2013/07/17

Lekcja z Okinawy: moai i ikigai


Podróż na Okinawę była pomysłem T., który mógł wziąć długi jak na warunki japońskie urlop. Z innych opcji, w tym z wypadu poza Japonię, zrezygnowaliśmy, plan był bowiem taki, że będziemy po prostu całe dnie spędzać na plaży, Mąż nadrabiając braki snu, a ja w lekturze polskich książek. Gdy jednak już pierwszego dnia okazało się, że telefony z pracy urywają się jak zwykle i ciągle ktoś T. zaprząta głowę, zarekwirowałam Jego komórkę, przekazując tylko wieczorami, aby mógł sprawdzić, kto się dobijał i czego znowu chciał. Za dnia natomiast organizowaliśmy sobie wycieczki, na które wybieraliśmy się po śniadaniu, tak że nie za bardzo miał czas głowić się nad sprawami, którymi Go zarzucano z firmy. Plażowaliśmy tylko popołudniami, wykończeni wcześniejszą aktywnością i skwarem - Okinawa jako jedyna wyspa japońska w całości leży w strefie podzwrotnikowej, temperatury są tam obłędne. Plażę mieliśmy na miejscu, z hotelowego basenu nie korzystaliśmy.

Choć pozostawiał co nieco do życzenia, standard hotelu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. W pokoju można by tańczyć, taki był przestronny, podobnie przedpokój i łazienka, tak więc można było całkowicie się rozpakować, bez konieczności upychania rzeczy w walizkach. Wrażenie przestronności potęgowały znajdujące się w każdym pomieszczeniu duże lustra, w łazience na całą ścianę. Balkon mieliśmy tak duży, że rozważaliśmy nawet spanie na nim (w pokoju zastaliśmy dodatkowe, rozkładane łóżko), jednak liczne klimatyzatory, w które wyposażony był budynek, zbyt podnosiły temperaturę powietrza na zewnątrz i już pierwszej nocy ewakuowaliśmy się z powrotem. Sprzątanie odbywało się codziennie pod naszą nieobecność. Codziennie też zostawiano nowe szczoteczki do zębów i golarki (to akurat uważam za przesadę, używaliśmy tylko własnych, przywiezionych z domu). Trochę miałam obawy odnośnie dostępności do wody, ponieważ na prawie pozbawionej rzek Okinawie mają miejsca ograniczenia w jej dostawie, jednak nie doświadczyliśmy tego, tak że swobodnie mogliśmy brać prysznic nawet po kilka razy dziennie (tradycyjny japoński stołeczek i wannę zbojkotowaliśmy oboje z powodów higienicznych, ja nie korzystam nigdy, nawet w domu).   

W hotelu znajdowały się m.in. liczne automaty z napojami oraz sklep z akcesoriami do plażowania i pływania, artykułami spożywczymi i pamiątkami. Co ciekawe - nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką usługą - można było zakupić i od razu w sklepie nadać do wysłania tradycyjne japońskie omiyage, co rozwiązywało problem ewentualnego nadbagażu w drodze powrotnej. Poza tym hotel wyposażony był w samoobsługową pralnię, windy - i głośniki, z których non stop płynęły okinawskie melodie.

Widok na ocean mieliśmy nie tylko z pokoju, ale i ze stołówki. Wybraliśmy opcję szwedzkiego stołu, co okazało się najlepszym rozwiązaniem, ponieważ wprawdzie wśród dań dominowały typowo azjatyckie, lecz dużo było także normalnych;) plus świeże owoce i ciasta. Najadaliśmy się ze smakiem tak bardzo, że wystarczało nam do kolacji - nie bardzo to było zgodne z wyznawaną przez Okinawańczyków konfucjańską zasadą hara hachi bu 」 (w wolnym tłumaczeniu: „odejdź od stołu, kiedy jeszcze jesteś głodny”), a i tak wróciłam lżejsza o ponad kilogram (który najprawdopodobniej wypociłam).


Dekoracje z okazji święta Tanabata (link) na naszym prefekturalnym lotnisku.

Widok z naszego balkonu.

Bardzo dużo ludzi plażowało i kąpało się, starannie chroniąc przed ostrym słońcem. 
Najciekawiej wyglądała leciwa pani „kowbojka”, która zakrywała bandanką połowę twarzy.  

