2013/07/31

I po lipcu. Odbębniony :)


Najbardziej wyczekiwanym przeze mnie wydarzeniem mijającego miesiąca był występ bębniarzy z zespołu Wadaiko Yamato. Jakiś czas temu T., umęczony puszczanym Mu 「Kugutsuuta kagirohi ha yomi ni mata muto」(link) , wyszukał na YouTube inne archiwalne nagranie: 




- i zaproponował, że może by tak zmienić nutę ;)

Nie od razu mogliśmy się wybrać, aby posłuchać ich na żywo, ponieważ swoje występy w Japonii wznowili dopiero ostatniego dnia czerwca. Od kiedy pierwsi członkowie zespołu zorganizowali się 20 lat temu w prefekturze Nara, jeżdżą z występami po całym świecie (także do Polski, gdzie byli już co najmniej 2 razy - w 2010 i 2012 r.) i wracają aż po 6-10 miesiącach. Do tej pory dali już ponad 2 500 koncertów. Zasłynęli spektakularnymi widowiskami, podczas których grają na tradycyjnych bębnach taiko, a także na cytrach koto, cymbałkach chappa dających dźwięki jak talerze, fletach shino-bue, trójstrunowych gitarach samisen, dzwonkach kane - tworząc kompozycje inspirowane tradycyjną muzyką japońską, jednak o współczesnym brzmieniu.  




W końcu się doczekaliśmy :) Wybraliśmy dzień, w którym przyjechali do prefektury znajdującej się najbliżej naszej. Miłym gestem były darmowe bilety, po które kolejka ustawiła się już 3 godziny wcześniej. W tym my, ponieważ nie wiedzieliśmy, ile w sumie osób przybędzie na spotkanie z Yamato i czy aby nie zabraknie nawet płatnych biletów.

Wśród oczekujących byli Japończycy w każdym wieku. Bardzo dużo rodzin z dziećmi, też w każdym wieku. W wielu przypadkach w kolejce dzielnie stał ojciec, do którego reszta rodziny dołączała na krótko przed rozpoczęciem wręczania miejscówek - rozwiązanie bardzo praktyczne nie tylko z uwagi na czas, ale i pogodę. My w międzyczasie, korzystając z innego, otwartego wejścia, zajrzeliśmy na prezentowaną w tym samym budynku wystawę prac malarskich, lecz nie tyle z zainteresowania, co dla ochłody. Ja dodatkowo obejrzałam sobie najbliższą okolicę.




Yamato posługują się kilkudziesięcioma bębnami, z których największe mają średnicę sięgającą 5 metrów. Co oni z nimi wyprawiali, to normalnie szok :) Tańczyli, biegali, wskakiwali, zeskakiwali... dość przytoczyć komentarz na ich temat z "The Scotsman", gdzie napisano, że w sposób niezwykły łączą energię szalonych rockmanów z duchowością Dalekiego Wschodu. Wrażenie robiła idealna synchronizacja choreografii i dźwięku - oraz mięśnie rąk, także u żeńskiej części zespołu, ładnie zarysowane w sposób nie odbierający im kobiecości.

Miejsca trafiły się nam bardzo dobre, blisko sceny, lecz nie aż tak, by trzeba było zadzierać głowę. Z takiej odległości niesamowite wrażenie robił odbiór płynących od bębnów fal dźwiękowych. I mogliśmy ze szczegółami obserwować zmieniającą się jak w kalejdoskopie mimikę twarzy poszczególnych bębniarzy, w ostatniej części programu przezabawną. Okazało się bowiem, że mają oni również talent komediowy, rozśmieszali nas niemal do łez.

Spodobał mi się ich pomysł na nawiązanie kontaktu z widownią, nic wyszukanego, po prostu wspólne i na zmianę powtarzanie taktów - przeprowadzili to jednak w taki zabawny sposób, że sala pękała ze śmiechu. Występ zakończono, schodząc ze sceny do nas wszystkich, a w holu, gdzie w międzyczasie rozstawiono stoiska z pamiątkami, można było pożegnać się osobiście. 


Nazwa Yamato wcześniej kojarzyła mi się tylko z japońskim pancernikiem, jednym z dwóch największych pancerników, jakie kiedykolwiek powstały, i jednym z dwóch największych okrętów II wojny światowej. Oddany do służby w 1941, poszedł na dno niecałe 3,5 roku później, w wyniku zmasowanego ataku lotnictwa US Army, trafiony 8 bombami i 11 (lub 13 - dwa trafienia przypuszczalne) torpedami.


Model Yamato w skali 1:10.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Yamato_(1941)#mediaviewer/Plik:YAMATO_Moder.JPG


Historia ostatnich miesięcy tego największego japońskiego pancernika, który poszedł na dno, pochłaniając życia 2 475 ludzi z liczącej ok. 3 000 osób załogi, przedstawiona została w filmie Otoko-tachi no Yamato」, pod skróconym tytułem dostępnym na DVD także w Polsce. Można w nim zobaczyć zrekonstruowany w najdrobniejszych szczegółach pancernik oraz finałową walkę z przeważającymi siłami wroga, jednak fabuła skupia się przede wszystkim na losach kilku bohaterów, pokazując, jak z ich perspektywy wyglądały w Japonii ostatnie miesiące II wojny światowej, w tym wzbranianie się dowództwa przed przyznaniem się do porażki i ukierunkowana na samobójcze misje kamikaze indoktrynacja młodych Japończyków. Zainteresowanie budzi już sam początek filmu: w 60-tą rocznicę zatopienia pancernika na miejsce masowej mogiły płynie córka ocalałego członka załogi, pragnąca zrozumieć motywy, jakimi kierował się jej zmarły przed rokiem ojciec, który po wojnie adoptował dzieci zmarłych marynarzy, w czym pomaga jej rybak i weteran wojenny, dzięki któremu może ona odbyć swoistą wyprawę w przeszłość.

