2013/01/09

Dzień pod psem, a nawet dwoma :)




Te 2 emerytowane psy widzieliśmy dzisiaj w Tokio, w drodze do Biura Imigracyjnego. Towarzyszyły grupce Japończyków, którzy na stacji Shinagawa kwestowali na rzecz czworonogów-przewodników. W czasie kiedy ja sięgnęłam do portmonetki, T. zrobił te fotki. Gdy mi je później pokazał, w podskokach zrobiłam w tył zwrot, aby na własne oczy zobaczyć te psiaki - wcześniej ich nie zauważyłam, tak były opatulone przed chłodem! Przytaczałam na tym blogu, jak często w Japonii psy traktowane są bezdusznie (link), a tu taki przyjemny obrazek także z życia wzięty :) T. wdał się w pogawędkę z wolontariuszami, którzy z własnej woli zaczęli z lekka przeorganizowywać swoje stanowisko pod chmurką, abym miała lepszy dostęp do ich podopiecznych. Bardzo to było sympatyczne.

Na co dzień datki wrzucamy do skarbonek w sklepach spożywczych. Figurki mają na szyjach plakietki z informacją, jaką kwotę łącznie zebrano w poprzednim miesiącu.




Jakiś czas temu japońska firma elektroniczna NSK opracowała we współpracy z tokijskim Uniwersytetem Elektrokomunikacji model urządzenia, które mogłoby zastąpić psy u boku osób niepełnosprawnych wzrokowo. Robot rozpoznaje i pokonuje różnorodne przeszkody, niestraszne są mu schody, wkrótce zapewne będzie w stanie reagować na komendy głosowe - trwają prace nad wdrożeniem takiego mechanizmu oraz GPS-a. Oczywistą oczywistością jest, że nic nie jest może w pełni zastąpić żywego stworzenia, które nie tylko pełni funkcje robocze, lecz jest także przyjacielem, jednak pomysł sam w sobie interesujący:

    

Póki co, psów-maszyn na japońskich ulicach nie widać i nie inżynierowie, a trenerzy oddają realną przysługę potrzebującym. Od roku 1967 działa Japanese Guide Dog Association z główną siedzibą w Tokio i centrami szkoleniowymi w Yokohamie oraz w Sendai. Powstają także inne pozytywne inicjatywy, często bardzo zróżnicowane, na przykład przytułki dla emerytowanych psów (link do materiału o jednym z takich miejsc, zlokalizowanym w Sapporo) czy filmy, przykładowo: oparty na faktach film o psie przewodniku, zatytułowany "Kuīru":

 File:Quillposter.jpg


W Japonii osoby niepełnosprawne wzrokowo rozpoznaję bardzo rzadko. Do tej pory tylko 2 razy na Tokyo Station widziałam po jednej osobie poruszającej się o białej lasce. Wiem jednak, że o ile ludzi całkowicie niewidomych rozpoznać jest łatwo, dobrze przeszkolone w zakresie przemieszczania się samodzielnie i z przewodnikiem osoby słabo widzące mogą nie wyróżniać się w ogóle albo tylko po dokładnej ich obserwacji. (Określenie słabo widzący należy pisać rozdzielnie. W wielu publikacjach tyflo. spotkać można pisownię łączną, jest ona niepoprawna, lecz tak się upowszechniła, że na niewiele zdał się nawet wystosowany przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk specjalny komunikat. Por.: www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/PTJ/RJP/wRJP/kRJP01-97.pdf, strona 7.)

Generalnie Japonia jest krajem całkiem nieźle przystosowanym do potrzeb osób niepełnosprawnych wzrokowo:




Do Tokio musimy udać się ponownie za około 3 tygodnie, celem sfinalizowania corocznych formalności. Tym razem odpuściliśmy więc sobie zwiedzanie, poprzestając jedynie na obejrzeniu z zewnątrz naszej Takyo Station, która aktualnie robi wrażenie nawet jeszcze większe niż gdy widziałam ją ostatnim razem, latem (link). Renowacja dworca, po raz pierwszy oddanego do użytku w roku 1914, trwa, a jej dotychczasowe efekty wyraźnie zapierają dech w piersi wielu podróżnym, którzy pojedynczo i w gromadach fotografują, co tylko się da. Jeśli o mnie chodzi, widok z zewnątrz kojarzy mi się z wieloma budowlami europejskimi. Za pierwszym razem byłam wręcz zdziwiona informacją, że elewacja bynajmniej nie jest kopią czegoś pozajapońskiego, lecz wiernym odwzorowaniem pierwowzoru, który spłonął od bomb zapalających w roku 1945.

