2014/05/04

Haters are just confused admirers





Szpiegom szoguna, którym brakuje satysfakcji w życiu i nie wystarcza publiczne dowartościowywanie się cudzym kosztem, radzę nie iść w ślady 
hakujących ktosiów - nie warto. 



Tyle tytułem wstępu po kilkumiesięcznej przerwie w prowadzeniu bloga, nie ma co się rozwodzić. Pozostałych Czytelników, którzy w międzyczasie także nadal odwiedzali to miejsce, uprzejmie powiadamiam, że nie wszystko da się odtworzyć, przepadła między innymi część z ponad 1.000 treściwych, 
wartych uwagi komentarzy, ale z fragmentów treści, które się zachowały, poskładam sensowną całość i stopniowo zostaną przywrócone. 
Póki co, serdecznie pozdrawiam. 



Update. Odzwyczaiłam się od systematycznego pisania. Nic na siłę, zamiast tego trochę zdjęć, tym razem spoza domu. 
W podziękowaniu za miłe komentarze:




Bieganie jest w Japonii o wiele bardziej popularne niż w Polsce. Organizuje się tutaj liczne zawody, wyniki mogą przyprawić o zawrót głowy, tym bardziej, że dotyczą wielkiej liczby ludzi (np. tego roku w Tokio ponad 500 osób pokonało niemal 22-kilometrowy półmaraton w czasie poniżej 1h10min). Osiągane są ciężką pracą, choć od jakiegoś czasu nie słyszy się już o biegaczach, którzy w ramach treningów pokonywali nawet po 600 km tygodniowo. Niemniej uważa się, że biegi na długich dystansach bardzo pasują do tutejszej tradycji ciężkiej pracy i towarzyszącego jej cierpienia. 

My sport uprawiamy dla przyjemności, ani nam w głowie cierpieć dla idei. Podczas wybierania nowych butów dla T. w firmowym sklepie Mizuno zaproponowano nam skorzystanie z bezpłatnej oferty Foot Navi, ukierunkowanej na jak najlepszy dobór obuwia i polegającej m.in. na pomiarze ciśnienia w stopach (na zdjęciu mapka, jaką nam pokazał sprzedawca, zachęcając do poddania się takiemu pomiarowi, a tu link do strony prezentującej, jak to się odbywa). 

Wczoraj przyglądaliśmy się natomiast sprawnej pracy robotnika, który wręcz biegał po rusztowaniu, samodzielnie je rozbierając. Zanim wróciliśmy do domu, po konstrukcji nie było już śladu. Puszka napoju energetycznego była równie nietypowa, jak kolor jego spodni (por.: link - link), tacy Japończycy kojarzą mi się jednak bardziej z ninja niż z samurajami.

6 komentarzy:

  1. Witaj ;)
    Miło, że jesteś na powrót, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga N. ... nawet nie wiesz jak się ucieszyłam widząc Twój powrót! Ściskam najserdeczniej :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że wrociłaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, że jesteś :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy27/6/14

    Widzialem dzisiaj na Michiru, ze dzialasz jak magnes na blogerke, ktora nie pisala tam wczesniej komentarzy, ale pod Twoim dopisala sie niemal od razu. Moze to przypadek, jednak przypomnialo mi to sytuacje z ohayo. Ty to sie z nia masz.
    Igor

    OdpowiedzUsuń
  6. Shinji16/7/14

    Jesli to nie problem, napisz cos wiecej o tym energetyku na Face, dobrze? Tam jestem na biezaco, z gory dziekuje.

    OdpowiedzUsuń