2014/06/22

Funadius IV brzmi dumnie, no ale


Wróciliśmy z wycieczki do prefektury Chiba, która jest dobrze znana w Japonii za sprawą jednej z najpopularniejszych w tym kraju maskotki regionalnej: 


Automat dla dzieci.


Ta niby gruszka (por.: nashi) wpisuje się we wszechobecny tutaj trend kawaii, od którego w tym kraju nie da się uciec, ponieważ daje o sobie znać niemal wszędzie, tylko w różnej dawce.

Dawno już przestał dziwić mnie widok japońskich panów doktorów, bankowców, mundurowych, którym dyndają na długopisie, u telefonu lub przy kluczach breloczki, jakie w Polsce kojarzone byłyby ze światem dzieci. Przyzwyczaiłam się także do nagromadzenia w miejscach publicznych nadmiaru figurek, grafik w takim stylu - czasem mnie z lekka irytują, jeśli nie licują z powagą przekazu i okoliczności (przykład z akcji propagującej badania przesiewowe pod kątem raka jelita grubego: link), lecz generalnie również obok nich przechodzę prawie obojętnie i z pewnym zrozumieniem. Obnoszenie się z tym, co uważane jest za słitaśne, w tym kraju wydaje się być niczym wstydliwym, niezależnie od płci i wieku. Tłumaczone jest jako wyraz tęsknoty za beztroskimi czasami wczesnego dzieciństwa, gdyż dorosłe życie Japończyka często jest aż za bardzo ciężkie i przygnębiające. W przypadku kobiet tłumaczy się także inaczej: przesadne upodobanie do estetyki kawaii podnosi samoocenę w zakresie atrakcyjności fizycznej i rekompensuje poczucie niedowartościowania w tym zakresie. W sumie - niewesoło. 

Jednak zafiksowaniu się na kawaii nierzadko towarzyszą postawy wywierające negatywny wpływ na innych. Określenie to oznacza nie tylko wszystko, co ładne, miłe, ciepłe w odbiorze, ale także nieporadne, niewinne. O ile jednak można uznać, że wobec tego kawaii jest szczenię czy źrebię, to moim zdaniem niewychowawcze jest uczenie małych dziewczynek przybierania uznawanych za kawaii min i póz, co niejednokrotnie skutkuje tym, że bez mizdrzenia się, szczebiotania modulowanym głosem nawet już jako dorosłe kobiety nie postrzegają jako atrakcyjne siebie w naturalnej postaci; dewiacyjne i wpajające niewłaściwe wzorce jest nazywanie tym określeniem dziecięcych postaci przedstawionych w pozycjach eksponujących ich bieliznę, a takie wizerunki zaskakują swoją obecnością w licznych miejscach, np. w parkach na tabliczkach informacyjnych lub jako sprzęt rekreacyjny o takim kształcie; nienormalne jest radosne wykrzykiwanie tego określenia, gdy podczas tradycyjnych uroczystości celowo zmusza się do płaczu malutkie dzieci (por.: link).  Przykłady można mnożyć.

Dlatego uważam, że kawaii to tutaj często stan umysłu. Kontakt z takimi osobami aż boli i na dłuższą metę nie zachęca do poprzestawania z nimi, gdyż poprzez własne zdziecinnienie - prawdziwe czy kreowane - są po prostu męczące. Niech za wyjaśnienie posłużą także poniższe nagrania:



      



Powtarzające się, wykrzykiwane przez rozentuzjazmowany tłum słowa to nazwa tej maskotki. W ubiegłym roku dzięki takim spotkaniom, a także innym formom promocji zarobiła 200 milionów jenów. Jest to bowiem maskotka nie byle jaka - jej pełna nazwa to Funadius IV, obchodzi urodziny 4 lipca, jeździ po Japonii i po świecie, lubi heavy metal, nagrała własny singiel, obsługuje masę imprez, występuje w programach telewizyjnych i reklamach.


Nie wszystkim Japończykom podoba się fakt, że kawaii na wielką skalę zawładnęło ludźmi i przestrzenią publiczną. Jest dużo takich, którzy po prostu to tolerują, ale bynajmniej nie akceptują. Nie chodzi tylko o zwyczajnych obywateli, lecz również o osoby publiczne, np. swego czasu krytyk społeczny Fukuda Kazuya wydał książkę ”Why Have the Japanese Became Such Infants?” („Dlaczego Japończycy stali się takimi dziećmi?”), w której poruszył problem infantylizacji swoich rodaków. 



Dla jasności: Powodem naszego wypadu do Chiba nie było to nadpobudliwe żółte coś.






