2015/03/17

Yes, we can


Migawki z centrum handlowego, w którym zajrzeliśmy m.in. na stoiska Can★Do, tj. jednego ze sklepów z towarami za 100 jenów. Wpisałam go na listę miejsc do odwiedzenia po zapoznaniu się ze stroną internetową tej sieci handlowej (link). Jej słitaśna szata graficzna może się nie podobać, lecz i tak jest o niebo estetyczniejsza od wielu innych japońskich serwisów internetowych, które wyglądają jak z czasów raczkowania Internetu. Na miejscu okazało się, że oferta jest nawet bardziej interesująca niż w Daiso i po części taka sama, jak w droższych: Nitori, Joyful Honda czy Viva Home - w związku z czym na pewno tam jeszcze wrócimy.




W czasie, gdy ja nieśpiesznie wybierałam rzeczy, na spokojnie rozważając ich przydatność i szerokim łukiem omijając takie przedmioty, jak do wyboru i koloru sita ułatwiające wyławianie włosów z wanny (bleh... najwidoczniej japoński zwyczaj korzystania z tej samej wody przez wszystkich domowników wciąż jest szeroko praktykowany), T. zlokalizował sklep spożywczy. Dołączywszy do Niego, przejęłam jeden z już załadowanych wózków, co zdaje się zawsze trzymać na dystans pracowników ochrony, ponieważ jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby w takich okolicznościach ktoś poprosił, żebym w sklepie nie robiła zdjęć. Tak więc zrobiłam i tam, zaczynając od mijanych po drodze ku stoisku z żywnością niejapońską regałów, których zawartość zawsze uderza mnie swoją ilością oraz różnorodnością:



Legendarne pijaństwo Japończyków wcale nie jest tak widoczne, jak sugerują liczne w Internecie zdjęcia upitych do nieprzytomności i leżących byle gdzie salarymanów pod krawatem. Częściej spotkać można hałaśliwych po alkoholu młodych nicponi, którzy dają popisy zwłaszcza w weekendy po zmroku, szczególnie na parkingach. Przez minione 4 lata ani razu nie widziałam awanturujących się jak na polskich ulicach dorosłych w tzw. słusznym wieku, ba, spotkałam zaledwie 2 zauważalnie podchmielonych, lecz spokojnych. Jednak wbrew tym pozorom Japonia zmaga się z problemem alkoholizmu, którego wielkość jest już niebagatelna. Według znanych mi statystyk aż 56% tubylców pije częściej niż raz w tygodniu, a 21% wręcz codziennie. Dostępność alkoholu jest bardzo duża, oficjalne ograniczenia wiekowe nie mają większego znaczenia, ponieważ znajduje się tu mnóstwo automatów samoobsługowych. Asortyment w sklepach jest jeszcze bogatszy, kupić można alkohol w butelkach tradycyjnych i z tworzywa sztucznego, słoikach, kartonach, a nawet kartonikach ze słomką. 




Na ekranie telewizora umieszczonego w dziale alkoholowym w kółko pokazywano ten sam film dokumentalny: widoczny na zdjęciu Masataka Taketsuru udał się w roku 1918 do Szkocji, gdzie studiował chemię i miał praktyki w destylarniach, po 2 latach dołączył do japońskiego producenta whisky, a po kolejnych 14 otworzył własną firmę; Nikka Uisukii Kabushiki Gaisha (Nikka Whisky Distilling Co. Ltd.) ma siedzibę w Tokio, zaś destylarnie w Miyagi oraz na Hokkaido. 

Japonia jest drugim na świecie producentem whisky. 

Oprócz mnie nikt nawet nie rzucił okiem na pokazywany film. Sądząc po tym, z jaką niefrasobliwością w tym kraju włącza się na długie godziny różnorodny sprzęt rtv, nie przypuszczam, żeby producent reklamowanej whisky poczuwał się do moralnego obowiązku i chciał nadrobić zużycie energii elektrycznej. Historia mogłaby zatoczyć koło, jeśli znów zainspirowano by się Szkocją - na leżącej w jej granicach wyspie Islay kilka lat temu ogłoszono przystąpienie do testowania nowego warnika beztlenowego, w którym upatrywano szansę na wykorzystanie odpadów gorzelniczych do wytwarzania prądu właśnie. 




