2013/06/17

Wszystkie drogi prowadzą do Tsukuby


Raz jeszcze o japońskich dentystach i oby Blogger tym razem nie zjadł posta, bo mi będzie wstyd przed Iwonką z KSA, której zapowiedziałam ten temat.


Mniej więcej pół roku od mojego zamieszkania w Japonii na jednym z tutejszych uniwersytetów zaprezentowano fantom stworzony z myślą o studentach stomatologii, mający za zadanie ułatwić im naukę bezpiecznego obchodzenia się z pacjentem. Do złudzenia przypominający żywą osobę, potrafi reagować na konkretne polecenia słowne, mówić, że boli, a także udawać pokasływanie, kichanie, krztuszenie się wodą, odruchy wymiotne, nerwowe ruszanie powiekami, językiem i całą głową. Nazwany został Showa Hanako 2 (link) i chociaż stanowi unowocześnioną wersję fembota oddanego do użytku rok wcześniej (link), niektórzy studenci także na niego mówią laleczka Chucky.

Mnie natomiast o przerażenie (dosłownie) przyprawiło pierwsze spotkanie z miejscowym stomatologiem, które potwierdziło, że liczne narzekania obcokrajowców na japońskich dentystów nie są wyolbrzymione.

Na wizytę zapisał mnie T. bez konkretnej potrzeby, po prostu na przegląd, w Polsce umawiałam się na takie spotkania systematycznie i zależało mi, aby nie robić przerw, wszak z zębami żartów nie ma. Pan doktor przyjął nas cały w uśmiechach i od razu wyciągnął mapkę jamy ustnej, na której zaczął mnożyć czerwone krzyżyki. Po pierwszym i drugim - choć ostatnią wizytę w Polsce odbyłam dokładnie w przeddzień wylotu i nic nie zapowiadało jakichś liczniejszych niespodzianek - pomyślałam: trudno, widocznie bywa i tak. Stopniowo jednak mapka mojego uzębienia stawała się coraz bardziej czerwona, dentysta pokreślił niemal połowę. Byłam pewna, że kłamie. Mój kredyt zaufania do niego wyparował w tempie adekwatnym do tempa jego słowotoku, w którym topił moje pytania odnośnie poszczególnych zaznaczeń. Nie zgodziłam się na kolejną wizytę.

Przerażenie moje brało się stąd, że gabinetów stomatologicznych w Japonii jest bardzo, bardzo dużo. Niektóre porównania statystyczne podają, że nawet więcej niż sklepów. Jak w takim lesie pełnym cwanych lisów znaleźć uczciwego lekarza? 

T. zadeklarował pomoc w poszukiwaniach, radził jednak uzbroić się w cierpliwość. On już dawno temu po długim czasie machnął ręką i pozostał przy gabinecie dla Japonii typowym (jak wnioskuję z opinii także innych pacjentów, wypowiadających się w Internecie) - czyszczenie łuków zębowych realizowane jest w 4 etapach, ponieważ za każdą wizytę lekarz dostaje należność również z ubezpieczenia pacjenta, za plomby w naturalnym kolorze trzeba płacić jak za zboże (nawet po 4.000 w przeliczeniu na złotówki), regułą jest opatrywanie takimi tylko zębów przednich, a w powszechnym zastosowaniu jest amalgamat (link), cennik usług nie jest wyeksponowany i od widzimisię lekarza zależy, ile skasuje, jeśli pacjent kilka razy nie dopyta przed i nie postawi się po wykonaniu usługi. No ludzie...

Wszystko przez dużą konkurencję na rynku stomatologicznym, która w Japonii zdaje się motywować raczej do naciągania pacjentów niż przyciągania wysokim poziomem usług.

Na szczęście nie zawsze.

Ostatecznie znalazłam prywatną klinikę stomatologiczną, do której przepisał się także mój Mąż, godzinę drogi od naszego miasta. Z roku na rok przekonujemy się, że widniejąca na jej stronie www informacja o tym, iż praktyka lekarska realizowana jest tam zgodnie ze standardami pozajapońskimi, nie jest pustym sloganem. A że jednocześnie ceny są przystępne, mam nadzieję, że nie nastąpi nic niespodziewanego, co skłoniłoby nas do dalszych poszukiwań. 

Klinika funkcjonuje od 10 lat. Składa się na nią kilka gabinetów i zaplecze biurowo-sanitarne zlokalizowane na 2 piętrach osobnego budynku zbudowanego w zacisznej części miasta. Właścicielem i naszym lekarzem prowadzącym jest współpracujący ze stomatologami amerykańskimi absolwent Uniwersytetu Tokijskiego, szefujący 4 innym dentystom i kilku czy kilkunastu pielęgniarkom-higienistkom (nie wiem dokładnie, ponieważ personel pracuje w trybie dwuzmianowym, a nasze wizyty wypadają o różnych porach).

