2013/01/05

Co autor miał na myśli, czyli rzecz o nietrafionym meibutsu


Meibutsu to prezenty związane z danym regionem, które w czasie wycieczek Japończycy kupują (często odnoszę wrażenie, że obowiązkowo) dla najbliższych krewnych i przyjaciół, lecz także dla znajomych i współpracowników - choć tych częściej obdarowuje się prezentami jadalnymi, ogólnie nazywanymi omiyage

Nasza sąsiadka Chikage wróciła z Francji. Niezamężna, młoda jeszcze, ciekawa świata - jak co roku uzbierała sobie na tygodniową wycieczkę. Podziwiam ją: zamiast wydawać pensję sprzedawczyni na głupoty, wytrwale odkłada i Nowy Rok wita w atmosferze bardzo różnej od panującej w sylwestra w Japonii, tu nie fetuje się jakoś szczególnie. Poprzednio była we Włoszech, tym razem z życzeniami noworocznymi zadzwoniła do nas z Paryża. W bardzo dobrym nastroju na szczęście, gdyż ominął ją tzw. syndrom paryski, czyli „dolegliwość występująca u turystów, najczęściej japońskich, którzy odwiedzając Paryż odkrywają, że miasto nie spełnia ich oczekiwań, a ich wymarzony czy znany z mediów obraz Paryża różni się w znaczący sposób od rzeczywistości” (za Wiki). Co najmniej kilkunastu obywateli Japonii rocznie ich ambasada odsyła w trybie pilnym z powrotem (12-20 według danych z ostatniej dekady). Na specjalną 24-godzinną linię przy ambasadzie dzwonią opiekunowie wycieczek, wyczuleni na takie objawy u swych podopiecznych, jak przyspieszona akcja serca i przyspieszony oddech prowadzące aż do halucynacji, i/lub spadek nastroju oraz nieokreślonego rodzaju smutek, grożące popadnięciem w depresję - jakkolwiek przesadnie może to brzmieć, faktycznie część z Japończyków, którzy nie doczekali końca wycieczki, po powrocie do ojczyzny wymaga leczenia psychiatrycznego. Chiko-san takiego uszczerbku na samopoczuciu nie doznała, ucierpiała jedynie jej portmonetka, ponieważ jak zwykle przywiozła nam prezenty. Dla mnie między innymi ozdobioną kryształkami Swarovskiego miniaturkę Wieży Eiffla (oczywiście), dużo ładniejszą niż przereklamowany oryginał. Oraz wydane w języku polskim przewodniki po innych paryskich miejscach turystycznych. Teraz jeszcze przetrwać znów zapewne co najmniej godzinne oglądanie zdjęć zrobionych we Francji  i wycieczkę Chiko z naszej strony będziemy mogli uznać za zakończoną ;)

Tak myślałam. Okazało się jednak, że wśród przekazanych pod moją nieobecność prezentów był również album z reprodukcjami części dzieł, które oglądać można w Luwrze. Zawieruszył się podczas rozpakowywania, lecz odnalazł się, niestety. Album przeglądałam z dużym niesmakiem, co kilka kartek natrafiając na kolejne mniej i bardziej obsceniczne dzieła „sztuki”. Nigdy nie widziała u mnie zainteresowania, a tym bardziej akceptacji dla takiego ekshibicjonizmu, podobnie jak od początku zna moje zdanie na temat popularyzowanych w jej kraju obscenicznych mang i anime oraz ich pochodnych, więc mnie zdenerwowała nie na żarty. Uprzejmie, acz stanowczo poprosiłam, żeby mi nie zwoziła takich pamiątek, bo uważam za nienormalny fakt, iż świat honoruje ludzi, którzy stali się sławni dzięki pieniądzom - własnym, a częściej pieniądzom bogatych promotorów i klientów, nawzajem podzielających swoje niemoralne podejście do czystości ciała, wykorzystujących do nagiego pozowania ludzi z najuboższych warstw społecznych oraz tyleż bogatych, co perwersyjnych modeli i modelki, i wynoszących na salony to, co nie powinno przekraczać progów przysłowiowej alkowy, jeśli już. Nie obchodzą mnie doprawiane do takich dzieł ideologie, nie życzę sobie takich nigdy więcej. Na ile dotarło, czas pokaże.