Naszą plażę codziennie odwiedzała wycieczka chińskich nastolatków. 
Podobno w Chinach dzieci wychowywane są jak książęta, skutkiem czego ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia. U tych naszych dało się zauważyć, 
że obce im są formy grzecznościowe powszechne wśród dzieci japońskich (por. np.: link), jednak poza tym byli naprawdę grzeczni. 
Poza tym niezwykle aktywni i weseli - i nie aż tak hałaśliwi, jak ich rodzice i trenerzy (normalnie odjazd).

Tu natomiast najgłośniejszy dzieciaczek japoński - chłopczyk chyba widział ocean po raz pierwszy w swoim życiu, ponieważ był bardzo podekscytowany 
i nie przestawał śmiać się do rozpuku.

Im bliżej wody, tym więcej niespodzianek na piasku i pod nim, dlatego spacery po plaży odbywaliśmy częściowo w obuwiu. 


Statystyki podają, że w porównaniu z mieszkańcami Europy i USA Okinawańczycy 6 razy rzadziej zapadają na choroby serca i 5 razy rzadziej na nowotwory. Nie znam danych na temat nowotworów skóry, w każdym razie plażowicze na ich wyspie są ostrzegani przez megafony, gdy promienie słoneczne padają 
pod szczególnie niebezpiecznym kątem. Do niektórych turystów to jednak nie przemawiało, smażyli się w pełnym słońcu całymi godzinami. 
My zabezpieczaliśmy się filtrami SPF50+ i korzystaliśmy z parasoli, a i tak w szybkim tempie nabraliśmy opalenizny.  

Kolacja w drodze do hotelowej kuchni.
Widząc moje i T. zainteresowanie niezwykłym widokiem, panowie sami zaprosili nas do zrobienia zdjęć. Ryba była wyraźnie ciężka, ale zatrzymali się, ułożyli ją na piasku, a pan rybak nawet dyskretnie schował za nią trzymanego dotąd w ustach papierosa. Do pozowania zaprosili także nas i chociaż nie było naszą intencją robienie sobie takich pamiątek, nie wzbranialiśmy się za bardzo, zaskoczeni uprzejmością i zmotywowani dużym zmęczeniem rybaka.

I uczta już tylko dla oczu - w podwodnym obserwatorium kończącym przyhotelowe molo.


 Okinawa Churaumi Suizokukan:


Tak, jak postanowiliśmy po ubiegłorocznej wizycie w delfinarium, nie daliśmy się więcej namówić na oglądanie popisów niczym z cyrku. 
Poprzestaliśmy na przyglądaniu się interaktywnym lekcjom z udziałem dzieci oraz karmieniu delfinów przez ich opiekunów, mając je na wyciągnięcie ręki. 


Okinawa Churaumi Suizokukan jest 4-poziomowe, zajmuje obszar 19.000 m2, na którym urządzono 77 zbiorników wodnych. Szklany panel akrylowy jednego 
z nich jest największy na świecie (a w każdym razie był, gdy 11 lat temu obiekt oddawano do użytku). Do wszystkich zbiorników przez 24h na dobę 
pompowana jest świeża woda z oceanu.

Wodorosty nazywane winogronami morskimi, uprawiane na Okinawie i Filipinach.

Kolor wody wokół Okinawy zależy od pogody i barwy nieba. Najbardziej niesamowicie wygląda w wersji szmaragdowej.

Okinawa jest największą wyspą Wysp Okinawskich. Do mniejszych można się z niej przedostać dzięki mostom.
Po lewej stronie wyglądający jak osiedle domków okinawski cmentarz.

Cmentarze na Okinawie różnią się od innych japońskich (link). Mają mocną konstrukcję, ponieważ często występują tam tajfuny - tak często, 
że nadawane są im nie imiona, a numery.

Okinawa jest bujnie porośnięta roślinnością, w tym tak egzotyczną, jak guawa, papaja, kakao, trzcina cukrowa (link)
Bardzo charakterystyczny dla wyspy jest hibiskus. Kwiat ten podobno wykorzystywany jest przez Okinawańczyków do komunikacji niewerbalnej: 
w zależności od tego, po której stronie kobieta wpina go we włosy, oznacza, że jest ona mężatką, narzeczoną/dziewczyną lub panną szukającą chłopaka.



Ryukyu Mura:

Okinawa była dawniej niezależnym Królestwem Riukiu. 
W wieku XVII została podbita, a w XIX zaanektowana przez Japonię. 

Pokaz tradycyjnej obróbki trzciny cukrowej. 



