2015/06/18

Znam kobudō, jūdō, karate (i parę innych podobnych słów)


Za mną najmniej przyjemne, spośród koniecznych najbardziej inwazyjne badanie kontrolne, 2-letni cykl powtórzeń upływa zdecydowanie za szybko. Niewidziana przeze mnie nigdy wcześniej młodziutka pielęgniarka asystująca pani doktor w szpitalu uniwersyteckim trzymała mnie za rękę i zachęcała do oddychania w specjalny sposób, jakbym doświadczała na sobie, nie przymierzając, akcji porodowej. Lecz była przy tym tak miła, delikatna i przejęta, że nie miałam serca jej powiedzieć, iż spokojnie dam radę, bo prawie nie boli. 

Dokładnie w tym samym czasie, gdy ja okupowałam swoją ulubioną placówkę medyczną, Mąż odbierał kolejne wyróżnienie otrzymane w pracy, o randze na tyle poważnej, że wraz z nagrodzonymi pracownikami z innych części kraju musiał wziąć udział w długiej, nudnej uroczystości. Wrócił z kotylionem w klapie garnituru i listem gratulacyjnym wypisanym złotymi krzaczkami. Dokument zawisł w pokoju komputerowym, aktualnie okupowanym przez Niego jeszcze intensywniej niż zazwyczaj (deadline). Nie znam się na tych Jego wykresach i tabelkach, nie mogę pomóc, więc chociaż wyszukałam w sieci podbiurkowy hamak na nogi, którego cena tylko nieznacznie uszczupliła dodatkową gratyfikację finansową. Pomysł ucieszył Go bardziej niż niespodzianka sprawiona przez przełożonych, którą pół żartem skwitował komentarzem, że to cwany chwyt psychologiczny. 

W jeden z weekendowych wieczorów T. pojechał odebrać z firmy jakieś dokumenty, miało być tam i z powrotem. Wrócił o czasie, ale poddenerwowany, ponieważ współpracownicy musieli na Niego czekać. Opowiedział mi, że niemal wjechał w Niego kierowca zamaszyście opuszczający parking przy jednym z naszych osiedlowych sklepików, po czym już celowo zajechał Mu drogę i wyskoczył z auta ewidentnie w celu wszczęcia pyskówki. Nie z moim Mężem takie numery, wyminął go i pojechał dalej. Wtedy on ruszył za Nim, co jakiś czas jechał równolegle (na jednopasmówce), ponownie próbował zajechać drogę. Wobec tego T. zamiast do biura pojechał na znajdujący się dalej posterunek policji - i wtedy tamten zrejterował. Dziwne zachowanie jak na Japończyka, w dodatku w wieku na oko 50 lat, a więc teoretycznie poważnym. Japońscy kierowcy raczej sporadycznie podnoszą ciśnienie sobie nawzajem, tak przynajmniej wygląda to z zewnątrz. Co prawda nagminne zwlekają z włączaniem kierunkowskazów i również jak gdyby nic robią sobie postoje tuż obok przejść dla pieszych, skrzyżowań oraz w innych problematycznych miejscach, lecz zwykle nikt nie protestuje, wszyscy grzecznie omijają delikwenta. Właściwie to jeszcze nigdy nie widziałam tu uczestników ruchu drogowego przejawiających awanturnicze skłonności. 

Ale że tak w ogóle to w Japonii wariatów nie brakuje, przez następny dzień na wszelki wypadek sprawdzałam, czy ktoś nie obserwuje domu. Trochę w związku ze wspomnianym incydentem w ostatnim czasie zwracałam też większą niż zazwyczaj uwagę na archiwalną i bieżącą treść tutejszych serwisów informacyjnych, w tym oglądanego przez T. przed wyjazdem do pracy serwisu z wiadomościami na telewizyjnym kanale państwowym. Okazuje się, że telewizja japońska stosunkowo często donosi o napaściach, których dopuszczają się tubylcy i które mają charakter zbiorczy - gdy ktoś usiłuje lub uskutecznia zabójstwo wszystkich członków rodziny zastanych pod danym adresem. Ofiary śmiertelne wymieniane są z imienia i nazwiska, podaje się ich wiek oraz dodatkowe, najróżniejsze informacje o nich, a na domiar pokazuje się ich zdjęcia i to bez zamazanych twarzy, np. ze spotkań towarzyskich lub wycieczek grupowych. Na ile sprawdziłam, zdjęcia najczęściej pochodzą od znajomych i co najwyżej nie są upubliczniane w nadawanych powtórkach, jeżeli najbliżsi krewni zdążą zaprotestować. Nie podoba mi się taka praktyka, więc lepiej, żeby nas tamten nie namierzył :P 

