2013/02/04

Neverending śnieżna story, nie mam czasu na Internet


Zmotywowana nadopiekuńczymi zapędami japońskich znajomych, w ostatnim czasie robię tak duże postępy w jeździe na desce, że zadziwiam sama siebie. Dumny ze mnie T. zaproponował, że kupimy dla mnie nowy snowboard, aby tym przyjemniej mi się teraz jeździło. Jest moc :) 




W Japonii gór jak mrówków, więc każdy wolny dzień wykorzystujemy na bliższy lub dalszy wypad. Przy okazji jak zawsze mam spore pole do obserwacji, raz pozytywnych, innym razem nie, wiadomo. Negatywem, póki co, była tylko Pepsi Nex, masowo reklamowana i eksponowana w napotykanych sklepach, automatach z napojami, restauracjach. Produkty Pepsi bojkotujemy od dnia, gdy wyczytałam w sieci, że jakiś czas temu koncern ten przymierzał się do wprowadzenia na rynek światowy napoju o nazwie Next, do produkcji którego wykorzystano komórki z abortowanych płodów ludzkich. Wskutek przecieku informacji i sporego protestu na świecie nie doszło do sfinalizowania akcji promocyjnej i napoju nie wprowadzono do sprzedaży. Tak piszą, tymczasem w Japonii sprzedawana jest Pepsi o podejrzanie podobnej nazwie. Kto ich tam wie, może pieniędzy zainwestowanych w Next wcale nie spuścili do ścieków. W każdym razie, gdy okazało się, że w cenę jednego z naszych zamówień w ośrodku sportowym wliczona była Pepsi, po prostu wylaliśmy ją, nie dopytując nawet, co to konkretnie było. Bojkot absolutny. Poza tym jednak — bez zgrzytów.


Przepyszny naleśnik z jabłkami i cynamonem, który zamiast Pepsi popiliśmy wodą, w Japonii standardowo podawaną bezpłatnie
przy każdym zamówieniu, bez względu na charakter restauracji.


W górach zawsze widzimy po drodze dużo małych cmentarzy, w jednej malutkiej miejscowości potrafi ich być nawet kilkanaście.
Niektóre cmentarzyki znajdują się na podwórkach, za domami, w przydomowych ogrodach.

Nie mniej liczne przydrożne sklepy z ciepłymi daniami to już standard w całej Japonii. 


Choć poza godzinami pracy T., przy okazji robiliśmy rozeznanie pod kątem znalezienia miejsca najlepszego na niezbyt forsowną wspinaczkę dla uczestników spotkania międzyprefekturalnego w firmie, w której pracuje mój Mąż. Do Niego należały główne przygotowania, łącznie z wytypowaniem miejsca na wycieczkę integracyjną. Dzisiaj panowie są uziemieni nad dokumentami, a jutro po śniadaniu ruszają w góry. Jestem z Męża bardzo dumna, tym bardziej, że Jego decyzja nie była podyktowana tym, że akurat my za górami przepadamy. Duża część kolegów z pracy czas wolny spędza zwykle w pachinko, więc T. uznał, że jak raz się przewietrzą, wyjdzie im to tylko na zdrowie. Hehe.


Jakby się który za bardzo opierał, to się go zmotywuje ;) Samuraj u podnóża góry.

 
Japońskie pachinko to mega biznes, według Wikipedii roczny przychód wynosi 378 bilionów w przeliczeniu na $, w jenach to już triliony. Roi się tutaj od tych przybytków, nieraz stoją dosłownie obok siebie lub po przeciwnych stronach ulicy. Z zewnątrz niektóre wyglądają zwyczajnie, bywa, że nawet elegancko, zwykle jednak są krzykliwie kolorowe i dziwaczne - jakieś cudaczne zamki, jaskinie, okręty. Wszystko dla przyciągnięcia klienta, bo konkurencja jest olbrzymia. Biznes ten przyciąga też celebrytów z całego świata, którzy u siebie poważani, tutaj za grube pieniądze sprzedają się do żałosnych reklam pachinko i innych, tym chętniej, że zwykle są to reklamy emitowane jedynie na terenie Japonii - przykłady z udziałem Nicolasa Cage'a: link, link.

Nie mam w zwyczaju rozpisywać się o czymś, czego na własne oczy nie widziałam, więc i do takich przybytków mnie poniosło, bynajmniej nie po to, aby dokładać się do tego interesu. Jednak najgorsze wrażenie wywarły na mnie równie popularne w Japonii miejsca gier dla każdego, niezależnie od wieku. Nazwałam je przedszkolami pachinko i zaglądałam kilka razy, aby nie wyciągać pochopnych wniosków. Niepotrzebnie. Ściągają tam nie tylko dorośli w pojedynkę, robotnicy prosto z pracy (jeszcze w upaćkanych uniformach), gospodynie domowe w fartuchach (to nic nadzwyczajnego, tak przyodziane Japonki widuje się również w sklepach, bankach), lecz również rodzice i dziadkowie z maluchami, nawet niemowlętami, oraz całe chmary młodszej i starszej młodzieży prosto po szkole. Niektóre propozycje dla nich są nawet fajne, np. maszyny zsynchronizowane z bębnami czy interaktywne gry w tenisa ziemnego, jednak to zdecydowana mniejszość. Reszta wygląda na wytwory pokręconych umysłów, roi się od wizji pomysłodawców najwyraźniej niewyżytych seksualnie. Obrazu dopełnia dym papierosowy i ogłuszający zgiełk. Że w takich warunkach spędzają czas dzieci, to moim zdaniem karygodne.

