2015/02/28

Z dystansem




Chodzenie z głową w chmurach w moim i T. przypadku ma miejsce raczej tylko w takich okolicznościach, jak na powyższych zdjęciach. Choć w tym roku oboje zaliczyliśmy wpadkę, która mogłaby sugerować co innego: przegapiliśmy 4 rocznicę zawarcia związku małżeńskiego - szok, niedowierzanie... ;) Zorientowaliśmy się w tym samym czasie, planując coś tam nad kalendarzem. Po chwili obopólnej konsternacji fakt ten jednak serdecznie obśmialiśmy. Czwórka w Japonii uznawana jest za pechową, w ocenie sytuacji byliśmy jednak jednomyślni inaczej: po okresie burz i tarć, który przerobiliśmy znacznie wcześniej niż przewidują statystyki, niemal każdy dzień jest małym świętem, więc ta konkretna data w kalendarzu nie robi nam większej różnicy. Co tam mieliśmy pomyślane, to nadrobiliśmy i już, dramatu nie było, nawet zapomniałam to sobie zapisać ku pamięci w poprzednim poście.   


Zdjęcia kartek dostępnych w sieci sklepów Joyful Honda. Wklejam tylko jako ciekawostkę, ponieważ takiego rodzaju wyznania po japońsku - w mowie 
czy na piśmie, nieważne - nie mają racji bytu w naszym domu, co utarło się już na samym początku i nadzwyczaj gładko.



Ale miało być o lutym.


W trakcie ściśle ukierunkowanych badań kontrolnych w szpitalu uniwersyteckim na wszelki wypadek zagadnęłam swojego doktora o poboczne kwestie zdrowotne, w odpowiedzi na co spojrzał mi głęboko w oczy. Żadnych kontrowersji w tym jednak nie było. Po krótkiej, jak się okazało nie budzącej również zastrzeżeń natury medycznej, analizie irydologicznej sensei zlecił na moją prośbę dodatkowe badania krwi, zapowiadając, że zadzwoni do nas, jeśli wyniki okażą się niepokojące. Nie zadzwonił, będę żyć. 

W tym miejscu, trochę nie na temat, przypomina mi się historia jeszcze z Polski. Gdy któregoś dnia obudziłam się z oczami w stanie przypominającym co najmniej kilka zaawansowanych chorób, udałam się niezwłocznie na ostry dyżur. Na wpół śpiąca, napakowana świeżą wiedzą po intensywnych, licznych zajęciach z okulistyki, ledwo wtedy widząc na te oczy, wypunktowywałam sobie w myśli wszystkie kojarzone symptomy nagłej utraty wzroku. W tym ostrego ataku jaskry, z powodu którego można trwale i całkowicie zaniewidzieć już w przeciągu kilku godzin. Na izbie przyjęć zostałam przyjęta jak gdyby nic, co już na amen mnie przestraszyło. Po kilku godzinach oczekiwania w gronie innych niewyspanych wreszcie doczekałam się lekarki, która jeszcze w drzwiach stwierdziła, że to ... zapalenie spojówek. I faktycznie było. Moje pierwsze i jak dotąd jedyne w życiu, za to bijące na głowę wszystkie inne razem wzięte, jakie wcześniej widziałam na uczelni i w życiu w ogóle. Ech :)

W Japonii ponoć już 3 tys. lat temu diagnozowano stan zdrowia na podstawie oglądu tęczówek, a obecnie funkcjonuje kilkadziesiąt samodzielnych instytutów zajmujących się irydologią. Ja z takim badaniem spotkałam się tutaj po raz pierwszy i byłam zaskoczona tym bardziej, że podobnych doświadczeń z Polski nie mam żadnych.

