2016/10/07

Drogi pamiętniku


Żarty, żarty. Jakichś większych wynurzeń nie będzie. Wbrew pozorom, które mogą się nasunąć w czasie czytania.

Blog ten zapoczątkowany został ponad 5 lat temu. Oto zdjęcia, które dotychczas tutaj nie trafiły lub z różnych przyczyn nie zagrzały miejsca; oryginały zachowały się, niech więc będzie z nich dodatkowy pożytek. Oraz tegoroczne, a dodawać będę w miarę wolnego czasu. Wytrwałych zaglądaczy pozdrawiam serdecznie.



Książka-pamiętnik wypatrzona na wyprzedaży w bibliotece publicznej przez znajomą Japonkę (tę od listu), która przeczytała ją z dużym zainteresowaniem, 
a następnie odstąpiła mi w prezencie. Książkę czyta się od tyłu. Tytuł ma dziwaczny (zdj.2), lecz ogólnie odbieram ją jako zabawną i wzruszającą, 
z uwagi na własne wspomnienia. Przywołuje czasy PRL-u, kiedy to mieszkającym w Polsce japońskim rodzicom przyszło posłać do polskiego przedszkola swoje japońskie dziecko. Mój Mąż zapoznał się z treścią w jeden wieczór, przy czym ze śmiechem słuchał moich wyjaśnień, co znaczą słowa 
przedszkolnych piosenek, kiedy stosuje się wykrzyknik „Jezus Maria!” itd. itd.

To już drugi taki prezent dla mnie od Yū-san. Wcześniej podarowała mi otrzymany od swojego ojca archiwalny magazyn w całości poświęcony Polsce, 
w tym o ratowaniu przez Japończyków polskich dzieci z Syberii (por.: yt). Była zaskoczona, gdy dowiedziała się ode mnie, że paradoksalnie dobroczyńcą Polaków okazał się swego czasu nawet zbrodniarz wojenny Hideki Tōjō (por.: fb)


Gdy szukasz obuwia domowego po galeriach i internetach, 
a najlepsze (tu rok po sezonie, nadal jak nowe i niezmiennie wygodne) okazują się takie wypatrzone w taniej sieciówce.


Piekarnia, do której zwykle udaje się mój Mąż po zestaw pierwszej pomocy, gdy ja w tym czasie oddaję się rozmówkom z nad wyraz gadatliwym personelem 
w salonie kosmetycznym. Ciemny chleb, bułki z cynamonem oraz orzechami — i wracam do równowagi psychicznej ;) Zwłaszcza, że w salonie panują dziwne zwyczaje. Większość spacyfikowałam, lecz gdy wybrana przeze mnie kosmetyczka wyjątkowo jest nieobecna, jej zastępczynie próbują rutyny od nowa. 
Zabiegi pielęgnacyjne są punktowane i dopiero punkty przekładają się na ich cenę. Tak więc mimo szykownego wyglądu i bogatej bazy technologicznej, 
za pierwszym razem panie kosmetyczki poprowadziły mnie do umywalni, gdzie jak inne Japonki musiałam sama sobie umyć twarz, podczas gdy one podawały mi kolejne produkty i instrukcję mycia. Okazało się bowiem, że klientki zmywane są jak w Polsce, na fotelu, tylko jeśli zgłoszą takie życzenie, płatne dodatkowo. No cyrk. Dalej, zabiegi na twarz to zabiegi na twarz i o ile w Polsce kładzie się kobietom do głowy, że twarz kończy się na dekolcie, w moim japońskim salonie bez wyraźnego życzenia nie schodzą poniżej brody. Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co wyprawia się w poczekalni. Otóż personel przystępuje 
do rozmowy na kolanach, nawet jeśli przy danym stoliku są wolne miejsca. Wygląda to co najmniej dwuznacznie, gdy klientkom towarzyszą mężczyźni, 
tym bardziej, że wypowiadając do nich byle kwestię, personel szoruje na tych swoich kolanach centralnie przed osobnika. 
Jest to jednak najlepszy salon kosmetyczny, jaki udało mi się znaleźć od czasu pierwszego podejścia. Przede wszystkim czysty (co bynajmniej nie jest standardem w tym kraju), nowoczesny (nawet podpisy składa się na tabletach), położony w dogodnym miejscu, personel nie jest przymilny, nie próbuje na siłę sprzedać dostępnych w salonie kosmetyków i gadżetów ani nie forsuje swoich pomysłów, jedynie podpowiada, o co można by wzbogacić wybraną ofertę kosmetyczną. Tak że da się przeżyć.