Powrót Chiko z Europy zbiegł się w czasie z moim i T. kolejnym wyjazdem w góry. Tam jedyną kontrowersją, jakiej nie dało się nie widzieć, były pojedyncze przypadki publicznego przebierania się do kalesonów we wspólnej, przeznaczonej dla jednodniowych turystów obu płci sali przygotowań i odpoczynku, choć budynek w darmowej części hotelowej wyposażony był również w zamykane przebieralnie. Najwyraźniej tym Japończykom nie wystarczyly rozbieranki w hotelowym onsenie.

Na deskę pojechaliśmy znowu, korzystając z tego, że 3 pierwsze dni nowego roku (sanganichi) są tutaj dniem wolnym od pracy (generalizując, gdyż nie dla wszystkich). Zaprosiła nas ta sama rodzina, z którą niemal dokładnie przed rokiem spędziliśmy czas w Minakami Kogen. Z uwagi na Shuna i Momoko wybór znów padł na miejsce o rodzinnym charakterze i nie za dużym stopniu trudności na stokach - dla mnie też w sam raz ;) Było wesoło jak zawsze z nimi. Tym razem nawet zbyt wesoło, ponieważ w którymś momencie T. dał drapaka na najwyższe wzniesienie, pozostawiając mnie pod opieką Yū-san i jej siostry, które  tak wzięły sobie do serca moją ambitną walkę z grawitacją, że za żadne skarby nie dały się zniechęcić i dawałyśmy niezły popis, łącznie z ciągnięciem mnie pod ręce z powrotem na górę, bo po co mam się gimnastykować z odpinaniem deski...  - czego mój dowcipny Mąż nie omieszkał uwiecznić z wysokości wyciągu, na wypadek, gdyby nikt inny nie przesłał mnie na YouTube

Nie mniej wesoło przebiegały przerwy pomiędzy kolejnymi wyjściami na stok. W sali wypoczynku, pomimo nieustannego ruchu i sporego zagęszczenia, wiele osób ucinało sobie wtedy drzemki. Aby było jak najbardziej komfortowo, na miejscu można było zakupić specjalne ocieplacze na czas snu. My, choćbyśmy chcieli, nie mieliśmy szans na spanie, ponieważ nasi znajomi zawsze spędzają przerwy z nami. Tym razem także, choć zatrzymali się w hotelu na całe 3 dni i mieliby wygodniej w swoich pokojach. 

Z T. mieliśmy własne plany, więc przed wieczorem pożegnaliśmy się, a w drodze powrotnej zrobiliśmy sobie postój na parkingu, który zadziwił mnie doskonałą organizacją i wyposażeniem. Widziałam już podobne, ale nie w górskiej głuszy. Wśród zdjęć poniżej toalety, jakie tam zastaliśmy (tylko tam akurat nie było ludzi). Podobnie jak teren hotelu, parking ozdobiony był kadomatsu, czyli noworocznymi dekoracjami na bazie związanych słomą ryżową bambusa i sosny. Trzy ukośnie przycięte bambusowe pieńki oznaczają niebiosa, ludzkość i ziemię, stąd różnica w ich wysokości. Bambus symbolizuje poza tym siłę, wytrzymałość i wytrwałość, natomiast gałęzie sosny nieśmiertelność. Uznaje się, że w takich stroikach zamieszkuje bóstwo zapewniające dobrobyt i urodzaj, dlatego ustawia się je również u wejść do japońskich domów, czasem po obu stronach drzwi lub bramy. A także dlatego, że ma to uchronić domostwo przed wtargnięciem do niego zła i nieczystości. No, z tym drugim to średnio wychodzi, zważywszy choćby na ofertę tutejszych programów telewizyjnych, bombardujących sprośnościami nawet o normalnej porze i na, wydawać by się mogło, normalnych kanałach.




