2014/05/25

Ayama Takakura


Tytuł inspirowany jednym z bardziej odlotowych upodobań niektórych Japończyków - trzymaniem w domu pojedynczych sztuk drobiu. Popularne zdają się być zwłaszcza karłowate ohiki (link). Właściciele zabierają je nawet na przejażdżki rowerem albo motocyklem.


Co do nazwisk. W Polsce już stosunkowo rzadko widzi się imienne spisy lokatorów danego budynku, wizytówki na drzwiach, tymczasem w Japonii zarówno w naszym mieście, jak i podczas wyjazdów często spotykam się z eksponowaniem nazwisk na bramach wjazdowych, frontowych ścianach domów, skrzynkach pocztowych (te ostatnie bywają też po prostu opatrzone naklejką lub napisem odręcznym). Jest sporo miejsc, w których można zamówić spersonalizowaną tabliczkę lub kupić gotową:




Na takiej tabliczce niekoniecznie widnieje nazwisko rodowe pana domu. Co prawda, zwykle to żona przyjmuje nazwisko męża, ale jeśli jest ona jedynym dzieckiem albo nie ma braci, a mężowie sióstr okazali się tradycjonalistami, dopuszczalne jest, aby nowo założona rodzina nosiła jej nazwisko. Można dyskutować, czy Japonia to wciąż kraj, w którym oficjalnie pozycja mężczyzny jest ważniejsza (ja twierdzę, że tak) i czy w związku z tym takie sytuacje panom Japończykom niejako uwłaczają. W każdym razie mają miejsce stosunkowo bardzo rzadko i wtedy, gdy jest to uznawane za szczególnie ważne, np. z uwagi na prowadzony przez rodziców żony i dziedziczony przez nią biznes (por.: zaibatsu).


Natomiast w sklepach spożywczych od jakiegoś czasu widzimy japońskie imiona. Z podobną kampanią w zeszłym roku ruszono w Polsce, a różnica taka, że tutaj nie ma na razie opakowań coca-coli z innymi miło kojarzącymi się wyrazami, jak chociażby „mama” (przy okazji: japoński Dzień Matki obchodzony jest w drugą niedzielę maja). Colę z imionami spoza oferty sklepów stacjonarnych można jednak zamówić na własną rękę w Internecie, np. na rakutenie.




Symbol tegorocznych, brazylijskich Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej na butelkach to dobry pomysł na przyciągnięcie uwagi Japończyków, ponieważ tutejsze drużyny piłkarskie radzą sobie całkiem nieźle. Japonki zdobyły mistrzostwo świata i wicemistrzostwo olimpijskie, natomiast Japończycy zakwalifikowali się do udziału w tegorocznym Mundialu. W związku z tym wydarzeniem można tu teraz zobaczyć liczniejsze niż wcześniej wizerunki japońskich piłkarzy, zwłaszcza Keisuke Honda nie narzeka na brak propozycji ze strony reklamodawców:





Honda san w swojej karierze był m.in. kapitanem klubu holenderskiego, przez 3 lata grał w CSKA Moskwa, a od stycznia tego roku w AC Milan. Za granicą pracują też inni, np. Shinji Kagawa w Manchester United, Atsuto Uchida i Shinji Okazaki w Bundeslidze. A taki np. Daisuke Matsui w ubiegłym roku zasilił szeregi polskiej Ekstraklasy, lecz już po pół roku sam zdecydował o powrocie do ojczyzny, choć na mocy kontraktu mógł u nas grać co najmniej do czerwca 2014. Oficjalny powód to oczekiwanie na narodziny dziecka. Piłkarz i jego żona początkowo planowali, że przyjdzie ono na świat właśnie w Polsce, ale ostatecznie zmienili decyzję. 2:0 dla Japonii. Obecnie stara się spełnić pokładane w nim nadzieje i pomóc zespołowi, który go wykupił, w powrocie do J-League. 


Piłka nożna jest moją ulubioną dyscypliną sportową, jednak nie śledzę jakoś szczególnie wydarzeń z udziałem tutejszych graczy zawodowych. Większą przyjemność daje mi oglądanie rozgrywek amatorskich (link), nawet jeśli ze względu na prezentowane umiejętności piłkarzy można czasem hurtem obdarzyć spolszczoną nazwą Kiwa Jakotako.

12 komentarzy:

  1. Super ze wróciłaś! Lubie cie czytać.A mogłabyś coś napisać o kosmetykach,które stosujesz?Jestem ciekawa Twojej opinii i czego używasz. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym i nie mogłabym :) Już wyjaśniam. Zapewne chodzi Ci przede wszystkim o kosmetyki do twarzy, a ja kupuję tylko nieliczne i rzadko kiedy made in Japan. Mogę odtworzyć post o zakupach w Japonii, lecz o kosmetykach będzie tam niewiele. Daj znać, jeśli mimo wszystko chciałabyć rzucić okiem.

      Dziękuję za miły komentarz. Przy okazji: Twoje imię (nick) już niejednokrotnie słyszałam w Japonii, jest tu chyba dość popularne, podobnie jak Mariko.

      Usuń
  2. Zobacz! U nas listy lokatorów zniknęły, bo o rzekomą ochronę danych osobowych chodzi - w tym przypadku idiotyzm. Przestrzegają powierzchowności, a osobiste dane osobowe łacznie z innymi dokumentami można zanleźć na śmietnikach. Ech!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, bywa i tak. Jednak w Polsce numery zamiast nazwisk na domofonach i klatkach schodowych pasowały mi bardziej niż imienne spisy lokatorów, ponieważ wcześniej zbyt często doświadczałam braku poszanowania mojej prywatności, gdy komuś przyszło do głowy trafić do mnie po nazwisku, mimo że nie życzyłam sobie odwiedzin (choć i tutaj trafiła mi się pewna Kuka Zamura, lecz nie o japońskich korzeniach).