File:Tokyo station from marunouchi oazo.JPG

Na YouTube jest dużo filmików między innymi z jesiennego otwarcia 2 piętra stacji (po naszemu: 1), też robią wrażenie - przykładowo:


My dworzec widzieliśmy za dnia i co innego zajęło moją uwagę. Na przykład tablice informujące o tym, że budowla powstała w oparciu o specjalną technologię, dzięki której w przypadku silnych trzęsień ziemi mogą nastąpić jej odchylenia od pionu do maksymalnej wartości 30cm. Co ma istotne znaczenie, zwłaszcza, że stacja uległa poważnym zniszczeniom w roku 1923 - w czasie tzw. Wielkiego Trzęsienia Ziemi w Kantō (czyli w regionie obejmującym wschodnie prefektury, w tym Prefekturę Tokio). Albo miejsca parkingowe, którym przypisane są osobne parkometry. Czy malownicze hato busy:



Moje ulubione migawki z dzisiejszego pobytu to: 



Rosnąca intensywność zdjęć o tematyce spożywczej nie mogła skończyć się inaczej niż wizytą w jednej z licznych na dworcu restauracji.

Żeby zgrabnie zamknąć niniejszy wpis, oto link do japońskiego kanału gastronomicznego na YT, o tyle ciekawego, że filmiki instruktażowe opatrzone są napisami w języku angielskim. Pies w kuchni? Nigdy w życiu! Jednak warto zajrzeć, moim zdaniem, tak więc proszę: Cooking with dog.


9 komentarzy:

  1. Pomysł z przytułkami dla emerytowanych psów przewodników jest nawet nawet, ale ja w dalszym ciągu nie mogę zrozumieć. Przecież człowiek zaprzyjaźnił się z tym psem. Przecież jest jakaś więź... i co do przytułku, albo uśmiercić za dobro, jakie to stworzenie dało człowiekowi?
    ***
    Tokio to dla mnie tak odległe miejsce,że penie nigdy tam nie będę. Czytam z wielkim zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wobec tego podczas następnego pobytu specjalnie dla Ciebie, DD, postaram się o zdjęcia Tokio z szerszej perspektywy, bez ograniczania się tylko do tego, co sama chcę zapamiętać najbardziej.
      ***
      Dorotko, mój blog czytany jest przez Ciebie systematycznie i refleksyjnie, dziękuję. To miło wiedzieć, że gdy się czymś dzielę, ktoś jeszcze poświęca temu swoją uwagę.
      W kwestii japońskich przytułków chciałabym wierzyć, że zwierzę trafia tam tylko wtedy, gdy naprawdę dotychczasowy właściciel nie jest w stanie już się nim opiekować, bo np. kłopoty zdrowotne psa-staruszka przerastają jego możliwości fizyczne jako człowieka niepełnosprawnego, a przecież niepełnosprawność wzrokowa bywa sprzężona z innymi niedomaganiami. Podobnie jak w Polsce, psy w Japonii zwykle kończą swoją pracę w charakterze przewodnika w wieku około 12 lat, po 10 latach służby. Cóż, po tak długim czasie wiernego oddania swojemu podopiecznemu, ostatnie, na co taki psi towarzysz zasługuje, to niewdzięczność - no ale każdy przypadek jest osobny, sytuacje różne, nie chciałabym więc oceniać. W każdym razie taki przytułek to lepsze rozwiązanie niż hokensho... (Dopisałam garść informacji pod Twoim komentarzem na temat japońskich umieralni - proszę, zalinkuj raz jeszcze.)

