, ale np. taki Meksyk. czytalam niedawno artykuł o kobietach uciekających do USA. otóz po drodze na 100% będą kilkukrotnie zgwałcone, wziete do niewoli (w wiadomym celu). jesli nie wykupi ich rodzina juz mieszkająca w Stanach, są zabijane (to samo z mężczyznami zresztą). i nie mówie tu o starych raszplach, ale o dziewczynkach.
      uciekające rodziny maja taki sposób na przezycie, że w razie "kontroli" oddają córkę do zgwałcenia i potem idą dalej. i tak do końca tej podróży.
      przy tym symulator gwałtu to pikuś - wszak to tylko symulator.
      co nie zmienia faktu, że chyba Japończycy mają wielki problem ze swoją seksualnością, szczególnie mężczyźni. chyba Y tam degeneruje szybciej niż w innych krajach...

      Usuń
    5. Seksualność Japończyków w ogólności nie interesuje mnie jakoś szczególnie, poprzestanę jedynie na stwierdzeniu, że jeśli znane mi statystyki różnego rodzaju faktycznie odzwierciedlają rzeczywistość, to mój Mąż nie jest Japończykiem.

      Co do symulatora gwałtu, nie zgodzę się. Powtórzę to samo, co zawsze na ten temat: jest tak samo „nieszkodliwy", jak japońskie porno-mangi i -anime. Temat przestudiowałam gruntownie. Bzdurą okazała się teoria, że im więcej tego typu symulatorów i w ogóle dostępnej pornografii, tym mniej w Japonii przemocy na tle seksualnym, a w ten sposób często usprawiedliwiany jest pomysł wyprodukowania tego świństwa. Znasz historię Junko Furuty? To jeden z najbardziej dobitnych przykładów na to, jak taki „pikuś” i podobne mogą wpłynąć na psychikę. I nie jest to tylko problem wewnątrzjapoński. Czy wiesz, że przykładowo w latach 90-tych aż 2/3 przejętych w Europie pedofilskich filmów i zdjęć pochodziło z Japonii? Ten symulator także dotyczy pedofilii, podobnie jak liczne hentaie i inne produkty made in Japan, w których tak wiele ludzi na świecie nie dostrzega realnego zagrożenia, a które są niczym innym, jak pożywką dla degeneratów, którzy tworzą taką dzicz, przykład której podałaś.

      Usuń
    6. oczywiście wiem, jak to działa - jak przyzwolenie i aprobata. skutki są opłakane.

      Usuń
    7. Otóż to.

      Usuń
  3. nie wiem, jaki w tym cel, by dzieci straszyc. nie rozumiem japonskiego.
    i podziwiam Was, ze rozumiecie ten nosowy 'belkot' + szlaczki ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sante, walczę z japońskimi sylabariuszami i logogramami - i nie powiem, aby była to dla mnie przyjemność. Nie dołuję się jednak, wiem bowiem, że nawet sami Japończycy nierzadko mają problemy z ogarnięciem wszystkich 3-ch systemów zapisu. Natomiast język japoński w wymowie nawet mi się podoba. Osłabiają mnie tylko wszechobecne pochrząkiwania, „jąkanie się” oraz przesadzanie z liczbą wykrzykników w jednej wypowiedzi. I nieumiarkowane używanie słowa -kawaii-, co słychać choćby w reakcji jednej z obserwatorek znęcania się nad przerażonymi niemowlętami przekazanymi w ręce zapaśników... (link: nakisumo)

      A odnośnie pierwszej części Twojego komentarza. Ja to widzę tak: dawanie upustu swoim pierwotnym instynktom oraz negatywnym emocjom - w atmosferze społecznego przyzwolenia, jako że aż za duża część społeczeństwa japońskiego wydaje się być typowym produktem wybuchowej mieszanki: separowania się tego wyspiarskiego kraju od reszty świata oraz propagowania na różne sposoby wzorców, na które gdzie indziej normalnym ludziom sumienie dzwoniłoby głośniej niż bezwstydny śmiech nagranych Japończyków.

      Usuń
  4. Te środkowe filmiki to "dzień wypędzania demonów", który jest w lutym. Sypie się wtedy fasolę mówiąc: demony na zewnątrz, a szczęście do środka. Dzieciaki sypią i mówią tą formułkę, aż przychodzi demon. Dzieciaki są zachęcane do rzucania fasolą w niego, aż go przepędzą. Ale jak widać nie wszystkie dzieci sobie z tym radzą.