      Usuń
    2. Shinji16/7/14

      Kuka Zamura aka Ayato Shuyataka.

      Usuń
    3. No w punkt.

      Usuń
  3. Witaj ;)
    Co kraj, to obyczaj ;) miło się czyta takie posty ;)
    Japończycy, to chyba bardzo otwarci ludzie i serdeczni?:)
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwartość i serdeczność są w tym kraju często pozorne, wypracowane i jako takie mają służyć dobrym relacjom, spokojowi. Japończycy generalnie unikają zachowań, które mogłyby spowodować jakikolwiek dyskomfort u innych, a jeżeli nie są całkiem fair, to też maskują to w sposób budzący miłe odczucia. Takie są moje obserwacje. Na sobie doświadczyłam tylko raz i raczej w stylu globalnym: znajoma mojego Męża przez ponad rok zachowywała się jak moja dobra koleżanka, co nie przeszkadzało jej zaprosić Go na wspólny wyjazd - beze mnie. Przyznam, że byłam w szoku, choć wiedziałam, że takie rzeczy zdarzają się wszędzie, nie tylko w Japonii. Z miejsca jednak została przez nas wykasowana dosłownie i w przenośni, posprzątałam po niej gruntownie i temat zamknęliśmy. Podkopała jednak moje zaufanie do ludzi tutaj na tyle, że od tamtego czasu jestem dużo bardziej zdystansowana wobec okazywanych mi objawów sympatii, co nie zmienia faktu, że ogólnie uważam japońską grzeczność i uprzejmość jako bardzo ułatwiające życie w tym kraju.

      Ponadto zaskakuje mnie bezinteresowna życzliwość ludzi, z którymi się lubię. Choć nie utrzymuję tutaj zażyłych więzi (prawdziwie przyjacielskie zostały w Polsce i są nie do zastąpienia) i mam niesystematyczny kontakt, spotykam się ze wzruszającymi wręcz postawami. Na przykład, gdy po raz pierwszy poczułam, że jeśli stąd nie wyjadę, to rozniosę wszystkich dookoła, zabłądziłam w drodze na lotnisko, więc poprosiłam koleżankę Nori o podesłanie mi na maila dokładniejszej mapy. Choć nie wyjaśniłam, po co mi, wyczuła sprawę i pomimo zapadającej już nocy przejechała masę kilometrów, zlokalizowała mnie, po czym odtransportowała wraz ze swoim mężem do ich domu, a do celu dopiero rano, „bo bezpieczniej”. Tam jednak czekał już na mnie T., za co potem bardzo mnie przepraszali :) Inny przykład, to nasi fryzjerzy. W pierwszych dniach mojego pobytu tutaj przywieźli mi cały stos wielokrotnego użytku zeszytów ćwiczeń i książek do nauki japońskiego, z których wcześniej korzystał ich syn (przedszkolak ;). A kiedy dopiero czekałam na dostawę upatrzonego roweru i podczas wizyty w ich salonie padło między słowami, że T. nie może się doczekać pedałowania wspólnie ze mną, Yū - jeszcze susząca mi włosy - rozmówiła się ze swoim mężem, który za chwilę już znosił z ich mieszkania nad salonem jej rower, postanowiła mi go bowiem wypożyczyć. Wzrusza mnie również nasza sąsiadka, malutka starowinka Omine-san, która co jakiś czas przynosi mi a to groszek z ogrodu, ponieważ wie, że taki rośnie u mojej Babci w Polsce, a to japońskie ciastka z napisami w różnych językach, w tym polskim, i za każdym razem rozmawia ze mną na potęgę, choć ze względu na jej lokalny (nie stąd) akcent prawie jej nie rozumiem i nasza wymiana zdań prawdopodobnie wygląda tak, że ona o kozie, a ja o wozie :)

      Za taką serdecznością niekoniecznie idzie otwartość w pełnym znaczeniu. Przystępność, bezpośredniość, śmiałość, swoboda - to tak. Ale nie bezceremonialność czy wylewność. Częściej spotykam się z sytuacjami, że Japończycy wolą wypytywać mnie niż mówić o sobie. To wypytywanie zwykle jest nienachalne i wydaje się, że wynika ze szczerej ciekawości, ale nie ze wścibstwa (szczytem było pytanie o to, ile mam dzieci, zadane przez staruszka, który przez przypadek siedział w moim pobliżu podczas jednej z lokalnych imprez na świeżym powietrzu :). Z drugiej strony, zdziwiło mnie, gdy zostałam powiadomiona o tak intymnym fakcie, jak utrata ciąży przez jedną z bliższych znajomych, czy nowy chłopak sąsiadki, z którym przyszła do naszego domu, aby mi go osobiście przedstawić.

      Rozpisałam się. Pozdrawiam Cię wzajemnie, Morgano :) Do zobaczenia na Twoim blogu.

      Usuń
  4. Anonimowy27/6/14

    Co mnie zaskoczylo w japonskich sklepach, to ze sa w nich wywieszone wizytowki kierownikow, ze zdjeciem i pelnymi danymi.
    Igor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie także to, że podobnie oznakowane są witryny chłodnicze, za które odpowiedzialni są konkretni pracownicy. (Jednak w ostatnim czasie w części znanych mi sklepów fotografie zastąpiono takimi samymi obrazkami.)

      Usuń
  5. Nie wierze, ze ktos sie tak wyglupia. Drob na motorze, akurat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma dla mnie znaczenia, czy wierzysz. Ja widziałam na własne oczy.

      Usuń