      Usuń
  2. A ja akurat rozumiem zapotrzebowanie na psie przytułki, jeśli, rzeczywiście są tam traktowane z należytym szacunkiem za swoją pracę. Chociaż żal mi tych, którzy muszą oddać i samych psów.

    Zdjęcia cudne. A te pączki... O matko... Dobrze, że żelki mam przy sobie, bo bym monitor zjadła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest Dev - jest fun :DDD Ty to zawsze potrafisz mnie rozbawić, witaj! :)))

      Wiesz, był taki okres w historii Japonii, gdy urodzony w roku psa szogun, któremu jeden z buddyjskich mnichów wytknął brak męskich potomków z powodu pozbawienia życia za dużej liczby istot w jego poprzednim jestestwie, zdecydował, że w życiu obecnym zadba o życie innych, szczególnie psów. Można powiedzieć, że był pierwszym, który przeforsował surowe prawo ochrony zwierząt w Japonii - z jego woli ludzie źle obchodzący się z czworonogami byli surowo karani, zdarzył się nawet przypadek egzekucji. Nakazał odnosić się do psów z szacunkiem, zwracać się do nich słowami „panie psie”. Z oczywistych przyczyn wzbudziło to nerwowe reakcje ze strony społeczeństwa, tym bardziej, że w sposób niekontrolowany mnożyła się liczba psów bezpańskich. Do otwartego schroniska w Edo (poprzednia nazwa Tokio) trafiło ich aż 50.000! Co również denerwowało Japończyków, gdyż utrzymanie schronisk finansowane było z ich podatków. „Psie dekrety” zostały zniesione dopiero przez następców rzeczonego szoguna, lecz zdaje się, że od tamtej pory w narodzie pozostała jakaś niechęć do psów, przekładająca się m.in. na obojętność co do ich losu. Japończycy spotkani przez mnie w Tokio wydawali się jednak być szczerze przejęci troską o swoich podopiecznych. Wzruszyło mnie, jak bardzo zadbali o to, aby towarzyszące im psiaki nie marzły, mieli ze sobą nawet farelki!... Oby w japońskich przytułkach jak najwięcej takich pracowników jak oni.

      Usuń
  3. Jejku ile mam zaległości w komentowaniu! Ale w czytaniu nie! :-).

    Podoba mi się akcja z przytułkami dla psów-przewodników emerytów, bo rozumiem, że osoba niewidoma potrzebuje pomocy takiego pieska i może nie dać rady sprostać zadaniu opiekowania się nim, gdy nadchodzi taki czas. Natomiast gdyby chodziło o dom starości dla psów zdrowych ludzi to byłabym zniesmaczona. Jak być to na dobre i na złe, prawda?

    Zdjęcie z Tokio wspaniałe - lubię metropolie, chociaż wolę mieszkać na obrzeżach dużego miasta - cenię sobie spokój i ciszę, a jednocześnie wszystkie zdobycze cywilizacji w zasięgu ręki :-)

    Pączki, ciastka - są przepiękne i ciekawa jestem jak smakują?

    Wybacz, że nie komentuję regularnie - życie ciągle mnie zaskakuje i gdy mam przez chwilę mam więcej czasu, zaraz dzieje się coś co mi go odbiera - czasami coś co cieszy, ale niestety nie zawsze ...

    Uściski! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam ;):)) Mamo Ammara, miła mi jest już sama świadomość, że tu bywasz w międzyczasie. Komentarze widzieć lubię, ale bardzo proszę, nic na siłę! - tego by tylko brakowało, abyś z mojego powodu urabiała się po uszy jeszcze w sieci, jak ta część młodzieży, która na łyżwy nie pójdzie, do kina może kiedy indziej, bo „zarobiony/a jestem na fejsie” haha. Umawiamy się, ok? :)

      Słodkości widziane na zdjęciach są rozmaite w smaku, często przepyszne wręcz, lecz zwykle tylko z wierzchu, a pod tymi cudownie kolorowymi polewami to już na jedno kopyto, w każdym razie dotychczas na takie zazwyczaj trafiałam. Dlatego te tutaj kupiliśmy tylko jako omiyage dla Teściowej, Jej bez różnicy ;) Tokyo Station roi się od takich i podobnych sklepików, a dlaczego, można przeczytać np. w artykule "Omiyage and the serious business of gift-giving in Japan" na http://maki.typepad.com/- zresztą, sam tytuł mówi wiele.

