2013/09/13

Ginza - szału nie ma


Pojechaliśmy z T. na bezpłatną wymianę Jego iPhone'a do Apple'a w Tokio. Obsługa na wysokim poziomie: u kursujących niemal non-stop wind czekają pracownicy, którzy po powitaniu i dokonaniu identyfikacji kierują klientów do poszczególnych stanowisk lub grzecznie proszą, aby przez chwilę zająć sobie czas przy jednym ze stołów zastawionych laptopami, iPadami i inną elektroniką użytkową (której jeszcze więcej znajduje się na parterze, gdzie prosto z ulicy każdy może wejść i przetestować wybrany sprzęt - wiele osób zachodzi tylko po to, aby się pobawić gadżetami lub np. przy okazji obejrzeć na innym piętrze multimedialne prezentacje instruktażowe).

Kilkukondygnacyjny budynek z logo nadgryzionego jabłka na elewacji znajduje się w osławionej dzielnicy Ginza, reklamowanej jako lokalizacja teatru kabuki, licznych galerii sztuki i jeszcze liczniejszych sklepów z produktami światowych marek, w tym z aż tak górnej półki, że za każdym klientem odźwierni w białych rękawiczkach natychmiast przekręcają klucz w zamku - chyba nie uwierzyłabym, gdybym tym razem nie widziała na własne oczy (gdy kupowaliśmy obrączki w eleganckim salonie firmy cieszącej się splendorem popartym tradycją datowaną od 1892 r., nikt za nami drzwi nie zakluczał). 

Na mnie Ginza nie robi wrażenia luksusowej. Owszem, można wykadrować pole obserwacji i wtedy wyraźnie widać ten osławiony przepych, jednak w rzeczywistości jest on wymieszany z elementami przestrzeni, które bynajmniej nie dodają uroku tej dzielnicy. Nie pokazują tego piękne zdjęcia w Internecie i mniej rzuca się to w oczy po zmroku, gdy uwagę przykuwa głównie gra świateł na budynkach - ale obok drogich aut przed eleganckimi salonami czy restauracjami stoją zwykłe samochody dostawcze i budowlane, wzdłuż ulic zaparkowane są skutery kurierskie i autobusy, atmosferę zatłoczenia potęgują chodniki zastawione nierzadko całymi ciągami rowerów przyczepionych łańcuchami do barierek, latarni i tablic informacyjnych, pogrążone w cieniu szczeliny pomiędzy wysokościowcami sprawiają wrażenie trochę jak z gangsterki, a z uwagi na ciągły ruch porządkowych i dostawców z wózkami trochę jak z targowiska. Główna ulica wygląda o niebo lepiej w niedziele, kiedy to nie mają na nią wstępu żadne pojazdy, jedynie piesi (link).

Niemniej Ginza to interesujące miejsce także na co dzień. Już samo obserwowanie tłumnie przemieszczających się Japończyków jest ciekawe (link), a na ulicach można wypatrzeć znacznie więcej:

 Mnich w pobliżu Apple Store. (Por.: link.)

 I drugi na tym samym chodniku.

 Przed nowoczesnym budynkiem z elektroniką zwykła budka z kuponami gier liczbowych. 
Obok grupka Japończyków na rozkładanych krzesełkach, od kilku dni czekających na rozpoczęcie sprzedaży nowego produktu Apple'a.

Obecny budynek Shiseido, nazywany mekką makijażu. Można tam m.in. skorzystać z symulatora makijażu w czasie rzeczywistym (po zeskanowaniu kodu kreskowego wybranego kosmetyku kolorowego w lustrze pokazuje się efekt, jaki dałby na naszej  twarzy), nauczyć się sztuki malowania lub oddać się w ręce profesjonalistów i na koniec zafundować sobie fotkę po metamorfozie.