    Nie uważam za sprawiedliwe nazywać Japonię dzikim krajem tylko dlatego, że tutejsza kultura (którą z resztą postrzegamy przez pryzmat własnej kultury i tak też ją oceniamy) jest inna. Dla Japończyków to my bardzo długo byliśmy barbarzyńcami (i w sumie do dzień dzisiaj, gdy rozmawiam z koleżankami z pracy to zdarza im się powiedzieć, że obcokrajowcy są okrutni i samolubni w stosunku do drugiego człowieka). Już późna godzina i jutro do pracy, więc polecam do przeczytania coś na temat relatywizmu kulturowego: http://pl.wikipedia.org/wiki/Relatywizm_kulturowy
    Nie chcę tutaj robić z siebie jakiegoś eksperta (broń boże zapatrzonego w Japonię fana, bo sama żyję tutaj już trochę czasu i dostrzegam zarówno wiele zalet jak i wiele wad, ale zupełnie innego rodzaju niż autorka), ale jako absolwentka kulturoznawstwa ze specjalnością kultury Japonii czuję się zobowiązana do zabrania głosu. ;)

    Dla leniwych cytat z wikipedi:
    "Relatywizm kulturowy – pogląd głoszący, iż żadna praktyka kulturowa nie jest dobra ani zła sama w sobie, ale musi być oceniona w kontekście w jakim funkcjonuje. Takie spojrzenie doprowadziło obserwatorów do powstrzymania się od ocen oraz sądów wartościujących obce praktyki z punktu widzenia własnej kultury. Relatywizm kulturowy odrzuca więc możliwość wartościowania obcej kultury przez pryzmat własnych wartości, prowadząc do większego obiektywizmu w postrzeganiu "swojej" i "obcej" kultury."

    Pozdrawiam :) i przepraszam, jeśli nieskładnie napisane. Jestem już bardzo zmęczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojęcie relatywizmu kulturowego nie jest mi obce. Podobnie jak znieczulica społeczna. Przedstawione praktyki kulturowe w mojej opinii są złe, przeciwstawne podstawowym prawom człowieka, niecywilizowane. Okrucieństwo uważam za naganne pod każdą szerokością geograficzną, a stosowanie go wobec bezbronnych dzieci wręcz za sadyzm. Tyle w temacie.

      Pozdrawiam wzajemnie.

      Usuń
  5. To jednak jest całkiem inna kultura...
    W atmosferze pełnej społecznej akceptacji takie stresowanie małych dzieciaczków jest dla mnie niezrozumiłe i szokujące. Mogę uwierzyć, że dla Japończyków jest to "normalne" zachowanie, natomiast po prostu tego nie rozumiem :(
    Choć przekonałam się już, że wiele zachowań innych kultur potrafi nas nieźle zaskoczyć. Wiele zachwań jest dla nas nie do zaakceptowania. Samo życie...

    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, na szczęście nie wszyscy Japończycy uważają to za normalne, część z nich odżegnuje się od takich praktyk kategorycznie. Przez pozostałych jednak są one tak nagłaśniane i przedstawiane w takim świetle, że ogłupia to nawet postronnych obserwatorów. Wielu z nich w ogóle nie widzi w nich nic niewłaściwego, nie rusza ich przerażenie dzieci, nie zastanawiają się nad konsekwencjami takich traumatycznych doświadczeń. Przeglądając wczoraj materiały fotograficzne i filmowe widziałam reakcje białych turystów, którzy bez skrupułów poddawali się atmosferze wesołej imprezy, zupełnie jak w cyrku czy na corridzie. A przecież dzieci to nie zwierzęta!... (proszę mnie źle nie zrozumieć, nie uważam, aby znęcanie się nad zwierzętami było mniejszym złem, które można akceptować i tolerować). Myślę, że to kwestia zasad moralnych - ziarno pada na podatny grunt. Wnioskując z przesłuchanych wywiadów, dyskusja z takimi ludźmi jest jak rzucanie grochem o ścianę - identycznie jak z tymi tubylcami, którzy zamiast chronić własne dzieci, bawią się ich kosztem, usprawiedliwiając swoje zachowanie odwieczną tradycją.

      Buziaki.