Okolice Tokyo Station. Zdjęcie archiwalne, robót w stolicy i w ogóle w Japonii jest jednak tak dużo, że czasem sprawia ona wrażenie jednego wielkiego placu budowy. Nie obywa się bez wpadek. Jedną z większych było zalanie przez deszcz stadionu wznoszonego na potrzeby olimpiady '2020.


Nowo otwarte obiekty w Japonii łatwo rozpoznać po koszach kwiatów na zewnątrz i wewnątrz. 


W Japonii nowy dom można sprawić sobie na 2 sposoby: według gotowca z firmy, która przygotowuje projekt we własnym stylu, po czym sama go realizuje, stając okoniem wobec próśb o wprowadzenie jakichkolwiek zmian (opcja najczęściej wybierana, stąd bardzo dużo bliźniaczych budynków w całym kraju), 
albo z biurem architektonicznym, które robi projekt według życzenia klientów, a następnie przetarg na wykonanie kolejnych robót.

Z doświadczeń własnych: im więcej wizyt w japońskich domach pokazowych i oglądania takich w Internecie, tym dłuższa lista z rozwiązaniami na „absolutnie nie”. Mankamentem wielu z nich jest nieustawność — cecha charakterystyczna naszego pierwszego domu. Parafrazując hasło często spotykane w sieci: 
gaijin płakał, gdy urządzał. Zaś na „tak” zdecydowanie Pinterest, tam również dużo podpowiedzi na jak najmniej uciążliwą przeprowadzkę. 

Przy okazji ciekawostka: roomclip.jp to taka jakby tutejsza Deccoria.


Pas drzewek bambusowych na skraju pola.


Przejażdżki rowerowe po Japonii grożą wpadnięciem do takich oto odpowiedników polskich rowów, przylegających bezpośrednio do jezdni. 
Na ulicach z kolei zagrożeniem są japońscy rowerzyści, którzy nagminnie wpatrują się w swoje telefony komórkowe zamiast na drogę, 
co dotyczy nawet matek wiozących po 2 dzieci (por.).


W Japonii występuje ok. 30 typów cykad. Kilka tygodni życia pod ziemią i zaledwie 1 dzień na powierzchni (bywa i tak)  lajf is brutal. 
Badacze z Uniwersytetu Shizuoka przypuszczają, że podziemny tryb życia służy zapobieganiu niekorzystnym krzyżówkom. Zaś japońscy studenci (i nie tylko) żartują, że wprawdzie hałas powodowany przez te pojawiające się masowo owady potrafi niemal doprowadzić do szału, jednak z drugiej strony 
pomaga udać głuchego w kryzysowych sytuacjach.


Modliszka, tylko nie tak godzillowata, jak modliszka kwiatowa (link)
Samurajowie umieszczali na mieczach wizerunki modliszek, uważając te owady za symbole męskości, odwagi i wręcz nadprzyrodzonej siły.


„Czy to prawda, że w Japonii parkuje się tylko tyłem?” Tak, taka sama prawda, jak to, że na czerwonym świetle wszyscy gaszą silniki ;)   


„Czy to prawda, że samochody są tylko białe?” No jak widać ;)  


Zazdrość o „nasze polskie” bratki, malwy i koniczynę powoli mi przechodzi. Swoje dawne zdziwienie tym, że rosną także w tym odległym kraju, mogę porównać do reakcji Japończyków, gdy słyszą, że poza ich ojczyzną też występują 4 pory roku ;)


Smakołyki przywiezione z jednodniowych wycieczek T. w góry, gdy ja miałam inne plany. Ryżowe najlepsze.


Dmuchaniec wielozadaniowy.


Poskramiacz kosmyków.


Odplamiacz.


W holu stosunkowo niedużego marketu. Po lewej krótka historia sieci, do której należy. Po prawej kierownictwo sklepu (japoński standard).


Ugotowany, poporcjowany ryż. Przeceniony pod koniec dnia jak dużo innych produktów spożywczych. Gdy zdarza nam się robić zakupy tak późno, ja poluję 
na żeberka i wołowinę, których cena także bywa dużo mniejsza, mimo że data ważności upływa dopiero za kilka dni (ale to tylko w jednym znanym mi sklepie).