Wizualizacja ze strony shiseidogroup: zaplanowany do otwarcia w przyszłym miesiącu jeden z wielu budynków, wokół którego toczą się prace 
i który choćby ze względu na zwartą zabudowę dookoła (zdjęcie poniżej) i po drugiej stronie wąskiej jezdni nie będzie się prezentował tak estetycznie.


Ziemia w obrębie Ginzy jest horrendalnie droga, toteż widać w tej dzielnicy sporo strzelistych, bardzo wąskich budynków.  

Przestrzeń między budynkami, które nie są do siebie „przyklejone”. 

 Przy jednej z bocznych uliczek.

UNIQLO, sklep popularnej sieciówki, prowadzącej sprzedaż również poza Japonią. Na tragedię narodową 11 III 2011 jej właściciel zareagował przekazaniem dla ofiar 17 mln $ z własnego majątku i z kasy firmy oraz 9 mln $ ze sprzedaży spodni. Ponadto namówił znanych na świecie projektantów, aktorów i muzyków na charytatywne zaprojektowanie limitowanej serii koszulek, ze sprzedaży których w 11 krajach uzyskano dodatkowy milion $ z hakiem. Sławy świata mody projektują dla niego gościnnie także na innych zasadach, np. mistrzyni minimalizmu (to lubię) Jil Sander przez jakiś czas była w UNIQLO dyrektorem artystycznym doradzającym innym projektantom oraz stworzyła własną kolekcję. 
Więcej zdjęć na tokyofashion.com.

Moda męska ;) i damska na manekinach wewnątrz sklepu. Lubię tę sieć przede wszystkim z uwagi na przystępne ceny oraz feerię barw kaszmirowych swetrów, skarpetek i jednej z linii bieliźnianych. Mamy kilka UNIQLO w swojej okolicy, lecz ten Ginzie ma ponad 10 kondygnacji. 
Problem w tym, że informacje na metkach coraz częściej wskazują na to, iż firma chętnie korzysta z taniej siły roboczej np. w Bangladeszu (por.: A final embrace ”It's as if they are saying to me, we are not a number -  not only cheap labor and cheap lives. We are human beings like you. Our life is precious like yours, and our dreams are precious too.”). Nie podoba mi się także to, że w kampaniach reklamowych zwykle występują ludzie rasy białej, 
a nie Japończycy, niepatriotycznie tak (por.: Undercover).

Jednym z bardziej znanych klubów poświęconych kulturze tradycyjnego ubioru japońskiego jest Kimono de Ginza. 
Stroje męskie są znacznie prostsze w wyglądzie i przekazie, damskie zależą od wieku kobiety, jej stanu cywilnego oraz rodzaju i stopnia ważności okazji. 
Tu kimona ślubne - W dniu ślubu w tradycyjnym obrządku panna młoda może przebierać się w różne kimona nawet kilka razy, białe z jedwabiu jest najważniejsze i najdroższe. Tradycyjne nakrycie głowy tsunokakushi symbolizuje chowanie nieprzystających mężatce rogów zazdrości i egoizmu - co w świetle tradycyjnego miejsca gejsz w życiu żonatego Japończyka ma szczególny wydźwięk (czyt.: link), pff...

Nie zauważyłam, aby Japończycy na stacjach metra byli aż tak ryzykownie zapatrzeni w swoje komórki.
W wagonach przeciwnie, i adekwatnie do treści ilustracji rzeczywiście wciąż popularne są tutaj telefony z klapką.

Kilka dni temu Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił, iż organizatorem i gospodarzem letnich igrzysk olimpijskich będzie Tokio link, tyle w temacie.