10 komentarzy:

  1. O co chodzi z tymi płaczącymi dziećmi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Opisałam w jednym z archiwalnych postów: link.

      Usuń
    2. Dzieki, bo ja dopiero zacząłem...

      Usuń
    3. Nie ma sprawy. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Anonimowy27/6/14

    Jest tak, jak piszesz. Infantylizacja dotyczy bardzo duzej czesci spoleczenstwa. Mnie rowniez wszystko jedno, czy ktos obcy jest zdziecinnialy czy nie, jednak gdy wchodzi w interakcje ze mna, to inna sprawa. Na mala skale mozna to zniesc, ale niektorzy bardzo przesadzaja. Zastanawia mnie, czy nie sa tego swiadomi, bo otoczenie nie daje im sygnalow zwrotnych, czy wlasnie sa, tylko plyna wraz z moda na kolejne kawaii zachowania i kawaii obiekty uwielbienia.
    Igor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby ostatnie zdanie komentarza było pytaniem, nie potrafiłabym na nie odpowiedzieć. A same sygnały zwrotne to w Japonii kwestia problematyczna. Są sytuacje, które aż się o nie proszą, ogólnie jednak Japończycy unikają zwracania uwagi innym. Ja na początku także nie reagowałam, co po części było spowodowane niepomiernym zdziwieniem, że dorosłe osoby zachowują się tu czasem bardzo nieadekwatnie do swojego wieku. Niech przykładem będzie mój pierwszy wypad z najbliższą sąsiadką w wieku ponad 30 lat, która non stop chwytała moją dłoń, w dodatku radośnie wymachując naszymi rękami. Mimo że jest w związku z chłopakiem, miałam wówczas wręcz wątpliwości co do jej orientacji seksualnej, a także stanu zdrowia psychicznego. W sumie nie było to miłe doświadczenie i od tamtego czasu stanowczo reaguję, gdy ktoś wobec mnie zachowuje się, jakbyśmy obie były dziećmi. (Dla równowagi dodam, że zachowanie moich 2 japońskich koleżanek w podobnym wieku jest zupełnie normalne.)

      Usuń
  3. Faktycznie. Zachowanie wręcz infantylne. Maskotka.... przez grzeczność nie nazwę. Każdy znajduje gdzieś swój kierunek zaspokajania potrzeb na zabawę. Zastanawia mnie tylko taka powszechność tego infantylizmu. Hm, co kraj to obyczaj.
    Ale foki - mistrzowskie. Gratuluję. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie tylko o to chodzi, takim ludziom ewidentnie brakuje czegoś ważnego w życiu. Skala zjawiska rzeczywiście jest niebagatelna, jako jedną z przyczyn podaje się jałowość wewnętrzną dużej części społeczeństwa. Dzieci szkoda, rośnie kolejne pokolenie szukające ekscytacji nie tam, gdzie mogłyby z korzyścią dla siebie samych i innych.
      Fotki ustrzelone z dala od takich klimatów, w niebezpośrednim towarzystwie Japończyków, których trudno mi sobie wyobrazić zachowujących się jak ci spod linków (chociaż kto wie, przekonałam się już, że upodobania bywają tu bardzo nieprzystające do siebie nawzajem). Dziękuję, Dorotko.

      Usuń
  4. O ludycznym charakterze człowieka piszą socjolodzy. Pochody, wiece, spędy cieszą się powodzeniem. Zauważ, że zarówno mali jak i duzi chłopcy bawią się samochodzikami. A ile mamy gadżetów. Myślę, że masz rację, iż ewidentnie czegoś ważnego brakuje w ich życiu. Pozdrawiam sympatycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją uwagę zwraca raczej nie to, czym kto się bawi, ale w jaki sposób to robi. Z blogosfery znam dorosłe osoby (Polki) fotografujące inscenizacje z lalkami, które kolekcjonują - niektóre projekty są naprawdę fajne, w komentarzach dużo entuzjazmu, lecz wszystko utrzymane w granicach równowagi emocjonalnej. Reakcje widoczne na załączonych nagraniach moim zdaniem normalne nie są.
      Dla pełniejszego obrazu dodam jednak, że dająca się bez trudu zauważyć duża część Japończyków emocji szuka w zupełnie innych kręgach zainteresowań, wartościowych pod wieloma względami. Przyjemnie jest widzieć całe grupy nawet bardzo już dorosłych ludzi, którzy systematycznie spotykają się np. w klubach baseballowych albo w parkach, gdzie z kolei wspólnie uprawiają gimnastykę lub grają w shōgi (tutejsza odmiana szachów).

      Pozdrawiam Ciebie - sympatyczną :)

      Usuń