W muzeum Ryuku Mura jest możliwość uczestniczenia w zajęciach rękodzielniczych (link) oraz w lekcji gry na wykonanym ze skóry węża trzystrunowym instrumencie muzycznym sanshin (albo shamisen - nie pamiętam, są za bardzo do siebie podobne: link). Gra na takim instrumencie oraz śpiew stanowią akompaniament do ludowego tańca eisā. Dzięki temu, że przyjechaliśmy do muzeum od razu po śniadaniu, mogliśmy zobaczyć taki taniec z bębnami 
jako zapowiedź głównego przedstawienia, prezentowanego o późniejszej godzinie.



Okinawa jest kolebką karate - ta sztuka walki samoobronnej bez użycia broni została wymyślona właśnie przez mieszkańców wyspy. Popularność na świecie zaczęło zdobywać dopiero niecałe 100 lat  temu, gdy cesarz Japonii podczas wizyty na Okinawie zachwycił się pokazem w wykonaniu dzieci ze szkoły karate 
i zaprosił do Tokio mistrza, który tę szkołę prowadził.



  Nakijin Gusuku:

Ruiny twierdzy Nakijin (link) wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 

Mieszkańców Okinawy można odróżnić od innych Japończyków po języku (link). Bardzo podobało nam się u nich to, że nawet młodzi ludzie zdawali się żyć według zasad moai i ikigai. Moai oznacza grupę przyjaciół na całe życie, którzy wspierają się pod każdym względem (także finansowym, co ma wartość tym większą, że Okinawa jest najuboższą prefekturą japońską). Ikigai natomiast to w wolnym tłumaczeniu powód, dla którego warto rano wstać z łóżka. - Dzięki nim Okinawańczycy podobno nie odczuwają samotności w takim stopniu, jak Japończycy z innych wysp, oraz najdłużej zachowują aktywność i zdrowie.

Wszechobecne na Okinawie siisaa symbolizują mitologiczne skrzyżowanie lwa i psa obronnego.  nimi dekorowane szczególnie bramy wjazdowe 
i dachy budynków. Otwarte usta mają odstraszać złe duchy, a zamknięte zatrzymywać dobre.

Okinawę zwiedzaliśmy, korzystając z wypożyczonego samochodu. Na wyspie wypożyczalni aut jest bardzo dużo, z lotniska w Naha można się do nich dostać busami, które kursują tam i z powrotem. Podczas gdy T. zajmował się formalnościami, ja obserwowałam bardzo sprawną pracę obsługi wypożyczalni, 
która samochody rozdzielała i odbierała dosłownie taśmowo.

Przydrożne punkty samoobsługowe. My musieliśmy tylko uzupełnić zapas benzyny przed zwrotem auta.

Jezdnia na pasach startowych dawnego lotniska wojskowego. (Z kolei w naszej prefekturze w miejscach dawnych torów kolejowych tworzone są 
strefy szybkiego ruchu dla autobusów, które dzięki temu nie tracą czasu w korkach na zwykłych drogach.)

Zasieki wokół amerykańskiej bazy wojskowej. Za drutami to już nie Japonia, ale USA.
Interesująco wyglądają widoczne zza ogrodzenia parkingi z typowo amerykańskimi żółtymi autobusami, jak gdyby nic opatrzonymi zwykłymi 
napisami SCHOOL BUS. Na ulicach Okinawy takich nie widzieliśmy, za to dużo zwykłych samochodów z literą Y lub A na tablicach rejestracyjnych, 
po których można poznać, że należą do służb amerykańskich.

Podczas II wojny światowej ludność cywilna Okinawy (link do mapy) bardzo ucierpiała w wyniku działań zbrojnych. Ich wyspa znalazła się w sytuacji o wiele trudniejszej niż większość pozostałego obszaru Japonii - wojska amerykańskie przystąpiły tam do wielkiej operacji desantowej, a niewiele walk toczono wówczas na lądzie. (Materiał archiwalny z desantu: link). Amerykanie okupowali Okinawę aż do roku 1972. W międzyczasie, po wybuchu wojny koreańskiej w roku 1950, postanowili uczynić z Japonii głównego sojusznika w Azji, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się komunizmu. W roku 1951 oba kraje podpisały traktat przewidujący pozostanie wojsk amerykańskich w Japonii na czas nieokreślony i przyjęcie odpowiedzialności USA za obronę terytorium Japonii, jeśli zaistnieje taka potrzeba. Pomimo istotnego znaczenia tego zapisu dla bezpieczeństwa kraju, część Japończyków od początku ma za złe politykom, że pozwalali i pozwalają przebywać na wyspie żołnierzom państwa, ze strony którego miejsce to tak bardzo ucierpiało. Poza tym część postrzega ten sojusz wojskowy jako wykorzystywanie Japonii, którą uczyniono najważniejszym elementem amerykańskiej strategii w regionie Azji i Pacyfiku, a przy okazji nakłoniono do wsparcia amerykańskich interwencji w Afganistanie i Iraku. Miało to miejsce w latach 2001-2006 i stało się, rzecz jasna, za zgodą rządu japońskiego, lecz nie za zgodą ogółu narodu.