12 komentarzy:

  1. Witaj!
    Czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu ale dopiero teraz się ujawniam :)
    Pamiętam jak x lat temu w liceum omawialiśmy konspekty z jęz. polskiego i mi przypadł w udziale motyw kamienicy. Jedną z ciekawostek było to, że o zamożności właściciela świadczyła liczba okien! Im więcej tym był on bardziej wpływowy i oczywiście bogatszy.
    Przepraszam, że nie piszę na temat ale tak mi się skojarzyło jak przeczytałam o tych wąskich budynkach :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co przepraszać, na moim blogu posty i komentarze często rozwijają się „innowątkowo”, lubię to :) Dziękuję za przypomnienie ciekawostki na temat okien. W Japonii ciekawe jest to, że z uwagi na występujące tutaj bardzo silne promieniowanie słoneczne prawie każdy ze znanych mi domów jednorodzinnych na co najmniej jednej ścianie ma nie okna, tylko małe okienka. Ma to dodatkowe, ekonomiczne znaczenie na tych obszarach, gdzie znajdują się czynne wulkany, a takich jest tutaj aż około 80 i np. 2 lata temu wybuch uśpionego dotychczas Shinmoedake na Kiusiu wybił okna w promieniu 8 kilometrów.
      Pozdrawiam Cię równie ciepło.

      Usuń
  2. Droga N., arcyciekawa to relacja i fotorelacja :-). Ja jestem zafascynowana taką infrastrukturą, choć nie chciałabym w takiej mieszkać - wydaje się, że najlepiej wygląda jako panorama :-). Mieszkać w takim otoczeniu - nie, zobaczyć - tak! :-)
    Rozbrajająca jest informacja o czekających na nowy produkt - jak to różne rzeczy są dla ludzi ważne i jak to dobrze, że tak jest :-).
    Zaintrygowały mnie te owinięte chustkami głowy manekinów - nie widziałam czegoś takiego nigdy w życiu, choć zasłoniętą głowę i twarz widzę codziennie hihi
    Natomiast po raz kolejny stwierdzam, że nie podoba mi się estetyka japońskich automatów, opakowań itd. - taka jest dla mnie bardzo "plastikowa", sztuczna, a Ty jak je odbierasz?
    Najserdeczniej Cię ściskam i przepraszam za tak długą moją ciszę na Twoim wspaniałym blogu - czytałam, czytałam oczywiście, ale trudno było mi z siebie wykrzesać jakąś składną myśl, wiesz....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem :) - miewam tak samo, choć na swojej liście ulubionych blogów mam raptem kilka. Jest ok, Mamo Ammara, rzadkie komentarze też są fajne. Na Bloggerze niemile przeze mnie widziane są tylko takie zostawiane na zanętę, zwłaszcza bez konkretnej treści.

      Spotkałam się z opinią, iż czekanie w kolejkach jest narodowym sportem Japończyków. Może i tak, ja jakichś wyjątkowych ogonów nie widuję zbyt często. Co do Apple'a, to wprowadzanie nowego produktu budzi duże emocje także w innych krajach (nie rozumiem tego szaleństwa - kamery, wiwaty, no jakiś obłęd), skala jest jednak chyba trochę inna: gdy w zeszłym roku do sprzedaży trafił tu nowy iPad, ustawił się po niego także pewien Rosjanin, którego potem zacytował Reuters: powiedział dziennikarzowi, że kolejka przypomina mu czasy, gdy 30 lat temu czekał 8 godzin, by dostać się do mauzoleum Lenina.

      Te chustki skrywające twarze manekinów to pewnie ze wstydu, że nawet one mają niejapońskie rysy ;) Typowo japońska jest natomiast duża część automatów z napojami i opakowań - przesłodzona do bólu, infantylna. Jeśli mam taką możliwość, wybieram takie, których wygląd nie budzi we mnie odczucia, iż jako klientka traktowana jestem niepoważnie. Kwestię tej estetyki poruszałam na blogu już niejednokrotnie, w tym miejscu dodam, iż jej zwolennicy dają upust swojemu upodobaniu w tzw. purikura, czyli budkach z automatami do robienia zdjęć ozdobionych w cukierkowaty sposób. Dość powiedzieć, że już w drugim roku ich pojawienia się purikura przyniosły dochód w wysokości ponad 36 bilionów ¥.