Poczekalnia dla dzieci i kolejny sposób na reklamę. Jak widać, nikt się nie ceregieli, przekaz jest jasny do bólu. Za to sakura bardzo przyjemna dla oka, tym bardziej, że na prawdziwe kwitnienie wiśni trzeba trochę zaczekać - zwykle zaczyna się z końcem marca.




Chleb to po japońsku pan. Nazwa pochodzi z języka portugalskiego, gdyż to portugalscy misjonarze sprowadzili chleb do Japonii. I mimo że kontakt z jezuitami był krótki, zaś później nastąpił 300-letni okres izolacji kraju, dziś popularnością dogania ryż, a według niektórych badań już przegonił. W odróżnieniu od piekarni, których jest tu naprawdę sporo, na półkach zwykłych sklepów króluje chleb o wyglądzie i smaku pieczywa tostowego albo bułki. Przy czym bułki są zazwyczaj słodkie, np. za sprawą nadzienia ze słodkiej fasoli (anpan) czy kremu (kurīmupan) - jak za jezuickich czasów, gdy chleb traktowano jak słodkie przekąski pomiędzy zwykłymi posiłkami. Widoczny na zdjęciu chleb w opakowaniu z motywem furoshiki wyglądał uroczo, jednak został na półce. Zamiast niego kupiliśmy bagietki, również często spotykane.




W Japonii rośnie zapadalność na choroby przez wieki nieznane w tym kraju, na przykład na raka piersi. Mimo że różne autorytety podkreślają fakt większego o 20% procent ryzyka śmierci na ten złośliwy nowotwór za przyczyną regularnego sięgania po mleko i jego przetwory, ich spożycie także wzrasta. Oferta jest bogata, nietrudno o produkty importowane, w tym polskie.




Co do mnie, niezmiennie dokładam starań, aby domowe jedzenie służyło zdrowiu, niemniej z zainteresowaniem przyjęłam wiadomość o tym, że w czasie tegorocznej, pamiętnej (bez komentarza) wizyty prezydenta naszego kraju w Japonii prowadzone były rozmowy na temat importu polskiej wieprzowiny. Póki co, od czasu do czasu decydujemy się na zakup tutejszej. Żeberek, a właściwie żeber z tego zdjęcia nie dane nam było jednak posmakować, gdyż pod nieobecność T. porcjowałam je z siłą, jakiej ten jeden raz mógłby mi pozazdrościć Yūsuke "Crusher" Kawaguchi, który swego czasu konkurował z naszym strongmanem Mariuszem Pudzianowskim. Efektem były 2 odpryski z tasaka, z których jednego nie znalazłam. Na obiadokolację był więc stek z wołowiny, także tutejszej, ponieważ polskiej dotychczas w sklepach nie widziałam, choć embargo na nią zniesiono w Japonii w ubiegłym roku. Nic to, Mąż zdążył wrócić z pracy, z ochotą sam zakasał rękawy i stek wyszedł pysznie, mimo że ze zwykłego mięsa, a nie z takiej na przykład wołowiny Kobe, na jakość której wpływa ponoć pojenie piwem, masowanie sake i relaksowanie muzyką klasyczną krów rasy wagyū. Mięso z nich jest najdroższe na świecie - opłacalne okazało się odejście od obowiązującego przez ponad 1.000 lat, przeforsowanego przez buddystów oficjalnego zakazu spożywania zwierząt kopytnych, obecnie nie jest to już uważane za świętokradztwo i obrazę przodków.




Musztarda made in Japan jest dla mnie niezjadliwa tak samo, jak keczup. Za bazę marynaty do innego mięsa posłuży gorczycowy produkt marki amerykańskiej i będzie prawie po polsku, skoro w roku 1997 Heinz kupił nasze Pudliszki.  