W latach późniejszych rząd Japonii obrał nieco odmienny kierunek relacji z USA. Do władzy doszły ugrupowania opozycyjne, które zapowiedziały w kampanii przedwyborczej, że będą mniej zależne od Waszyngtonu w polityce zagranicznej. Jednym z haseł wyborczych japońskich demokratów było zrewidowanie istniejącego porozumienia o statusie wojsk USA w Japonii. Takie zapowiedzi znaczna część Japończyków przyjęła z dużą nadzieją, gdyż własne siły zbrojne Japonii ogranicza pacyfistyczna konstytucja, gdy tymczasem żołnierzy US Army stacjonuje tu obecnie łącznie około 47.000, w tym 23.000 na Okinawie.

Obecność żołnierzy amerykańskich stanowi źródło ciągłych napięć. Okinawańczycy coraz bardziej mają dość potężnego hałasu wywoływanego przez śmigłowce, który u wielu z nich powoduje bezsenność i różne dolegliwości psychiczne - z tego powodu zasądzane są odszkodowania, kilka lat temu władze Japonii wypłacić musiały równowartość prawie 60 milionów dolarów. Dość też mają ryzyka kolejnych wypadków oraz zanieczyszczania środowiska. Sytuacja jest napięta tym bardziej, że amerykańscy żołnierze dopuszczają się przestępstw, w tym gwałtów, co najstarszym mieszkańcom wyspy nieustannie przypomina czasy wojny, gdy propaganda japońska zapowiadała, że z rąk Amerykanów czeka Japończyków los gorszy od śmierci. W konsekwencji takich ostrzeżeń dochodziło wtedy do masowych samobójstw, aby takiego losu uniknąć. Współcześnie, od jakiegoś czasu Japończycy coraz głośniej protestują (przykładowe materiały filmowe: linklink). Powodów mają dużo. Kilkanaście lat temu 3 żołnierzy USA porwało i zgwałciło 12-letnią dziewczynkę. W ubiegłym roku, gdy 2 z innej bazy, na Okinawie przejazdem, zgwałciło i zraniło w szyję inną młodą dziewczynę, dowódca sił amerykańskich w Japonii wprowadził bezterminowo godzinę policyjną dla wszystkich żołnierzy USA stacjonujących w tym kraju.

W wyniku fali protestów amerykańscy żołnierze opuszczą Okinawę. Jednak nie od razu i nie wszyscy. Podpisane porozumienie między USA a Japonią stanowi, że do końca roku 2014 część żołnierzy zostanie przeniesiona na zależną od Stanów wyspę Guam leżącą na Oceanie Spokojnym. Obywateli Japonii nie zadowala taka decyzja. Po pierwsze dlatego, że wciąż na Okinawie pozostanie 5.000 amerykańskich żołnierzy piechoty morskiej, tyle że mają oni zostać poddani relokacji w mniej zaludniony rejon. Po drugie dlatego, że główny ciężar finansowy przenosin amerykańskich sił z Okinawy na Guam ma ponieść Japonia i będzie ją to kosztować co najmniej 6 mld $. W sytuacji, gdy po 11.03.2011. kraj potrzebuje pieniędzy jak nigdy wcześniej. 

Zasieki wokół innej amerykańskiej bazy wojskowej, z doczepianymi przez Japończyków wstążkami i transparentami, na których wypisane są 
hasła protestacyjne. Jednym z powodów jest to, że w wyniku przeniesienia w to miejsce bazy wojskowej zagrożone zostało ostatnie na Okinawie żerowisko ssaków z rzędu syren (por.: linklink).

Jedna z okinawskich pokojowych manifestacji przeciwko obecności amerykańskich baz wojskowych na wyspie.

Mnogość Amerykanów na Okinawie przekłada się na dużą liczbę amerykańskich (w cudzysłowie i bez) sklepów oraz restauracji, w tym All American Food
Jak w całej Japonii, widać też loga marek z innych krajów.

Na dachach wielu okinawskich budynków mieszkalnych znajdują się zbiorniki na deszczówkę, czasem zamaskowane, czasem nie. 
Domy z reguły mają elewacje w jasnych kolorach, ponieważ takie odbijają promienie słoneczne. Dużo jest białych, 
ich skupiska kojarzyły się nam z zabudową charakterystyczną dla Grecji (link).