      Spokojnego tygodnia, Mamo Ammara, buziaki.

      Usuń
    2. Kochana N., to nie tak, że nie wiedziałam co napisać, ale byłam w kiepskim stanie, przez dłuższy jak na siebie czas, za sprawą wiszących nad nami, a odwołanych przynajmniej na razie zwrotów akcji w regionie. Wyczerpało mnie to psychicznie bardzo, do tego stała burza obowiązków i niedomaganie ze zdrowiem, ale chwilowo jest mi znacznie lepiej :-).

      Ja najdłużej stałam w kolejce po mandarynki, kubańskie chyba. Okazały się zielonymi niewypałami, ale i tak wydawało się, że warto. Obłęd jakiś, ale z drugiej strony tak różne rzeczy są dla ludzi ważne, prawda?

      Ojejku! Że rasizm czy ksenofobia jakaś? Czy co?

      Tę estetykę widziałam już na Twoim blogu niejednokrotnie, fakt i zawsze wzbudza we mnie raczej negatywne odczucia. Ciekawe, że w danym kręgu kulturowym przyjmuje się akurat taka a nie inna stylistyka ...

      Dziękuję i odwzajemniam życzenia :-*

      Usuń
    3. Wczoraj nad Japonią przetoczył się najsilniejszy w tym sezonie tajfun, który nas ostatecznie obszedł bokiem, obawy były jednak spore; co dopiero, gdy po sąsiedzku toczą się działania zbrojne, jak w graniczącej z Jordanią Syrii - rozumiem, Mamo Ammara, i niezmiennie życzę Ci siły ducha w tym trudnym dla Was czasie.

      UNIQLO stała się marką globalną i na taką jest kreowana, może więc stąd mało w kampaniach i na plakatach w jej sklepach firmowych japońskich twarzy, no nie wiem. Sądząc po dyskusjach odbywających się w sieci, rasizm jest jej zarzucany raczej w związku z wykorzystywaniem innych nacji azjatyckich. Bardzo złe warunki pracy i wszystko, co się z tym wiąże, mają miejsce nie tylko w fabrykach UNIQLO zatrudniających ludzi w wymienionym w poście Bangladeszu, ale także w Indonezji, Wietnamie, Chinach, Tajlandii i na Filipinach.

      W temacie Japonii często poruszany jest problem konsumpcjonizmu. Moim zdaniem w kupowaniu tego, co się lubi, nie ma nic złego, jeśli wydaje się pieniądze uczciwie pozyskane i gdy możliwości finansowe nie przesłaniają wartości nadrzędnych. Niestety, problem wyzysku ludzi w ubogich rejonach świata bynajmniej nie maleje i coraz częściej trudno jest dostać coś, czego produkcja nie została okupiona ludzką krzywdą. Dotyczy to także Apple'a, o którym wiadomo, że co najmniej kilku jego podwykonawców zatrudnia dzieci, nie przestrzega podstawowych norm BHP i wypłaca głodowe pensje.

      Estetyka kawaii zaistniała w Japonii w latach 70-tych minionego (już) wieku, po tym, jak dziewczyny w wieku szkolnym, manifestując swój bunt wobec koszarowego sposobu nauki pisma w aż 3 systemach (hiragana, katakana, kanji), zaczęły stosować w nim różne ozdobniki, co z jednej strony oburzyło dużą część tutejszego społeczeństwa, lecz z drugiej zaczęło być wykorzystywane do celów komercyjnych. I poszło z górki. Mówi się, że słitaśność stała się w tym pełnym sztywnych zasad, obowiązków i powinności kraju symbolem wolności. To tak w największym skrócie.

      Zdrowia i optymizmu na przekór temu, na co nie mamy wpływu, Mamo Ammara. Gorąco Cię pozdrawiam.

      Usuń
    4. Tajfun mój Boże oby Was omijały zawsze! Dziękuję za Twoje wsparcie i zrozumienie!