Niespodzianki polskie. No prawie. Tak czy owak, swojsko się robi na takie widoki.


Położona na północnym krańcu Japonii wyspa Hokkaido zamieszkana jest podobno przez pokaźną liczbę Rosjan. Tej zasłyszanej wiadomości daję wiarę, 
wszak rzeczona wyspa znajduje się w pobliżu Rosji. Cały kraj zalany jest natomiast wizerunkami matrioszek, prototypem których prawdopodobnie była 
laleczka przedstawiająca łysego mędrca Fukurumę (kulturologia.ru).


Książki, czasopisma i inne wydawnictwa japońskie drukowane są albo w poziomie (yokogaki, od lewej do prawej; w przeciwną stronę już tylko sporadycznie), albo w pionie (tategaki, kolumny od prawej do lewej). Pionowe są zwłaszcza teksty gazet, co ułatwia ich czytanie w zatłoczonych środkach lokomocji, 
podobnie jak widoczne na zdjęciach dinksy, ułatwiające rolowanie i obracanie gazety.


Wróżenie z ręki zdaje się być popularne w Japonii. Znam z widzenia kilka budek chiromantów, widziałam też ich stoliki na ulicach. Nie mniej popularne jest tutejsze powiedzenie: shouganai, które oznacza, że nic nie można na coś poradzić, będzie co ma być. Taka postawa pozwala zachować godność w obliczu czegoś poza własną kontrolą, uznanego za nieuniknione. Z moich obserwacji wynika jednak, że postawa taka jest często nadużywana, przybiera postać spolegliwości po prostu dla świętego spokoju, bezwolności, niechęci do podejmowania trudu czy wreszcie zwykłego lenistwa.


Gaz pieprzowy wielkości pomadki do ust. Niezbędnik na wieść, że tuż pod naszym nosem swój mały biznes chyba zaczną prowadzić muzułmanie, 
zupełnie nieznani nawet sąsiadom, którzy nosili się z zamiarem wydzierżawienia im ziemi. O ile mi wiadomo, w Japonii muzułmanie muszą pracować, 
inaczej nie mogliby tu zostaćSąsiedzi ostatecznie odstąpili od swojego pomysłu po tym, gdy zrobiłam im szczegółowy wykład z islamu, 
zobrazowany przykładami z Europy. Żadnej mowy nienawiści, same fakty. Zrobiłam co się dało, by uniknąć cudzych doświadczeń, 
własnych obserwacji mam aż za dużo (por.).


Jest dopiero początek października, a w przestrzeni publicznej już mnożą się symbole nawiązujące do amerykańskiego Christmas.
Powyżej poduchy z celebrytą o zaburzeniach tożsamości płciowej. Rodzaje reklamowanych przez niego produktów trudno zliczyć.



Od samego początku pytana jestem o polskie góry. Moja odpowiedź, że mamy je na południu kraju, wzbudza duże zainteresowanie. W Japonii góry dominują do tego stopnia, że jest nazywana krajem górzystym. Tereny górzyste nie są zbyt wygodne do zagospodarowania, dlatego większość miejscowości (zwłaszcza duże) zbudowana jest na nizinnych terenach nadbrzeżnych. Tak czy owak, każdy ma tu blisko lub w miarę blisko i do gór, i do opływających Japonię wód.

Gdy po raz pierwszy wspólnie wybieraliśmy się na deskę, T. zaproponował kompleks wypoczynkowo-sportowy Minakami Kogen, należący do wyjątkowych z uwagi na położenie niemal dokładnie pomiędzy Oceanem Spokojnym a Morzem Japońskim, co sprawia, że w okresie zimowym opady śniegu są tam bardzo obfite, a pokrywa śnieżna trwała. Poza tym jako jeden z nielicznych obejmuje obszar bardzo duży, bo aż 1.600 ha, przygotowany pod kątem różnorodnych oczekiwań. 

I tak, po około 2 godzinach jazdy samochodem, krajobraz za jego oknami zmienił się diametralnie. Zamiast owoców i wciąż zielonych liści na wielu drzewach, kwiatów na krzewach oraz warzyw na polach nareszcie ujrzeliśmy prawdziwą zimę. Jak na początek stycznia przystało.