My w każdym razie odliczamy dni do lata, w nastrojach równie pogodnych jak kolor dominujący poniżej: 





Wielofunkcyjność sfotografowanej jeszcze w sklepie kamery sportowej przypadła T. do gustu znacznie bardziej niż mnie ujął smak tego czegoś na drugim zdjęciu ;) Pomidory to jednak symbol nadchodzącej pory roku, z myślą o blogu uwieczniłam je więc pod taką właśnie, z Polski nieznaną mi postacią.


16 komentarzy:

  1. Witam :)
    Trochę zasmucił mnie Twój post.
    Nie wiem z czym się borykasz i jakie, to były badania medyczne, ale życzę zdrówka.
    Co do zachowań ludzkich, nigdzie nie jest bezpiecznie. Wszędzie na świecie jest ogrom obcokrajowców, turystów. Kiedyś, zawsze się mówiło, że jeśli za granicą ktoś narozrabiał, bo musiał być to Polak. Teraz się to zmieniło na szczęście. Nie tylko my- krajanie szukamy zwad, sporów, guzów i konfliktów.
    Życzę Tobie i Twoim bliskim spokoju, miłego wypoczynku letniego oraz dużo uśmiechu ;)
    Ciekawe, czy w planach macie Polskę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Morgano. Tylko że z drugiej strony mało o którym kraju głosi się, że jest bardzo bezpieczny, a tak jest w przypadku Japonii. Sami Japończycy również to powtarzają, wyraźnie się tym szczycąc - i moim zdaniem słusznie, gdyż rzeczywiście mogą być dumni. Chyba po prostu trzeba brać poprawkę na to, że wprawdzie nie jest się tu narażonym na napaści i inne zdarzenia o charakterze przestępczym aż w takim stopniu, jak na przykład będąc w PL, ale jednak ostrożność nie zawadzi.

      To zabawne, że pytasz mnie o Polskę akurat teraz :), ponieważ właśnie niedawno Mąż kupił nam bilety, tym samym ucinając moje wahanie w tej kwestii. Nie wynikało ono bynajmniej z obaw o nasze bezpieczeństwo, choć nie ukrywam, że zawsze lecimy wyposażeni np. w schowki na wiadomo co. Czego z kolei nigdy nie robimy, podróżując po Japonii, gdyż o kradzieżach wprawdzie się tu słyszy, ale raczej sporadycznie.

      Lato spędzimy tutaj. Dziękuję za tak serdeczne życzenia i mam nadzieję, że Tobie upłynie podobnie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Dzien dobry, bardzo ciekawie opisujesz swoje zycie. Chcialabym zapytac o hamak na nogi, sama taki szukam . Dzieki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo, kliknij: link - taki właśnie kupiliśmy w jednym z japońskich sklepów wysyłkowych. Przed chwilą sprawdziłam, że dostępny jest także na amazonie i ebayu, wystarczy wpisać wyrazy kluczowe. Można zamówić również na allegro, w opisie przedstawiony jest jako hamak na stopy, dostępność na tę chwilę to 10 sztuk.

      Usuń
    2. Ja tez juz mam taki hamak :-) Tylko ze biale metalowe uchwyty jezdza mi po biurku.