My do domu wróciliśmy już własnym samochodem, który w czasie naszej nieobecności stał na parkingu lotniska prefekturalnego. Lotnisko jest małe, lecz miejsc parkingowych ma dużo i wszystkie darmowe. Gdy tylko włączyliśmy telefony, do T. jeden za drugim zaczęły napływać połączenia z firmy. Ponieważ jednak urlop Męża jeszcze się nie skończył, sytuację spacyfikowałam zasłyszanym na Okinawie nan kuru nai sah 」, czyli takim jakby „wyluzuj”po czym zamiast jechać do biura, pojechaliśmy do wypożyczalni DVD i wieczór spędziliśmy razem. Następnego dnia okazało się, że świat się nie zawalił, firma działa, omiyage zjedzone, nikt nie foszy. No i już :)

8 komentarzy:

  1. Cudownie,przez chwilę miałam wrażenie jakbym oglądała to wszysto na własne oczy...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wobec tego zapraszam także troszkę później - post zostanie uzupełniony o materiał filmowy :)

      Usuń
  2. Wow!
    Prawdziwą ucztę turystyczną mi urządziłaś.
    Dzięki serdeczne.
    Pewnie nigdy tam nie będę, dlatego jeszcze raz dziękuję za relację.

    Zauważyłam,że piasek na plaży jest podobny do naszego z plaż nad Bałtykiem.
    Poza tym tyle kolorów w strojach tubylców ... napawają taką radością życia.
    Jeszcze raz dziękuję za przepiękną wycieczkę.
    Czy w oda w oceanie jest ciepła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie to aż za bardzo :), taka trochę zupa. Natomiast piasek w sam raz, ponieważ wszystkie plaże, jakie do tej pory widziałam na naszej Honsiu, są kamieniste.

      Dorotko, myślę, że radość życia rdzennych mieszkańców Okinawy bierze się między innymi stąd, że w historii ich wyspy było sporo zawirowań, a jednak zdołali zachować własną tożsamość. Jak piszą Japończycy, Okinawa często jest postrzegana w innych częściach kraju jako zupełnie odrębna (powtarza się określenie: egzotyczna) - tak pod względem położenia geograficznego, jak i kultury, mentalności.

      Miło mi, że poświęciłaś swoją uwagę na moją relację stamtąd. Tym bardziej, że z Twoich wakacyjnych wspomnień wynika, iż preferujesz atrakcje innego rodzaju. Niedługo będę mieć trochę więcej czasu i z przyjemnością wpadnę do Ciebie, może dopisałaś coś nowego :) - a tymczasem serdecznie Cię pozdrawiam.

      Usuń
  3. Uwielbiam czytać, co napisałaś. Dla mnie to prawdziwa skarbnica wiedzy o innym, nieznanym mi świecie. Dziękuję,że jesteś, że piszesz. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję :) Wprawdzie piszę przede wszystkim dla samej siebie, co ma spełniać po części funkcję odgromnikową - tyle rzeczy mi się w Japonii nie podoba, że chciałabym zachować w pamięci wszystko to, co wzbudziło tu moje pozytywne reakcje - lecz przyjemność z prowadzenia bloga jest o wiele większa, gdy odwiedzają go tacy Czytelnicy, jak Ty: zainteresowani, bezinteresowni i sympatyczni :) Buziaki!

      Usuń
  4. Shinji16/7/14

    Pytanie ode mnie - widzieliscie tam moze amerykanskie roboty wojskowe do przenoszenia ladunkow? Chyba widzialem gdzies material o nich nakrecony na Okinawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie widzieliśmy. Ale w sieci co jakiś czas pojawiają się artykuły o udoskonalanych przez Boston Dynamics czworonożnych Alpha Dogs z serii robotów naśladujących ruchy człowieka oraz zwierząt. Akurat wczoraj czytaliśmy o przeprowadzonych testach z ich użyciem, tylko nie na Okinawie, lecz na Hawajach. Takie roboty docelowo mają przenosić po 180 kg ładunku, poruszając się z maksymalną prędkością ok. 12 km/h, napędzane są silnikiem spalinowym, dzięki czemu mogą służyć też jako chodzący generator prądu. Chodzą, biegają i wspinają się po stromych podejściach. Są bardzo stabilne, wytrzymałe, trudno je przewrócić, potrafią samodzielnie wstać i kontynuować swoją misję. Steruje się nimi za pomocą komend słownych, mogą reagować także na gesty.

      Usuń