Jeszcze bardziej ucieszyłam się podczas badań w naszym największym szpitalu miejskim. Na początku każdego roku otrzymuję pocztą pakiet propozycji darmowych badań. Tym razem najpierw wybrałam nieznane mi dotąd z autopsji przepływowe badanie żył nóg. Chcąc mieć jakąkolwiek orientację co do przebiegu takiego badania, zajrzałam m.in. na YouTube i lekko się zestresowałam na widok tego, co zobaczyłam. Balansowanie na stołku albo krześle nie uśmiechało mi się ani trochę. Pocieszałam się tym, że nie zachciało mi się badań spirometrycznych, gdyż to dopiero mógłby być odlot link :)) 
Tymczasem japońska pani doktor przeprowadziła badanie w zupełnie inny sposób. To nie ona, lecz ja sobie wygodnie siedziałam, a gdy trzeba było wstawać, to mnie ładnie przepraszała za dyskomfort. I nie musiałam obracać się na wszystkie strony ani przybierać dziwne pozy, ponieważ to ona chodziła wokół mnie, przykucała, a nawet klękała - no, to akurat było z lekka deprymujące, jednak lepsze niż modlenie się w duchu, żeby nie stracić równowagi i nie spaść. Na koniec usłyszałam, że naczynia żylne mam w porządku, tak że bardziej zadowolona być nie mogłam.

W minionym czasie zaskoczyła mnie również sytuacja w multipleksie, do którego wybraliśmy się na najnowszy film z Liamem Neesonem. Było już dawno po japońskiej premierze i może dlatego okazaliśmy się jedynymi zainteresowanymi, poza nami duża sala świeciła pustkami. A jednak projekcja się odbyła.

Dość późno wybraliśmy się także na film nawiązujący do biblijnej Księgi Wyjścia. Moją ulubioną ekranizacją dziejów Mojżesza jest film z roku 2006 (link), wydanie w formie DVD przyleciało ze mną z Polski. Najnowszą produkcję w reżyserii Ridleya Scotta obejrzałam natomiast z mieszanymi uczuciami. Mam wrażenie, że hollywoodzkie filmy oparte na historiach biblijnych coraz bardziej tworzone są sobie a - no właśnie nie wiem komu lub czemu, nie wygląda mi to tylko na ciśnienie na zielone papierki. W pamięci siedzących wraz z nami Azjatów film ten chyba pozostanie po prostu jako jeszcze jedna superprodukcja z efektami, skoro nawet po wątku tablic z 10 Przykazaniami ekipa z Hollywood ledwo się prześlizgnęła.


6 komentarzy:

  1. Ale widok :) klimatyczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto mieć pod górkę :)

      Usuń
  2. Marcin16/3/15

    Dzień dobry,
    czytać kiedyś zacząłem, nie zdążyłem i teraz, po Pani powrocie, próbuję ponownie. A zaczęło się od polemiki jaką toczyła Pani, bardzo zręcznie, na forum internetowym z niejakim Kaburą, o którym nie wiadomo czy cokolwiek zrobił dla Cesarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Marcinie, moja odpowiedź przeskoczyła do spamu, dlatego raz jeszcze:

      Wspomniana osoba pozostawiła po sobie ślady także w innych miejscach Internetu. Wnioskować z nich można, że ze względu na to, czym zajmuje się w Japonii, jakieś pośrednie zasługi ma. Dla mnie to bez znaczenia, liczy się całokształt człowieka, a wypowiedzi zastane na ohayo były wystarczająco dobitne.

      To miłe, że Pan wrócił. Czytelników o takim imieniu mam kilku i wprawdzie nie rozpoznaję, czy już kiedyś wymieniałam się tu z Panem uwagami, niemniej dziękuję za wizytę. Proszę przyjąć pozdrowienia.

      Usuń
  3. Dziś chodziłam razem z Tobą z głową w chmurach, byłam na badaniach, na filmie robionym sobie a muzom, słowem - w mało znanym mi kraju. Zdjęcia przybliżają doznania. Pozdrawiam wiśniowo. Już zakwitają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemność po mojej stronie, doceniam Twój czas i uwagę. Życzę pięknego końca tygodnia. W naszej części Japonii kwitnienie wiśni ma się ku końcowi.

      Usuń