Nasz doktor jest złożoną postacią. Z jednej strony sprawia wrażenie chodzącego w glorii chwały (zasłużonej, zważywszy na jego osiągnięcia zawodowe), jak rzecz naturalną przyjmującego stosunek na baczność ze strony swojego personelu, umówione spotkania ma w zwyczaju kończyć po prostu poprzez wydanie ostatnich poleceń pielęgniarce i opuszczenie gabinetu nieraz bez pożegnania. Z drugiej strony jako pacjentów traktuje nas z szacunkiem, poświęca należytą ilość uwagi, niczego nie narzuca, konsultuje z nami swoje propozycje co do przebiegu leczenia, jest bardzo wprawny i skuteczny w podejmowanych czynnościach medycznych. Czyli generalnie na wielki plus. Tym bardziej, że od samego początku jest uczciwy: nie kłamał i dokładnie obejrzawszy moje zęby, wskazał raptem jedno miejsce do obserwacji, a gdy mam wątpliwości co do aktualnego stanu uzębienia, nie wyolbrzymia, jeśli ingerencja nie jest konieczna.

Wizyty zwykle umawiamy podwójnie. Na początku w gabinecie towarzyszył mi T., teraz różnie, w zależności od tego, czy godziny naszych wizyt są zbieżne. Jeśli są, nie ma większego problemu, ponieważ lekarze (a także część pielęgniarek) znają język angielski.

Z ciekawostek:

Cały personel kliniki wyposażony jest w zestaw do interkomunikacji, na uszach widać minisłuchawkę.

Podczas pierwszej wizyty otrzymaliśmy małe segregatorki z tabelami spotkań, mapkami uzębienia oraz miniaturkami zwykłych i rentgenowskich zdjęć naszych zębów, wykonanych na miejscu. Takie same zdjęcia oraz zdjęcia portretowe do szybkiej identyfikacji pacjenta wyświetlane są na ekranie komputera przed rozpoczęciem spotkania.

Na czas wykonywania pracy stomatologicznej oczy pacjenta zakrywane są małym ręcznikiem.

Skaling przeprowadzany jest całościowo, bez przeciągania na kilka terminów. Wykonywany jest przez higienistki stomatologiczne, nie przez lekarza.

Również nie lekarz, a pielęgniarka przygotowuje do wizyty oraz po jej zakończeniu odprowadza do drzwi poczekalni.

Do gabinetów wchodzi się tylko w gumowym obuwiu, które pielęgniarki od razu dezynfekują w specjalnej maszynie. Podobnie do toalet, z tym, że znajdujące się przed ich wejściem gumowe klapki w rozmiarach męskim, damskim i dziecięcym nie są dezynfekowane po każdym ich użyciu.

Do poczekalni wchodzi się bez butów, które należy zdjąć w przedsionku i włożyć do otwartego regału. My z T. zawsze mamy ze sobą skarpetki, które od razu zakładamy (mniej z nimi zachodu niż z obuwiem na zmianę, które trzeba by zdejmować przed przejściem do gabinetów). Jednak duża część pacjentów wchodzi na bosaka, co uważam za bardzo niehigieniczne.

Punkt rejestracyjny to jednocześnie punkt wydawania zaordynowanych przez lekarza medykamentów oraz sklepik z podstawowymi artykułami do higieny jamy ustnej.

Do zadań pani rejestratorki należy także włączenie telewizora w kąciku dla dzieci, jeśli zaczynają za bardzo hałasować. Podczas naszego ostatniego pobytu w zaledwie pół godziny liczba dzieci zwiększyła się z 3 do 8, a że były w różnym wieku i dość temperamentne, włączyła im kreskówkę na DVD - momentalnie zrobiło się cicho jak makiem zasiał. No, umownie, ponieważ bohaterowie japońskiej bajki dawali nawet większego czadu niż dzieci wcześniej.

Telewizor to rozwiązanie ostateczne. Mimo że poczekalnia jest niewielka, kącik dla dzieci wyposażony jest w liczne książeczki, zabawki, układanki, a od niedawno także w mały bujak na biegunach.

Dorośli czas oczekiwania mogą spędzić na lekturze kolorowych magazynów (my sięgamy przede wszystkim po japońskie wydania National Geographic), oglądaniu programów o higienie jamy ustnej na ekranie innego, podwieszonego telewizora lub relaksacji za parawanem, gdzie znajduje się fotel masujący.

Oprócz materiałów reklamowych i dokumentujących kwalifikacje personelu, na ścianach wiszą opisy-wizytówki lekarzy z ich zdjęciami. Oraz pielęgniarek z ich podobiznami w postaci rysunków komputerowych - moim zdaniem za bardzo karykaturalnych, w rzeczywistości są naprawdę ładne.


Z internetowej strony kliniki.


Ciekawostki stomatologiczne z japońskich sklepów.