      Usuń
    3. To zależy od grubości blatu. Proponuję umieścić pod nimi na przykład podkładki z grubego filcu lub z filcowych kulek, przy okazji zabezpieczą blat przed ewentualnym zarysowaniem. Albo zastąpić uchwyty, które są w pakiecie z hamakiem, innymi - o mniejszym rozstawie lub na stałe umocowanymi pod spodem biurka (takie rozwiązania widziałam w Internecie).

      Usuń
  3. Zaglądałam na blog, a nawet byłam zaniepokojona przerwą. Wiedziałam, że każdy ma swoje ważne przestoje dłuższe lub krótsze w zależności od sytuacji. Miałam tylko cichą nadzieję, że nie będą to problemy zdrowotne jak u mnie. Mam także jeszcze jedną nadzieję, że wszystko ok.
    Brakowało mi Twoich mądrych, spostrzegawczych postów i interesujących zdjęć. Czy ja dobrze zrozumiałam: ta guma jest pomidorowa, a może to żelki albo pianki. Cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Ultro, lecz moja nieobecność w blogosferze nie miała związku ze stanem zdrowia. Jestem chora przewlekle i wprawdzie poważnie, jednak od długiego już czasu odczuwam ten fakt znacznie mniej niż na początku. Niemniej badania kontrolne muszą odbywać się systematycznie.

      Te kostki to takie jakby 3 w 1. Nie kupię ich już więcej, choć muszę przyznać, że w smaku są bardziej pomidorowe niż pomidory dostępne w większości znanych mi sklepów ;)

      Pozdrawiam wzajemnie, zdrówka!

      Usuń
  4. Muszę jeszcze pogratulować wyróżnienia i listu gratulacyjnego, jaki otrzymał Mąż. To przecież powód do dumy. Życzę dużo zdrowia i radości z życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo uprzejme z Twojej strony, dziękuję. Mąż przeszedł nad tym faktem do porządku dziennego raczej bez większych emocji. Ja przeciwnie, między innymi dlatego, że w swojej pracy nigdy nie kieruje się korzyściami własnymi, co jest raczej rzadkie w naszych czasach, wbrew pozorom również w tym kraju.

      Tobie także jak najwięcej radości. W pierwszej kolejności życzę Ci udanego weekendu.

      Usuń
  5. Mojego męża zainteresowała ta pokazana na zdjęciu kamera sportowa. Mówił, że takiej nie widział, z pewnością jest dizajnerska i nowoczesna. Życzę udanego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ile się orientuję, to dostępne są także dużo bardziej zaawansowane technologicznie kamery GoPro, lecz T. raczej poprzestałby na wrzuceniu ich do swojego albumu na Pintereście (link), cena tej ze zdjęcia wydaje się rozsądniejsza. Mąż sprawnie nagrywa z ręki nawet podczas jazdy tyłem na snowboardzie, co jednak odbieram jako brawurę, dlatego cieszy mnie, że zaakceptował propozycję, mimo że nie jest gadżeciarzem.

      Ultro, od czasu mojej wizyty u Ciebie pogoda znów zrobiła woltę, ostatecznie zaskoczyła nas bardzo pozytywnie. Tobie, Wam przesyłam życzenia takiego właśnie tygodnia.

      Usuń
    2. Media rozpisują się o nowej japońskiej wulkanicznej wyspie. A wulkan podobno wciąż dymi i dale poszerza obszar wyspy. Serdeczności.

      Usuń
    3. Od kilku lat odnotowuje się wzrost aktywności wulkanicznej na całej naszej planecie. Pozostaje mieć nadzieję, że nie obudzą się Góry Kaczawskie, Góra Św. Anny i inne wulkany w Polsce. Serdeczności, Ultro.

      Usuń
  6. Mam nadzieję,że już są wyniki i wszystko jest w porządku. Właśnie wróciłam z kolejnych badań. W poniedziałek mam zabieg. I znowu czekanie na wyniki. To czekanie jest najgorsze! Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam... To przykre, tym bardziej, że tak zaraz po wakacyjnych wojażach, o ile dobrze pamiętam. Liczę na pomyślne wieści - do zobaczenia na Twoim blogu, Dorotko (niebawem będę na dłużej).

      Usuń