Wybór zamienników nie jest mały. Choć, na ten przykład, uprawa gajów oliwnych w Japonii ma się całkiem dobrze, między innymi na odwiedzonej przez nas Okinawie (linkczy też Shōdo - wyspie leżącej znacznie bliżej naszego miejsca zamieszkania. 




A czy z drugiej strony Japonia byłaby w stanie eksportować dokądś poza Azję taki oto produkt i jemu podobne? Być może, choć wątpię. 

Japońskich pomysłów na maksymalne wykorzystanie małych przestrzeni życiowych jest cała masa, to tylko jeden z nich. Osobiście nigdy nie miałam okazji widzieć domostw aż tak małych, żeby ich mieszkańcy musieli kombinować, jak się pomieścić, jednak oferta tutejszych sklepów i stron internetowych mówi sama za siebie. Podobnie jak ten przykładowy filmik, z pawlaczem-sypialnią: link 17:50, 19:20. Zaskakujące rozwiązania mają zastosowanie także w pięknych apartamentach, pamiętam na przykład przewodnik-reklamę luksusowego pod wieloma względami, w którym komody i szafy garderobiane również usytuowane zostały pod sufitem i choć miejsce było bardziej przestronne, to przemieszczać się po nim można było co najwyżej na kolanach - i tak też robiła ubrana w szykowny kostiumik pani agentka nieruchomości.




Tym chętniej zawsze wracamy do własnego, wygodnego domu. A gdy jedziemy z gór, wciąż obowiązkowo zaliczamy myjnię, gdyż śnieg oraz błoto pośniegowe jeszcze nie wszędzie odpuszczają. 

Jutro T. będzie wracał sam, ja bowiem postanowiłam nie absorbować Go swoją osobą w czasie wspinaczki, na którą zaproszenie przyszło od spotkanego poprzednim razem członka ekipy ratowniczej, w wolnym czasie trenującego na własną rękę akurat na tym samym szlaku. Ograniczyłam się do odszukania pana strażaka na Facebooku, gdyż nauczona własnymi doświadczeniami trzymam się zasady, że tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. Dodane przez niego treści, polubienia i nieliczne grono (normalnych) znajomych tylko upewniły mnie, że nie tylko jest takim samym pasjonatem gór, jak mój Mąż, ale też porządnym człowiekiem. 

Update: Spotkanie przebiegło bardzo udanie. Panowie wspinali się łącznie przez 7 godzin, sprawdziwszy w międzyczasie grubość pokrywy śnieżnej na szczycie - aktualnie wynosi ona 4 metry i dzięki temu podwyższeniu można było w pełni podziwiać widok rozciągający się z wybranej góry. Konsystencja śniegu nie jest już jednak tak zwarta, zapadali się w nim miejscami po kolana i po tors.

Ja dowód na to, że ewidentnie idzie ku wiośnie, miałam w domu:


 ;)


10 komentarzy:

  1. Miło mi u Ciebie znów zagościć :) bardzo lubię Twoje relacje opatrzone pięknymi zdjęciami :)
    Ja zawsze zawieszam oko w sklepie na sprzęcie, gadżetach domowych, kulinarnych oraz kwiatach. To moje dwie bajki :) uwielbiam siać i sadzić nowe gatunki kwiatów :)
    Pozdrawiam milutko, wiosennie już :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, mnie również jest bardzo miło. Dziękuję za komentarz. Ja wprawdzie bardziej skoncentrowana jestem jeszcze na takich oto „kwiatkach”: link, lecz tylko kwestią czasu jest, że wiosna upomni się i o moją uwagę. Na ile znam już jednak poziom Twojego zamiłowania do kwiatów, to ta druga bajka jest zdecydowanie bardziej Twoja niż moja. Tak więc przyjemnego grzebania w ogródku, Morgano :)