10 komentarzy:

  1. Ciekawie to opisałaś. Ja na szczęście nie miałem jeszce okazji korzystać z pomocy stomatologa w Arabii Saudyjskiej i przyznam, że wolałbym tego uniknąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale lęk o to, aby nie dopuścić do ewentualnych zaniedbań, motywował mnie do kolejnych konfrontacji. Rzeczywistość zaskoczyła mnie tym bardziej, że wcześniej niejednokrotnie spotkałam się z zamieszczanymi w specjalistycznych publikacjach pochwałami pod adresem Japończyków - nie czytałam ich jednak wystarczająco uważnie. Teraz wiem, że np. międzynarodowej sławy Shigeo Kataoka i Jungo Endo to implantolodzy, lecz zależy mi na podstawowej opiece stomatologicznej, a może obędzie się bez trzecich zębów ;)

      Usuń
  2. Pierwszy cwaniaczek zapewne długo na rynku się nie utrzyma. Ludzie przecież głupi nie są.
    A teraz komentarz do opisywanej kliniki. PODOBA MI SIĘ! BARDZO!!!!!!Baaaaaaaardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super jest, prawda? :))) Warto było zagryźć zęby i nie odpuszczać poszukiwań.
      Co do pierwszego dentysty - no nie wiem, Dorotko. Z tego, na ile się już orientuję, Japończycy w dużej części są aż niewiarygodnie ulegli senseiom, nie kwestionują ich decyzji i nie zmieniają lekarza, aby nie zostało to odebrane jak obraza jego majestatu.

      Usuń
  3. Gdzi kraj tam ludie... Każdy ma swój cel, dla jednego są to pieniądze, dla innego, pacjent. Widzę, ze trafiłaś tam gdzie jedno z drugim nie koliduje.
    Pozdrawiam
    JEszcze jedno- wygoda foteli dentystycznych, o tym nie wspomniałaś!
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wspomniałam, ponieważ fotele były równie wygodne, jak te, z których korzystałam w Polsce. Natomiast jeśli chodzi o różnicę, to w Japonii dość charakterystyczne jest to, że w jednym pomieszczeniu znajduje się ich kilka - dentysta chodzi pomiędzy nimi i wydaje kolejne polecenia asystentkom. Jednak w naszej aktualnej klinice w Tsukubie szanuje się prywatność pacjentów, ewentualny drugi fotel(ik) przeznaczony jest dla dziecka towarzyszącego rodzicowi - gdy zachodzi sytuacja, że maluszka nie można zostawić w domu, zabawia je ktoś z personelu, mając do dyspozycji m.in. maskotki i niewielkich rozmiarów sprzęt DVD. Starsze dzieci na rodziców czekają w opisanym kąciku zabaw.
      Pozdrawiam wzajemnie.

      Usuń
  4. A ja dopiero dzisiaj tu wchodzę, choć post już trzy tygodnie temu się ukazał :(

    Czyli warto było szukać dobrej kliniki!
    Ja nie miałam jeszcze (na szczęście) tej (nie)przyjemności skorzystania z saudyjskich usług dentystycznych, ale bliska koleżanka dość często z nich tu korzysta i mówi, że to tak, jak w Polsce. Jak trafisz na dobrego stomatologa, to ok. Ona trafiła na bardzo konkretną kobietę, która i leczyć potrafi, i doradzić. Nie jest nastawiona na „łupienie” klienta, jeśli można z czegoś zrezygnować, albo zastosować tańszą metodę, to tak doradza. Czyli prawdziwy lekarz.
    I z tego, co wiem, ceny tutejszych usług stomatologicznych są porównywalne z tymi w polskich gabinetach.
    Ale ja na skaling co pół roku umawiam się jednak w polskim, sprawdzonym, od lat tym samym, gabinecie ;)
    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co pół roku w kraju? Faajnie :) Wiesz, Iwonko, ja też brałam pod uwagę podobną opcję, tylko że odległość w linii prostej Polski od Arabii Saudyjskiej wynosi 3822 km, a od Japonii 8588 km (www.dystans.org), tak więc dobry gabinet stomatologiczny na miejscu to opcja dużo bardziej ekonomiczna. Na międzynarodowym forum ludzie piszą, że wielu z nich w ogóle rezygnuje z tutejszych usług i odczekuje do urlopów w ojczyźnie. Ja tęsknię za swoją ulubioną panią stomatolog, która jest nie tylko świetnym fachowcem, ale i wspaniałą osobą (stan zapalny moich wnętrzności stanowi ryzyko dla kondycji zębów, a Ona w sytuacji, która mnie zaskoczyła, potrafiła przyjechać do gabinetu w niedzielny poranek, jeszcze z lekko odgniecionymi od poduszki włosami, w dodatku nie inkasując dodatkowej należności, tylko podsumowując, że cieszy się ze spotkania i że mogła pomóc - anioł po prostu...). Jednak świadomość, że w razie czego będę mogła zaufać także dentystom ze znalezionej kliniki w aktualnym kraju zamieszkania, jest dla mnie dużą ulgą.

      Ceny w KSA są porównywalne do tych w Polsce?? A to ciekawe. Wyobrażałam sobie, że tam u Was musi być okropnie drogo, ewentualnie koszty paliwa są porównywalne z kosztami chipsów ;)

      Usuń
  5. Nie, no... tutaj chipsy są znacznie droższe, niż paliwo :D

    OdpowiedzUsuń