      Zatem opacznie zrozumiałam ten "rasizm" :-). To dobrze, natomiast wykorzystywanie czy raczej, należałoby rzec, wyzyskiwanie "taniej siły roboczej" w tym, co przerażające, dzieci przez światowych gigantów - nie mieści mi się w głowie. Ile gigant musi zarobić na produkcie? Czy aż tak dużo, by nie mógł przyzwoicie przy okazji zapłacić wykonawcom? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć, węszę chciwość i pazerność, ehhh.

      Niezwykle ciekawy "wykład" - dziękuję! Ostatecznie taka "walka" o wolność jest na pewno mniej szkodliwa, niż inne metody...

      Wzajemnie, Kochana N., wzajemnie!

      Usuń
    5. Kiite gokuraku mite jigoku (Brzmi jak raj, ale piekło, gdy się przyjrzysz) - to japońskie przysłowie będzie tu trafnym podsumowaniem. Lecz aby nie kończyć w takim tonie, na plus UNIQLO dopiszę o mojej ulubionej inicjatywie tej firmy: otóż sekcje dla kobiet, mężczyzn i dzieci znajdują się w sklepach na tych samych piętrach, dzięki czemu zakupy może robić wspólnie cała rodzina, spędzając razem czas, którego na co dzień często brakuje z powodu długich godzin nieobecności w domu (gł. ojcowie w pracy, dzieci w szkole oraz na zajęciach dodatkowych - na naszym osiedlu znajduje się kilka szkół różnego szczebla, normą jest, że najmłodsi uczniowie wracają z nich ok. godziny 17, a starsi 19 i później).

      Do zobaczenia, Mamo Ammara, linkuję teraz do Ciebie :)

      Usuń
  3. Jestem pod wrażeniem powiedzmy prawie podobnych sklepów. Wiem, wiem,że to idiotyczne, ale na mnie robią wrażenie przeogromne. Nawet małpiego rozumu wówczas dostaję.
    A tajfuny niechaj omijają i omijają. Brrr Boje się takich kataklizmów.
    Serdeczności N!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro aż małpiego:), to może Ginza byłaby w sam raz: Męża do sklepu od naszych obrączek, kojarzonego w Japonii także z takimi eksponatami, jak złota replika stopy Messiego z FC Barcelona (odlew bardzo szczegółowy, uwzględniono nawet oryginalnie widoczne naczynia krwionośne i linie papilarne) - Ty zaś w tym czasie hulaj dusza.
      ;)
      A wiesz, mnie luksusowe zakupy nie pociągają, natomiast od oglądania odstrasza w Japonii czołobitność personelu, łącznie z odprowadzaniem do windy lub samych drzwi i trwaniem w niskim ukłonie do czasu aż klient zniknie z pola widzenia. Jak wspominałam na początku bloga, to dla mnie dużo za dużo.

      Dziękuję, Dorotko, nawzajem. W Polsce co prawda trąby powietrzne występują z częstotliwością 8-15/rok, na szczęście charakteryzują się dużo węższym pasem dokonywanych zniszczeń (200-250 m). Obyście i Wy zawsze pozostawali poza ich zasięgiem.

      Usuń
  4. Shinji16/7/14

    Tokyo 2020 to jak Brazylia 2014. I pewnie drugie Nagano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda - Japonia szykująca się do organizacji Letnich Igrzysk Olimpijskich ma dużo ważniejszych i pilniejszych problemów do rozwiązania (nie tylko okołofukushimowych), podobnie jak Brazylia, która pomimo fali protestów społecznych nie odstąpiła od decyzji o organizacji Mundialu, a w konsekwencji wydała ponad 100% więcej pieniędzy niż zapowiadała. Co się zadzieje tutaj, czas pokaże. Przekonamy się, czy aby powtórzona nie zostanie sytuacja z roku 1998, gdy ogłoszono, że przypadkowo spłonęła cała dokumentacja finansowa zorganizowanych tu Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

      Usuń