2017/02/27

Rożnem po oczach


Napisz post, po namyśle chciej jednak usunąć zdjęcie, wejdź na blog i zdziw się, że na głównej niezmiennie styczeń. Co w sumie dużo mówi o tym, „czy nie nudzi mi się w tej Japonii”.  

Rzeczone zdjęcie zrobiłam podczas wycieczki zorganizowanej przez firmę zatrudniającą T. Do miejsca, w którym nie było nas od 4 lat. Tym razem jednak na powitanie ukazały się nam stojące u głównego przejścia w ośrodku sportów zimowych przyczepy z kebabem. No tego to się nie spodziewałam. Nie w Karuizawie, stanowiącej swego rodzaju japońskie dziedzictwo patriotyczne (por.: link).





Wycieczka przebiegła na zasadzie każdy sobie. Część z nas wypakowała ekwipunek i ruszyła na stoki, część przewieziona została ku pobliskiemu, uchodzącemu za ekskluzywne centrum handlowemu, zaś najstarsi uczestnicy do gorących źródeł. Tymi ostatnimi byli czterej panowie bliscy wieku emerytalnego, którzy w autokarze zajmowali salonkę, tj. tylną część z siedziskami dookoła stołu. Non stop drinkowali, dyskretnie, choć nie po kryjomu. Szybko uderzyli w kimono, a gdy któryś się przebudził, częstował wycieczkowiczów różnymi smakołykami i przepraszał, że chyba trochę przesadzili. Nikt nie miał im jednak za złe, ponieważ zachowywali się bez zarzutu, mając wzgląd także na obecne w autokarze dzieci. 

Miejsca przed nami zajmował młody ojciec z uroczymi bliźniaczkami w wieku łatwym do określenia z uwagi na brak jedynek mlecznych. Nie miał z nimi nawet najmniejszego kłopotu, dziewczynki okazały się bardzo grzeczne i samodzielne pod każdym względem zarówno w autokarze, jak i poza nim. 

W przeciwieństwie do tych wyciszonych, aczkolwiek pogodnych dziewczynek (a także w odróżnieniu od swojego rodzeństwa) inna, trochę starsza zachowywała się tak żenująco, że wręcz sprawiała wrażenie dziecka z problemami psychicznymi, choć jest zdrowa. Zaczepiała dorosłych, śmiała się sztucznie i hałaśliwie, no po prostu dramat. W drodze powrotnej Japonka odpowiedzialna za realizację wycieczki zapytała dzieci, czy chcą obejrzeć coś na dobranoc. Przegłosowano jakąś spokojną bajkę Disneya o zwierzętach, po niej jednak na ekranach pojawiło się anime pełne wrzasków i robienia z siebie głupków (to nieładne określenie jest najbardziej adekwatne). Ewidentnie niektórzy są szczególnie podatni na takie wzory zachowań. A wnioskuję, że akurat to anime jest popularne, gdyż bardzo reklamowane, przykładowo w sklepowych działach ze słodyczami.

Na domiar rozemocjonowany bohater kreskówki tak zamaszyście gestykulował, że powiew powietrza uniósł spódniczkę koleżanki, ukazując majtasy. Wściekła się i spoliczkowała winowajcę. Taka scena z udziałem bohaterów w wieku zaledwie kilku lat. Cóż, wycieczka udana, widocznie jednak nie mogło być za pięknie.



Zachęta do zakupu gry karcianej w sklepie z pamiątkami i prezentami.
Prezydent Trump budzi stosunkowo duże emocje w Japonii. Trudno, by było inaczej. Co niektórzy twierdzą, że już zaczyna sobie pozwalać  link ;)


Samowolka uliczna.





6 komentarzy:

  1. Zatem widać, że Japonia się amerykanizuje. Dzieci wychowywane bezstresowo, kreskówki wrzaskliwe, śmieciowe jedzenie, drinkowanie. Zobaczymy za jakiś czas, jaki wpływ na codzienność będzie miało to bezkrytyczne przejmowanie wszystkich wzorców.
    Zasyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Ultro. Zanim się rozpiszę, odpozdrawiam równie serdecznie :)

      Istnieje pogląd, że żaden inny kraj na świecie nie jest tak bardzo zamerykanizowany, jak Japonia. Trudno zaprzeczyć. W Osace powstała nawet Ame-Mura http://americamura.jp/, taka jakby odwrotność Chinatown w Chicago, które jest miastem partnerskim Osaki.

      Kwestię alkoholu już poruszałam na blogu: link – dopiero teraz, po kolejnych 2 latach miałam okazję przekonać się na własne oczy, że naprawdę pija się go sporo. (Nie piszę „pije się”, ponieważ nie wiem, jak wspomniany w poście turystyczny odlot ma się do trybu codziennego rzeczonych Japończyków. No i wśród wycieczkowiczów były także osoby bez zobowiązań w postaci współuczestniczących dzieci, single, jednak nie wykazywały zainteresowania.)
      Wzrost spożycia alkoholu w Japonii jest faktem. Ale czy to skutek amerykanizacji? Nie wydaje mi się. Bardziej skłaniam się ku opiniom, że nadmierne picie jest odskocznią od poczucia bezsensu i beznadziei w obliczu nieciekawej sytuacji gospodarczej kraju (mamy tu m.in. do czynienia z tzw. wewnętrznym rolowaniem długu, rząd raz po raz zadłuża obywateli u nich samych na gigantyczne kwoty, praca ze wszystkich sił nie jest już gwarantem lepszej przyszłości, ludzie coraz częściej rezygnują z planów i marzeń). „Bez sake nawet kwiat wiśni wygląda bardzo zwyczajnie” – to japońskie przysłowie jest jakże wymowne.