Trailer:

     

10 komentarzy:

  1. Anonymous31/7/13

    Byłam na trzech koncertach Yamato i nie mogę odżałować, że w tym roku w Polsce nie byli. Tym bardziej, że byli w Czechach - tak blisko! Są fantastyczni :) a uczucia przechodzenia przez ciało fali dżwiękowej nie da się porównać z niczym innym.
    Pozdrawiam z Górnego Śląska
    GosiaK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, w grudniu, styczniu i lutym będą w Niemczech, może tam się wybierzesz? Wystąpią ponad 20 razy, zobacz: http://www.yamatodrummers.com/tour.html :)

      Nie wiem dokładnie, w jakich warunkach występowali w Polsce - przybliżysz mi troszkę? - my, zanim znów wybędą, chcielibyśmy posłuchać ich jeszcze na otwartej przestrzeni.

      Pozdrawiam wzajemnie.

      Usuń
    2. Anonymous31/7/13

      Pomyślę o tym, choć w sumie łatwiej było jechać do Czech jak była okazja :) Nocleg jest problemem. W ogóle smuci mnie to, że w Polsce są zazwyczaj tylko 3 koncerty, a w o wiele mniejszych Czechach potrafi być 8-10. Nie mówiąc o Holandii i Niemczech.

      Miałam okazję oglądać i słuchać Yamato tylko i wyłącznie w pomieszczeniach zamkniętych, ale za to różnych. Pierwszy raz to była hala MOSIR w Zabrzu, potem Sala Kongresowa w Warszawie i Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu. Powiem szczerze, że mniejsze hale są świetne na takie widowiska - aż drżą od energii bębnów razem z widownią. Dlatego w Zabrzu byłam oczarowana, ale Kongresowa mnie rozczarowała - jest wielka i siedząc w środku już nie "czułam" bębnów, dźwięk gubił się w przestrzeni a i widok był gorszy. No i znudzony dzieciak za mną ze stałą odzywką "tato, kiedy będzie koniec?" :)

      Czekam na relację z koncertu Yamato na powietrzu :)

      GosiaK

      Usuń
    3. No nie, nudził się?? Trudno mi to sobie wyobrazić, przecież występy Yamato są porywające. Tutaj dzieci żywo reagowały na to, co działo się na scenie, aż mnie to wzruszało.

      Gosiu, dziękuję Ci za odpowiedź, zapamiętam Twoje uwagi. Ciekawiło mnie, czy może miałaś okazję słuchać ich pod chmurką, jak to planujemy z T. Czy nam się uda zrealizować zamiar, nie wiem, więc na wszelki wypadek sprawozdania nie obiecuję, dobrze? :)

      My, będąc przejazdem gdzieś w Polsce, zatrzymujemy się w hotelach sieci Ibis, ceny są znośne ponoć w każdym kraju, także w Niemczech. Ale Gosiu! - tych naszych bębniarzy tak nosi po świecie, że jest duże prawdopodobieństwo, iż miejsce ich występu kiedyś będzie Ci pasowało bez zastrzeżeń. Czego Ci serdecznie życzę :)

      Usuń
  2. Czytając Twoją relację z koncertu - uruchomiłam wyobraźnię do tego stopnia, iż słyszałam ten rytm ... ach..
    Dzisiaj idę na koncert nieco inny, ale to tak na marginesie.
    A wracając do zabawek jako dekoracji w sklepach spożywczych,łatwiej przecież zdezynfekować gumowe. Nie pomyśleli o tym? Może trzeba pomysł podsunąć ?
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie śmiałabym ;) Japończycy sami z siebie nie są wyrywni do wprowadzania jakichkolwiek zmian, jeśli nie zadecyduje o tym ktoś ważniejszy od nich, a co dopiero, jakby się gaijin zapomniał i chciał wtrącać. Na ile już się orientuję, zapewne gięliby się w podziękowaniach - i na tym by się skończyło. Raczej.

      Czyżby przedterminowy koncert urodzinowy? :) Przyjemnego odbioru, DD!

      Usuń
  3. Witaj :)
    Ciekawych wiadomości nigdy dosyć, dziękuję :)
    Występ bębniarzy oglądałam w telewizji, piękne widowisko, a jeszcze na żywo, to musi być niesamowite przeżycie :)
    Pozdrawiam mile :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, już po urlopie? :)
      Widziałam relacje e-gazetowe, ale że i telewizja polska pokazywała „moich” bębniarzy, to niespodzianka. Ktokolwiek o tym zadecydował, brawo, program stacji zyskał na wartości.
      Pozdrawiam równie miło, Morgano, dziękuję za wizytę :)

      Usuń
  4. Anonimowy13/4/15

    Czy ja wiem. Na filmiku 34sec. jeden z nich wcale nie wyglada na wesolego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To założyciel i szef grupy, może więc celowo chciał wypaść poważnie. Podczas występów zachowywał się jednak jak pozostali.

      Usuń