      Usuń
  6. Witaj!
    Czy po takim straszeniu dzieci odnotowuje się więcej terapii psychologicznych, a może wizyt u psychiatry?
    Ciekawa jestem. Dodam - bardzo ciekawa.
    Bo może to pewien sposób na uodparnianie i przygotowywanie na sytuacje naprawdę straszne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wierzyć dostępnym źródłom, to z odpornością psychiczną Japończyków jest różnie - jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej. Dochodzi do licznych samobójstw, które w wielu przypadkach zdają się już nie budzić zdziwienia (sama byłam świadkiem braku jakiejkolwiek reakcji, choćby cienia poruszenia tłumu oczekującego w Tokio na pociąg metra, który odwołano z tego powodu, że znów ktoś właśnie rzucił się pod niego stację wcześniej). W tym kraju czynników stresogennych jest ogrom, m.in.: mobbing w pracy na skalę nie do pomyślenia w Polsce, powszechność zaburzeń układów rodzinnych oraz wciąż dopuszczalne w wielu placówkach oświatowych kary cielesne i przemoc wśród samych uczniów, wobec której dzieciaki często pozostawione są same sobie - generalnie obowiązuje zasada, że muszą wytrzymać (w 1996 roku na konferencji związku nauczycieli w Japonii większość z nich uznała, iż ofiara znęcania się powinna zostać ukarana i wyrzucona ze szkoły, a tylko 11% uważało, że należy ukarać agresora - wyobrażasz sobie?...). Żadna ze znanych mi statystyk nie wskazuje jako przyczynę problemów emocjonalnych na przedstawione przeze mnie w poście bezduszne praktyki na dzieciach. Dla mnie jest to jednak oczywiste i nie piszę tego jako kompletny laik, mam sporą wiedzę z zakresu psychologii. Nie uważam, aby one w jakimkolwiek stopniu uodparniały, już raczej wyzwalają agresję lub wywołują autoagresję. Efekty takich doświadczeń pozostają w człowieku na zawsze i nigdy nie pozostają bez echa, nawet jeśli dana osoba nie uświadamia sobie ich wpływu.

      Co do wizyt u psychiatry, to przede wszystkim zapędziłabym tam dorosłych, którzy dopuszczają się takich praktyk na dzieciach. A bardziej ogólnie, to od samego początku na podstawie tego, co widzę, twierdzę, że tu jest aż za dużo nienormalności - na tym blogu znajdziesz wiele przykładów. Inna sprawa, że zdaniem całkiem sporej grupy znanych mi z sieci ludzi uważa, że to jest po prostu egzotyka, i nie przeszkadza im to, że podmiotem tej „egzotyki” jest żywy materiał, który jest krzywdzony, demoralizowany, wypaczany na różne sposoby. Jeśli będzie Ci się kiedyś chciało przejrzeć zasoby Internetu dotyczące dziwactw w tym kraju, przekonasz się naocznie.

      Dziękuję za wizytę, DD.

      Usuń
    2. Oczy otwieram szeroko, szeroko... Jestem wstrząśnięta. Nagle uświadomiłam sobie , jak niewiele wiem o tym egzotycznym kraju dobrobytu.
      Dziękuję N.

      Usuń
  7. Anonymous19/8/13

    Praktykowane w Polsce organizowanie spotkań dzieci z Mikołajem, straszenie Babą Jagą, chrzest w kościele też bywają traumatyczne. To dlaczego czepiać się Japonii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No naprawdę, tekst jak z forum. Odpowiem więc tak samo, jak tam: Porwał Cię kiedyś Mikołaj albo postać, którą Cię straszono? Gonili za Tobą, obłapiali, mazali Ci po buzi świństwami, wrzeszczeli w buzię, potrząsali Tobą w powietrzu? A wszystko to przy akompaniamencie rozkrzyczanego, roześmianego tłumu, w tym Twoich bliskich, którzy za nic mieli Twój dygot z przerażenia i spazmy?... Bo tego właśnie doświadczają te japońskie niemowlęta i kilkulatki, których temat poruszyłam. Co do sakramentalnego potraktowania wodą, to na polewanie główki niejeden maluszek reaguje płaczem, podobnie jak na mycie główki w domu i kąpiel w ogóle, jednak ma wokół siebie bliskich ludzi, którzy otaczają go opieką, przemawiają do niego w ciepły sposób, tulą, głaszczą, by uspokoić, wyjdą do zakrystii, jeśli uroczystość jest dla niego zbyt głośna. Nie jest przekazany z rąk dorosłych, którym ufa, w łapy napawających go grozą olbrzymów, nikt nie pokazuje mu przerażającej maski, by jeszcze bardziej pobudzić do płaczu, nie słyszy śmiechu rozbawionych rodziców, którzy zamiast chronić potęgują stresującą wrzawę dookoła, pokazują swoją nieczułość na jego łzy i drżące ciałko. Nie pojmuję, jak można nie widzieć różnicy.

      Usuń