2013/09/04

W prefekturalnym muzeum natury





Mamy z T. zapas planów na spędzanie wolnego czasu poza domem, lecz burze, ulewne opady i porywiste wiatry - powracające w pojedynkę i razem - ostatnio wciąż mieszają nam szyki. Pojechaliśmy więc po raz drugi do muzeum natury, które poprzednio zwiedziliśmy tylko fragmentarycznie. Na każdym kroku widać tam, że nastawione jest ono przede wszystkim na spełnianie funkcji edukacyjnych. Mnie najbardziej podoba się to, że jest w dużej części interaktywne, a wyposażenie jest łatwe w obsłudze nawet dla małych dzieci, które np. za pomocą przycisków samodzielnie włączają nagrania naturalnych odgłosów przyrody i pomagając sobie załączonymi obrazkami, wyszukują ich źródła w przestrzeni odtworzonego fragmentu lasu czy stawu. 

Jak za pierwszym razem, w muzeum było dużo odwiedzających, co utrudniało fotografowanie. 
Dlatego uzupełnieniem tej fotorelacji będą zdjęcia z sieci:











Na terenie muzeum organizowane są warsztaty i wystawy prac wykonanych z elementów przyrody.
Sowy są w Japonii symbolami szczęścia. Figurki na 2 zdjęciu nawiązują do japońskiej powiastki ludowej (por.: Kasajizou).





12 komentarzy:

  1. Ciekawie, ciekawie. Bardzo lubię takie miejsca. A uwidocznione na zdjęciach dzieci okazują duże zainteresowanie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zainteresowane były zarówno maluchy, ktore dopiero odkrywają świat, jak i dzieci nastoletnie, choć przecież zwykle wiedzą już o nim sporo. Moją uwagę najbardziej przyciągnęli młodzi, oryginalnie ubrani i ufryzowani rodzice z chłopcem, który wyglądał na niezłego rozrabiakę - on z silą wodospadu korzystał z rożnorodnych urządzeń, oni cierpliwie towarzyszyli mu i współdziałali, świetny widok.
      Pozdrawiam również, Joasiu.

      Usuń
  2. Witaj :)
    Z chęcią odwiedziłabym takie miejsce ;) lubię poznawać niezanane :)
    Pozdrawiam z uśmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Morgano, pozdrawiam wzajemnie :)
      Wiesz, poznawać nieznane można tam na wiele sposobów. Oprócz skategoryzowanych pomieszczeń z eksponatami do oglądania, wydzielona jest między innymi sala do samodzielnych badań z wykorzystaniem mikroskopów. Ponadto biblioteka z bogatym zbiorem książek i czasopism przyrodniczych dla czytelników w każdym wieku oraz archiwum raportów z różnych instytucji badawczych, w tym uniwersytetów. A także kabiny wideo, na tyle duże, że można w nich zaszyć się indywidualnie lub wraz z osobami towarzyszącymi (my mieliśmy po sąsiedzku 2 braci w wieku około 12 lat, po uszy zasłuchanych i zapatrzonych w ekran - siedzieli w swoim kąciku znacznie dłużej od nas, tacy zainteresowani :). Dwukondygnacyjny budynek otoczony jest terenem zielonym o dużej i zróżnicowanej powierzchni. Na dachu znajdują się teleskopy, przez które można podpatrywać ptaki wodne, dobry widok jest stamtąd także na największą w prefekurze górę Tsukuba oraz górę Fuji, na punkcie której wielu mieszkańców tego kraju ma lekkiego Viola japonica (fiołka japońskiego ;).

      Usuń
  3. Oj, lubię takie miejsca! Uwielbiam poznawać, uczyć się odkrywać.... Pewnie utknęłabym tam na calutki dzień. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, można się tam zasiedzieć znacznie dłużej niż jeden dzień :)
      Na ponad 15 hektarach, jakimi dysponuje muzeum, znajduje się rozległa łąka, park, kawałek lasu, skałki, woda - przyroda tam aż tętni życiem. Kto woli, spędza czas na własną rękę, lecz istnieje także możliwość korzystania ze ścieżek dydaktycznych pod kierunkiem przewodników. Muzeum chętnie przyjmuje wolontariuszy, zgłasza się dużo osób nawet w bardzo zaawansowanym wieku, do wyboru mają wiele aktywności, np. pomoc przy opiece nad konkretnym działem eksponatów czy sprawowanie funkcji tłumacza w komunikacji z turystami niepełnosprawnymi słuchowo (nie udało mi się, niestety, podejrzeć, jakiego języka uczą się w tym celu - znanego mi miganego czy migowego, a ciekawa byłam także ewentualnych różnic w pokazywaniu po japońsku, ponieważ nie istnieje jeden ogólnoświatowy język wizualno-przestrzenny).
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  4. Powiem szczerze,że mam mieszane odczucia co do takich miejsc.Z jednej strony funkcja edukacyjna jest ok.W końcu nie każdy ma możliwość poznania tego wszystkiego w jak najbardziej naturalnych warunkach.No i nie zawsze da się w ten sposób poznawać naturalny świat.Z drugiej strony przerażają mnie te wypchane zwierzaki,owady na szpilkach itp.Często zastanawiam się czy nie było innego sposobu,by je pokazać zainteresowanym osobom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, Marzenko. Pomyślałam dokładnie to samo. Spodziewałam się tablic poglądowych, rekonstrukcji przedstawicieli świata zwierzęcego - ale nie spreparowanych zwłok. Trochę mi to przypominało informacje o zorganizowanej swego czasu w Niemczech wystawie znalezionych na całym świecie zmumifikowanych ciał ludzkich czy ekspozycję przewiezionych do Krakowa plastynatów autorstwa Gunthera von Hagensa. Przed dołączeniem zdjęć wypchanych ssaków sprawdziłam, że eksponaty do muzeów często pochodzą z kontrolowanych odstrzałów lub odzysku powłok zwierzat, które padły same z siebie, ale etapem wstępnym preparowania owadów jest potraktowanie ich trucizną, a to już bardzo kłóci mi się z ideą miłości i poszanowania przyrody.

      Usuń
    2. Właśnie,właśnie.A na dodatek nie mamy pewnie możliwości sprawdzenia czy zwierz padł sam z siebie itp.Ale cóż.Wiele na świecie jest rzeczy i zdarzeń,które kłócą się z naszymi poglądami.Długo tu można by dyskutować.

      Usuń
    3. Długo i wielowątkowo. Podsumowując: niektóre pomysły zrealizowane na terenie przybliżonego muzeum mogą budzić dezaprobatę, generalnie jednak jest to miejsce zagospodarowane z głową. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Bardzo fajne to muzeum:) Dużo ciekawostek można tam wypatrzeć:) Może nie ze wszystkimi metodami pozyskiwania eksponatów się zgadzamy ale trzeba przyznać, że muzeum świetnie spełnia funkcje edukacyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgadzamy się ja i Ty, Iwonko? Może nie przedstawiłam swojego stanowiska wystarczająco wyraźnie: Mam nadzieję, że przynajmniej nie wszystkie okazy fauny zostały zabite specjalnie, a życzyłabym sobie, aby w takich muzeach w ogóle nie eksponowano zwłok, co najwyżej sztuczne modele zwierząt.

      Usuń