Zdecydowanie bardziej wolę widzieć tutejsze dzieciaki podczas zupełnie innej aktywności, w górach.


13 komentarzy:

  1. Internety poczekają :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Internet poczeka,a życie nie. Korzystaj, póki możesz.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczna dziewczyna na zdjęciu z pięknymi górami w tle :-). Odpoczywaj i używaj! :-). Przesyłam najgorętsze stęsknione pozdrowienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja dopiero dzisiaj tu zaglądam, bo... ostatnio nie mam czasu na Internet ;)

    Świetna fotka, ale co to jest to białe, co leży dookoła Ciebie i co trzymasz w rękach? :D
    Ja też chcę!

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Newsów nie ma? Przecież Twój wpis jest mega interesujący i dla mnie jest absolutnym newsem. Te salony gier dozwolone od lat 0-101, patchinko. Masz rację, to musi być koszmar. Pepsi i wyroby pochodne też bojkotuję. A ten napój Nex może być tym makabrycznym next. Dlaczego zakrywasz twarz na zdjęciach? I tak widać, ze jesteś prześliczna. Pozdrawiam)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, pepsi przez Twój wpis na Fb przestałam pić.

    Zgadzam się z Joanną, jak to nie ma żadnych niusów! Szczególnie niedobre jest to zdjęcie tego pysznego naleśnika, gdzie jak tylko nacisnę "Opublikuj" polecę do kuchni przeszukać całą, by znaleźć coś słodkiego. Niedobra, a co jak nic nie znajdę z jabłek i cynamonu!? Będę cierpieć! ;)
    I coraz bardziej przekonujesz mnie, żebym za rok spróbowała wrócić na narty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moim kulinarnym talentem znowu mi ciasto z foremek powypływa i tyle będzie z halogen łowen ;)

      Usuń
  7. Ojej! Wygląda na to ,że cała rzesza Japończyków ma problemy z zagospodarowaniem swojego wolnego czasu, skoro ich pasją są pachinko. No cóż. Szkoda mi tylko tych dzieci, bo czym skorupka za młodu....

    U nas w Polsce dla wielu taką atrakcją,np. niedzielną są spacery w galeriach handlowych. Też chore. Ale co zrobić.
    A świat jest przecież taki piękny!!!!!!
    Zima na Twoich fotkach również piękna.
    A pepsi nie pijam, na szczęście i skutecznie obrzydzę ją moim.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale nowych wiadomości i zdjęć! I ten śnieg... pięknie tam. A ja sobie go tylko na zdjęciu mogę pooglądać.
    Naleśnik mnie powalił, dobrze, że głodna nie byłam :)
    Natomiast o Pepsi nie słyszałam, skopiowałam linki, zaraz tam poczytam. Bardzo mnie tymi informacjami zaskoczyłaś.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  9. To mnie zaskoczyłaś tą informacją o pepsi! Co prawda u nas nie ma jej w wersji nex no ale.... chyba też ją zbojkotuje!! Coś strasznego... nie mogę przestać o tym myśleć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My konsekwentnie nie sięgamy po Pepsi. Wzmacnianie smaku produktów spożywczych często odbywa się poprzez wykorzystywanie kontrowersyjnych składników, np. intensywność waniliowego i malinowego osiąga się dzięki kastoreum z bobra (obrzydliwe, więc nie rozwijam wątku) - ale sięganie po komórki z nerek nienarodzonych dzieci to naszym zdaniem nieakceptowalne przekroczenie granicy.

      Usuń
    2. Jestem przerażona informacjami o napoju zwanym pepsi. Ja mam niskie ciśnienie i czasem piję, choć może częściej colę. Pojęcia nie miałam. Za to zachwycona jestem zdjęciami. Tyle można z nich wyczytać. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Nie wszystkie zdjęcia udało mi się przywrócić, tym bardziej więc miło mi przeczytać taki komentarz, dziękuję.

      Niskie ciśnienie mam także ja i stąd wiem, że najbardziej zalecany jest dla nas sok z buraków oraz z aronii. Lecz żywsze krążenie krwi, a w konsekwencji podniesienie ciśnienia powoduje każdy napój, nawet woda, która w porównaniu z colą powinna być wypijana jednak w znacznie większych ilościach. Gdyby tylko nie te wymuszane wycieczki do toalety... ;)

      Usuń