      Usuń
  2. Marcin25/3/15

    Biały chleb, słodzone napoje, słodycze może i margaryna, tak jak na całym świecie, ale nasuwa się pytanie: jaka jest świadomość konsumenta japońskiego. Słyszałem, że w Norwegii, państwo nadopiekuńcze, rodzic może zostać upomniany za niewłaściwie przygotowany posiłek np. kanapka z białego pieczywa. W Polsce też dyskusja o ofercie sklepików szkolnych.
    Wpisałem się na poprzednim poście i teraz, nigdy wcześniej nie komentowałem i nie przypuszczam, że uwaga "o sobie znać poprzez dopisanie się na listę Czytelników, a nie czytasz cichcem jako niezalogowana, co jest nagminne i czego bardzo nie lubię." odnosi się do mnie, takiego pospolitego(adres) IPman`a . Bez komentarza wspomniała Pani o wizycie naszego prezydenta w Japonii. Chciałbym dodać, że przyniosła prezydentowi popularność w kraju, na wiecach wyborczych ludzie wchodzą nawet na krzesła, żeby zobaczyć jego majestat. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ponownie. Proszę wybaczyć, będę konsekwentna, tym bardziej, że zachowanie prezydenta w Japonii to małe sake w porównaniu z tym, co również dotyczy go bezpośrednio, lecz odbywa się za kurtyną większości mediów.

      Natomiast odnośnie reszty Pana wpisu:

      Nadopiekuńcze zapędy państwa mają miejsce także tutaj, na co wskazują sami Japończycy – o ile należą do tych, którzy posiadają własne zdanie, a więc (z mojego punktu widzenia) zdecydowanie nie wszyscy, nawet nie większość. O działaniach ingerujących w prywatne życie ludzi pisałam już w innym poście okołokulinarnym, proszę: link. Idee niby szczytne, lecz realizowane przy zauważalnym braku koherencji, o czym świadczy chociażby zalew zachęcających do jedzenia programów telewizyjnych i radiowych, w których na domiar bynajmniej nie reklamuje się produktów i potraw wyłącznie zdrowych. Z moich obserwacji wynika, że świadomość przeciętnego japońskiego konsumenta jest dużo mniejsza niż można by sądzić na podstawie powszechnej opinii powtarzanej przez resztę świata. Czy to z wygodnictwa, czy z lenistwa umysłowego, a może po prostu dla świętego spokoju nie zawraca sobie głowy na przykład tym, że ryż z mniej ryzykownych regionów kraju sprzedawany bywa po wymieszaniu go z ryżem pochodzącym z prefektury Fukushima; że bezpośrednie picie polecanej jako zdrowa kranówki w rzeczywistości niesie ze sobą realne ryzyko podbicia i tak już bardzo wysokich w Japonii statystyk zachorowań na nowotwór żołądka; że to niezdrowo smażyć w głębokim tłuszczu, co jest tu zaskakująco popularne i nieprawda, że zawsze trwa krótko jak zaleca technika agemono – itd., itd., przykłady można mnożyć. Od czasu do czasu głośno jest o akcjach pn. pin pin korori, uwrażliwiających na to, że dzięki zdrowemu stylowi życia można liczyć na szczęśliwą śmierć, w domyśle niestraszną, szybką, bezbolesną, we śnie. Jednak w przypadku zauważalnej części Japończyków ich mierna znajomość zasad zdrowego odżywiania się czy też ignorowanie tych zasad raczej odbiera im tę szansę.

      Na blogu jak w życiu – ludzie przychodzą i odchodzą, a że wiele komentarzy tutaj przepadło swego czasu, dlatego zapytałam o Pana internetową tożsamość. Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam wzajemnie.

      Usuń
  3. Anonimowy13/4/15

    Bo bagietki to sa zdrowe ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)

      Po pieczywo z mąki nieoczyszczonej jeździmy do osobnych piekarni, w zwykłych sklepach rzadko można takie dostać. Wówczas zdecydowanie wolę bagietki od zawierającego dodatkową chemię (składniki przedłużające okres trwałości) chleba tostowego, który ustępuje im także pod względem walorów sycących.

      Usuń
  4. Chłonę tę egzotykę, wracam do starszych postów. Dopiero niedawno odkryłam ten blog i za niego dzięki. Ciepło pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wzajemnością, Ultro.

      Usuń
  5. Mój Boże! Ale zaległości w czytaniu mi się nazbierało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miła reakcja, dzięki.

      Usuń