      Mamy podobne upodobania co do miejsca zamieszkania :) Co do Tokio natomiast, to już nie :) Moje zdjęcia stamtąd są prawie zawsze kadrowane tak, aby mi ku pamięci zostało tylko to, co naprawdę polubiłam. Dużo jest w tej metropolii miejsc interesujących, imponujących, ładnych, ale też dużo rozczarowujących. Może gdyby w przewodnikach turystycznych itp. informacje nie były koloryzowane czy pisane przez zakręconych na punkcie tego miasta obcokrajowców, a profesjonalne zdjęcia uczciwie opatrzone adnotacją, że wiele wspólnego miał z nimi PhotoShop (zwłaszcza wymazywanie brzydkich elementów przestrzeni), mój odbiór byłby inny, no nie wiem. W każdym razie należę do tych nie-Japończyków, których zdaniem Tokio jest zdecydowanie przereklamowane. Niemniej, gdy tam jestem, zawsze wypatrzę coś fajnego.

      Japończycy w swoich postawach wobec psów różnią się, tak to przynajmniej wygląda z zewnątrz. Do już wspomnianych na blogu praktyk dodam informację o jeszcze jednej: otóż w Japonii istnieją miejsca, gdzie odpłatnie można spędzić dzień w towarzystwie zwierząt (psów, kotów). Ponoć jest to oferta skierowana przede wszystkim do tych ludzi, których mieszkania są zbyt małe, aby trzymać w nich własnego pupila. Mam w tej kwestii mieszane uczucia, przyznam. Zwierzęta przywiązują się do ludzi, a ilu z odwiedzających takie miejsca Japończyków ma na tyle serca, aby kontakt uczynić systematycznym i wiernym? Oto jest pytanie.

      Pozdrawiam serdecznie, pa! :*

      Usuń
  4. Rozczuliły mnie zdjęcia starych psiaków na leżaczkach, otulonych kocami, podgrzewanych farelkami. Czyli i w Japonii tak można! Budujące.

    Natomiast zaskoczyłaś mnie zdjęciem Tokyo Station, nie zdawałam sobie sprawy, że budynek ten ma tak piękną architekturę i taką historię. Prawdziwa czerwona cegła, niesamowity. Aż mnie te wieżowce-biurowce w tle w oczy kłują, jak z innej bajki ;)

    A ciastka wyglądają pysznie, choć już nie jeden raz przekonałam się, że to co piękne dla oka, niekoniecznie ucieszy podniebienie :)

    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, budujące, żal tylko, że szanowanie praw zwierząt nie jest dominujące w tym kraju. Dasz wiarę, że można tu kupić nawet urządzenie do zabijania ptaków? Nazywa się Birdkiller Nunchaku, o ile dobrze pamiętam, i jest wyposażone w system laserowy (śmiercionośny w zasięgu 20m) oraz bazujący na ultradźwiękach (natychmiastowo rozprawiający się z neuronami w ptasich mózgach w zasięgu 5m). Takie oferty handlowe kłują mnie w oczy bardziej niż nowoczesne bryły biurowców sąsiadujące z przywróconą do świetności Tokyo Station...

      Ta część Tokio wygląda jak szklano-betonowa pustynia, taki widok niesamowicie kontrastuje także ze znajdującymi się tam terenami cesarskimi, które dotychczas były jedyną odmianą w tym dość nudnym krajobrazie. Aktualnie można odnieść wrażenie, że to odrestaurowany dworzec stanowi tam główną atrakcję, Japończycy na potęgę pstrykają fotki na zewnątrz i w środku, ruch ... jak na dworcu, haha :) I akurat w tym przypadku ;) można pozytywnie uraczyć także swoje podniebienie - wewnątrz znajduje się całe mnóstwo restauracyjek itp.

      Usuń
    2. Japonia, jak widać, to kraj kontrastów. W każdym temacie.

      Usuń