Główne budynki w Minakami Kogen z uwagi na ukształtowanie terenu postawiono w pewnej odległości od siebie. Można je bez trudu pokonać pieszo w bardzo krótkim czasie, jednak dla komfortu turystów non stop kursowały busy z charakterystycznym fotelem bujanym w logo i z zewnętrznym bagażnikiem. Gdy zdarzało się, że w bagażniku brakowało miejsca, kierowca nie robił żadnego problemu, po prostu zapraszał do środka ze sprzętem.

Jeden z budynków to taka jakby baza dla turystów przybywających tylko na 1 dzień. Drugi natomiast to hotel, w którym do niektórych pomieszczeń był wstęp wolny dla wszystkich bez wyjątku. Obydwa miały wypożyczalnię sprzętu, sklepy, stołówkę, miejsca do odpoczynku, łazienki, toalety, przebieralnie. Moją uwagę zwróciła zwłaszcza szafa-suszarka na ubrania. 

Nie mieliśmy dużo wolnego czasu, więc wybraliśmy bazę.

W sali wypoczynkowej podłoga wyłożona była tatami, toteż wyskoczyliśmy z obuwia. Pomimo bardzo wczesnej pory, pod ścianami już ułożone były bagaże innych przybyłych, a oni sami odsypiali podróż, rozmawiali, pożywiali się. W jednym z kątów leżał zaczytany w jakiejś normalnej książce (a nie mandze) młody Japończyk. Ilekroć tamtego dnia wracaliśmy do sali, za każdym razem tam był i sprawiał wrażenie, jakby w międzyczasie ani na moment nie przerywał sobie czytania. A wyglądał na wysportowanego, więc raczej nie przyjechał sobie tylko po to, aby oddać się lekturze w tak nietypowym miejscu.

Sala była ogólnodostępna, otwarta na oścież, bez kamer, z ruchem jak na dworcu. Nie zginęło absolutnie nic. Welcome to Japan.

Natomiast w hotelu fajna była kominkowa część holu, z ławami, wygodnymi siedziskami i fotelami na biegunach (stąd wspomniane logo na busach). Lecz korzystały z niej głównie rodziny osób stojących w kolejce do miejsca, gdzie dokonywano formalności. Na zewnątrz do -10°C, co jakiś czas sypało albo wiało porywiście, jednak nawet wtedy mało kto robił sobie przerwę w zabawie. Najśmieszniejsze było wyszukiwanie na czas zakopanych w śniegu opakowań ze smakołykami oraz małych butelek z napojami, w czym udział brały zarówno ledwo co chodzące maluchy, jak i nastolatkowie oraz dorośli, także tacy bez dzieci pod opieką. A snowboarding jak snowboarding, jeszcze nie za bardzo miałam czym się pochwalić. Lecz i tak było super. 


Data opublikowania tego posta zbiega się z datą poinformowania przez media, że gdzieś na Hokkaido spadł już śnieg. 
W Beskidach także, co tylko potwierdza, że druga co do wielkości wyspa japońska pod wieloma względami bardzo przypomina Polskę. 
Podczas naszych wycieczek taki widok to sama radość, jednak zdjęcia na razie tylko archiwalne.
Nawet jeszcze nie przeorganizowujemy garderoby, wczoraj na Honsiu miejscami (w tym u nas) było 28°C.




4 komentarze:

  1. Witaj po dłuższej przerwie !
    Brakowało mi Twoich ciekawych wpisów.
    Co kraj to inny obyczaj. Ale warto wiedzieć, co u innych słychać, niż tylko zachwycać się swoim.
    Serdeczności zostawiam i na seans, także japoński- zapraszam:)
    Chętnie posiałabym w swoim zniszczonym przez remont- ogródeczku, jakieś typowo japońskie roślinki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała Morgana :) Witaj :) Jak widzę, Twoje upodobania mają się dobrze bez względu na wszystko — myślę, że to kwestia czasu i odchuchasz swój ogródek. Powodzenia.

      Dziękuję za zaproszenie, zajrzę, gdy tylko znów wygospodaruję spokojną chwilę. Tymczasem pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Anonimowy31/12/16

    Wszystkiego dobrego, z dobrego, co najlepsze w Nowym Roku dla Pani i rodziny.

    czytelnik Marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję bardzo :) I szczere nawzajem, Panie Marcinie.

      Ten rok zapowiada się u mnie na mniej przeładowany aktywnością pozablogową, pierwszą publikację planuję na 11 stycznia. Do zobaczenia.

      Usuń