9 komentarzy:

  1. Biedny człowiek nie pomyśli, kupi prezent, a potem ma Ciebie na głowie :D Oczywiście żartuję, w końcu trudno mieć pretensje jak ktoś mimo tabliczki "uwaga ślisko" ma ją gdzieś, a potem się ślizga na nieszlachetnej części ciała ;)

    Ale kible to no... pierwsza klasa :D

    A przygody Twojej na stoku nie skomentuję, spowodowałaś u mnie napad kaszlu i śmiechu jednocześnie...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, widzę, że faktycznie prawie już wydobrzałaś, rozpoznaję formę ;))) Witaj, Dev ;*

      „Bezmyślność” to chyba właśnie słowo-klucz do całej sprawy, myślę, że ofiarodawczyni po prostu dała się ponieść bezkrytycznej atmosferze, jaka zwykle towarzyszy wizytom w miejscach takich, jak Luwr. Mnie jednak nie interesuje retro-porno, nie życzę sobie świństw w rodzaju portretu królewskiej metresy Gabrielle d'Estrées w ręcznym i na dodatek gołym kontakcie z księżną de Villars - ten jeden przykład niech wystarczy za całe wyjaśnienie.

      Japońskie kibelki bywają bardzo różne. Zwykle są na przyzwoitym poziomie, choć zdarzają się i takie, na widok których robię w tył zwrot. Zdecydowanie bardziej wolę niespodzianki takie, jak na załączonych fotkach :) Podobne toalety widziałam już wcześniej, lecz znajdowały się w eleganckich galeriach handlowych, nie spodziewałam się podobnego komfortu na parkingu. Łał :)

      Nadopiekuńczość moich trenerek z przypadku przyprawiała mnie o mega-facepalm tym bardziej, że wzięły mnie w obroty w miejscu sąsiadującym z przeszkloną ścianą hotelowej restauracji. Niestety, moje umiejętności są jeszcze zbyt małe, abym była w stanie samodzielnie dać stamtąd nogę, więc jedyne, co mi pozostało, to szukać ucieczki w rechoczącej głupawce, która udzieliła się tak samo walczącej z grawitacją japońskiej młodzieży :D Jak się nie ma dystansu do siebie, to się na starość nie wychodzi na oślą łączkę - parafrazując to, co mi kiedyś napisałaś ;)))

      Zdrówka! Dziękuję za odwiedziny :*

      Usuń
  2. Oj! Mają z Tobą przynajmniej ciekawie! Wyobraziłam sobie tę sytuacje i te miny po Twoim przemówieniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz - życie nauczyło mnie, jak dużo jest w tym prawdy, dlatego zbieram się w sobie i reaguję natychmiast. Lecz wierz mi, DD, wcale nie sprawia mi to przyjemności. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  3. W sprawie prezentu, albumu z reprodukcjami, nie zachowałaś się "po japońsku", ale też nie widzę powodów, abyś tak miała się zachować, mając swoje zdecydowane poglądy, których nie ukrywasz.
    Chikage pewnie miała dobre intencje, ale niemyślenie się jej włączyło, niestety.

    Cudne to pierwsze zdjęcie z Waszej snowboardowej wycieczki, piękne widoki. Zazdroszczę :)

    I pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Góry w Japonii mają specyficzny kształt, do którego jeszcze się nie przywyczaiłam. Moim zdaniem zwykły wygląd naszych polskich gór jest bardziej relaksujący dla oka i nastroju. Ale i tu widoki bywają warte szczególnego zapamiętania, miło wiedzieć, że ten jeden spodobał się również Tobie :)

      Chiko od tamtej pory co jakiś czas przesyła mi niespodzianki spożywcze ze sklepu, w którym pracuje - przez Teściową, mnie unika. Muszę pomyśleć nad jakimś „gołąbkiem pokoju” ze swojej strony, bo się dziewczyna zagryzie. Póki co, wysyłam serdeczności w Twoim kierunku, Iwonko.

      Usuń
    2. W związku z tym, że tutaj gór nie uświadczysz, a już w białej scenerii to w ogóle, to cieszy mnie widok każdych zdjęć z górami.
      W ogóle bardzo lubię oglądać Twoje zdjęcia, ja na nich zawsze doszukuję się "drugiego dna" ;)

      A gołąbek pokoju chyba jest dobym pomysłem, bo dziewczyna, widać, że się przejęła.

      Serdeczności Tobie również.

      Usuń
  4. Masz cos przeciwko osobom homoseksualnym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, podobnie jak przeciwko heteroseksualnym, jeżeli wynoszą poza granice prywatności to, co powinno w nich pozostać.

      Usuń