2014/12/15

Im gorzej, tym lepiej


Prognozy pogody w japońskich mediach przez okrągły rok są bardzo szczegółowe, zaznaczane są nawet pory dnia najlepsze do wywieszania prania. Szczególną uwagę T. przykłada do nich przed każdą naszą wyprawą w góry. Oboje stawiamy bardziej na surwiwal niż podziwianie przyrody w jej naturalnych odsłonach, różnica między nami jest jednak taka, że podejście mojego Męża do warunków, w jakich przychodzi nam spędzać czas poza domem, jest jak w tytule, moje zaś nie. Zwłaszcza, gdy planujemy także nocleg. Jesień ma się ku końcowi, na japońskich forach górskich ludzie dzielą się zdjęciami namiotów pokrytych od wewnątrz szronem, na widok których T. tak świecą się oczy, że gdy ja akurat muszę zostać w domu, sama Go namawiam, żeby jechał beze mnie. Jeszcze kilka miesięcy temu nie było by takiej opcji, ewidentnie mamy progres ;) Latem na wspólne noclegi wyszukiwaliśmy pola namiotowe z bardzo dobrym zapleczem. Estetyczne, przestrzenne budynki z czystymi, świeżymi prysznicami i toaletami w liczbie adekwatnej do ilości turystów, suszarnią oraz jadłodajnią na wypadek, gdyby zawiodła własna biwakowa kuchnia - to nie do końca to, czego oczekiwał mój Mąż po takich wyprawach, a spartańskie warunki na szlakach nie całkiem równoważyły taki stan rzeczy. Natomiast pod moją nieobecność może nacieszyć się nimi do woli. 

W tutejszych górach istnieje możliwość zatrzymania się także w popularnych, skromnych pod względem higienicznym i sanitarnym ryokanach, przy czym skromne to często eufemizm. Dlatego podczas wspólnych wypadów w przypadku zmiany planów i niespodziewanego noclegu zdecydowanie stawiam na zwykły hotel, choć pewnie trampom z prawdziwego zdarzenia kilka gwiazdek w jakimś sensie by urągało. Za to oto jakie niespodzianki można tam zastać: linkNiusy w wymownej formie obrazkowej są charakterystyczne dla stacji NHK. Nazwy obcojęzyczne Japończycy wymawiają z dodatkiem samogłosek na końcu, Donaldo Tusku brzmi ... jak brzmi (heh). 

Na co dzień konsekwentnie trzymam się z daleka od tutejszej telewizji, wątki polityczne dopadały mnie jednak ostatnio tak czy siak, ponieważ w związku z przedterminowymi wyborami do izby niższej japońskiego parlamentu dzień w dzień słychać było zewsząd dosłownie wydzierających się przez megafony kandydatów, co było szczególnie irytujące, gdy powtarzało się poza dopuszczalnymi prawem godzinami 8:00 - 20:00 i w przypadku kobiet szczebioczących modulowanym głosem, który w moim odbiorze nie licuje z powagą urzędu, do którego pretendowały. Ale co ja tam się znam. W każdym razie każdy z kandydatów miał do dyspozycji jeden samochód wyborczy z platformą lub bez, którym wraz z kierowcą i z dwoma pomocnikami kursował wte i wewte, zatrzymywał się na parkingach i w innych miejscach publicznych, gdzie przez kilka, kilkanaście i więcej minut dawali czadu tak, aby słychać ich było także wewnątrz okolicznych budynków. Ponieważ zabronione było wygłaszanie programów wyborczych, politycy przepasani szarfami ze swoimi nazwiskami po prostu wykrzykiwali gładkie formułki, przypominali swoje dane, prosząc, by je zapamiętać, i machali do przechodniów. Kampania trwała 12 dni, lecz zmęczenie ludzi poziomem decybeli było wyraźnie widoczne już znacznie wcześniej, ale nic to, ignorowanym kandydatom odmachiwały uguisu-jō, tj. nazywane słowikami zwerbowane Japonki w białych rękawiczkach. 

Co ciekawe, choć tutejsze prawo nie wyznacza poziomu dopuszczalnego podczas kampanii wyborczej hałasu w przestrzeni publicznej, oficjalnie przewiduje restrykcje pod innymi względami. Na przykład jest limit wydatków na każdego kandydata, jak i na każdego mieszkańca rejonu, z którego dany kandydat startuje. Ściśle określona jest też dopuszczalna liczba ulotek i innych materiałów do rozdania. Na spotkaniach przedwyborczych nie można częstować nawet herbatą w jednorazowych kubkach. Zakazana jest ponadto agitacja poprzez chodzenie po domach i instytucjach.

Głosowanie w końcu się odbyło, znów zapanowała względna cisza, przez niektórych porównywana do ciszy przed burzą, na co wskazywać ma ponoć rekordowo niski poziom frekwencji wyborczej jako wyraz sprzeciwu wobec dociskania śruby zwykłym obywatelom przy jednoczesnym wspieraniu i tak już bogatego biznesu. Brzmi dość znajomo. 



Update:


Znajomo i z roku na rok aż za bardzo wygląda Japonia w odsłonie bożonarodzeniowej. W przeddzień Wigilii cesarz Japonii skończył 81 lat, który to fakt został odnotowany jakby po macoszemu. Wprawdzie ojciec obecnej głowy państwa ogłosił za swojego panowania, że cesarz nie jest (już) bóstwem, lecz dziwnie ogląda się w tym kraju obywateli bardziej niż urodzinami kontynuatora nieprzerwanej od stuleci dynastii zainteresowanych otoczką święta związanego z narodzinami postaci uznawanej za boską w religii w gruncie rzeczy im obcej. Niemal w każdym znanym mi miejscu znajduje się choinka i napis "Merry Christmas", przed cukierniami z kurisumasu keeki wzmocniono służby kierujące ruchem, z głośników płyną świąteczne melodie - od skocznych zimowych po "In excelsis Deo".

My w tym roku dołożyliśmy cegiełkę do tego pomieszania z poplątaniem, jednak w sposób bardzo dyskretny:




4 komentarze:

  1. Witaj :)
    Przybywam dziś do Ciebie z serdecznościami świątecznymi :)
    Wigilia to nie jest czas,
    gdy jest prezentów moc
    Wigilia to nie jest czas,
    gdy potraw sto na stole
    Wigilia to przepiękny czas,
    Bożonarodzeniowy czas,
    Gdy siedzimy wszyscy w kole,
    i MAMY bliskich przy stole.

    Spokojnych i zdrowych Świąt dla Ciebie i bliskich !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka miła niespodzianka :) Dziękuję i serdeczne nawzajem, Morgano.

      Usuń
  2. Kochana N, jutro Wigilia. Nie wiem, czy tam w dalekiej Japonii obchodzicie Święta Bożego Narodzenia, ale ja ze swej strony przesyłam Ci świąteczne życzenia. Łączę się z Tobą i dziele opłatkiem życząc wszystkiego, co najlepsze, zdrowia i wszelkiej pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obchodzimy w pewnym sensie przez cały rok, jako że Teściowa upodobała sobie płytę z kolędami ;) Dorotko, pozdrawiam Cię w drodze ku kolejnym górom, skąd jednak wrócimy na Gwiazdkę, a wówczas wpadnę z rewizytą. Tymczasem pięknie Ci dziękuję z "Jingle Bells" w tle - japońskie stacje radiowe prześcigają się w okolicznościowych piosenkach, reklamach i pogaduszkach. Buziaki!

      Usuń