      Co do bezstresowego wychowania dzieci, rzeczywiście ma ono miejsce, tyle że zwykle dotyczy okresu poprzedzającego włączenie dziecka w system edukacji. Gdy go tworzono, największa była fascynacja modelem obowiązującym w Prusach. Tak więc pruski rygor mają teraz także uczniowie w tutejszych szkołach (ostały się też chłopięce mundurki szkolne wzorowane na mundurach armii pruskiej).
      Natomiast wrzaskliwe kreskówki – według niektórych umożliwiające odreagowanie emocji tłumionych w placówkach oświatowych – to rzeczywiście po części efekt amerykanizacji, są bowiem pochodną eksperymentów z technikami animacji ze Stanów (oraz kilku innych krajów). Filmowców japońskich poniosło jednak do przesady obrzydliwie. Mnie nawet bardziej od sceny mającej znamiona zboczenia uderzyło to, że dzieci w żaden sposób nie zareagowały. Prawdopodobnie były już w oglądaniu takich i podobnych zaprawione.

      Usuń
  2. Dziękuję za wyczerpujące informacje. Do tej pory uważałam, że Japonia to taka zamknięta enklawa własnych obyczajów, przyzwyczajeń, zasad. Nie wiedziałam nic o amerykanizacji i przejmowaniu wzorów, także tych najgorszych. Wrzask nie tylko kreskówek u nas w kinie także przeraża.
    W moim rozumieniu Japonia to bogaty kraj szczęśliwych ludzi. Gdyby nie Twoje posty, które uświadomiły mi, że to wcale nie jest takie oczywiste ani proste, dalej tkwiłabym w typowych schematach.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W roku 2003 w tutejszym Ministerstwie Spraw Zagranicznych powstało Biuro Komentarzy i Opinii, ukierunkowane na gromadzenie pojawiających się w zagranicznych mediach informacji o Japonii i ich ewentualne przekazywanie do Wydziału Koordynacji Zarządzania Kryzysowego. Ten z kolei za zadanie dostał przygotowywanie list możliwych zagrożeń dla wizerunku Japonii, a także planów reakcji. MSZ bardzo dużą wagę przykłada do budowania zrozumienia i zaufania do tego kraju u odbiorców za granicą. Decyzje tutejszej polityki (zagranicznej oraz wewnętrznej) mają być korzystnie odbierane właśnie dzięki wcześniej wytworzonemu pozytywnemu obrazowi Kraju Kwitnącej Wiśni. Internautom bardzo często dostarczana jest nie wiedza, lecz odpowiednio sformułowane opinie, gotowe interpretacje tego, co się dzieje w Japonii i za sprawą Japonii. W tym celu w roku 2004 powołano Departament Dyplomacji Publicznej, a w 2005 Wydział PR w Internecie. Tak że tego ;)

      Wszystkiego dobrego na wiosnę, Ultro :)

      Usuń
  3. Anonimowy1/4/17

    Dzień\wieczór dobry. Chęć kontroli informacji ze strony rządu wydaje się oczywista, ale czy jest możliwa? Czy w Japonii działa You Tube i inne media? Czy nie można nagrać wideo, a nawet prowadzić cykliczne programy i wyrazić swoją opinię? W Chinach taki przekaz jest ponoć pod kontrolą. W Polsce, w dużym stopniu, dzięki drugiemu obiegowi, mimo lewicującego Facebooka, pojawiła się odmienna narracja od oficjalnej(koncerny medialne) Szczególnie, wydaje się, to ciekawe ze względu na dług wewnętrzny. Jak Japończycy się między sobą rozliczą, czy przez inflację. Mimo wszystko, pocieszające, gospodarka Japonii, choć konkuruje z Chinami, jest na tyle wydajna, że potrafi państwo sfinansować. Mundurki szkolne raczej świadczą, że państwo, społeczeństwo jest tradycyjne. Oczywiście nie podoba się to młodzieży. Japonia w czołówce krajów, w których nie lubi się szkoły(chyba badania pisa)Te mundurki trafiły również do kreskówek. Polecam 20 pierwszych z pierwszej serii,im dalej tym gorzej:), odcinków serialu Sailor Moon(ang.)Całkiem mądra fabuła, wskazująca na różnego typu uzależnienia. Dla chłopców, to chyba same bijatyki,szkoda. Pozdrawiam i proszę, przy odrobinie czasu i natchnienia, napisać coś o czytaniu(troszkę już było: poziomo, pionowo) i pisaniu, czy jest proste i naturalne, czy jednak wymaga lat ciężkiego zakuwania. Marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Witam po weekendzie, Panie Marcinie.

      Ależ Pan ma pamięć :) O pisaniu i czytaniu po japońsku rzeczywiście już było, głównie w mojej odpowiedzi na czyjś komentarz kilka lat temu. Lecz wpis przepadł wraz z wieloma innymi (link). Tak na szybko to proponuję choćby Wikipedię, hasło: Pismo japońskie (całkiem niezłe opracowanie). Czy japoński jest trudny? Hmm, zdania są podzielone. Gdy się tu przeprowadzałam, miły pracownik lotniska w Polsce powiedział, że jego dziadek nauczył się tu na miejscu w 3 dni :);) Myślę, że wynikało to po prostu z nieświadomości tego młodego człowieka odnośnie tego, z czym się ten język „je”. Choć znam i takich, którzy świadomi są dużo bardziej, a kozaczą w internetach, iż to bułka z masłem. Co do mnie, skłaniam się ku opiniom, że aby stosunkowo swobodnie posługiwać się japońskim, trzeba przysiąść fałdów na co najmniej 2-3 lata, jednak nauka nigdy się nie kończy, jeśli komuś zależy na bardzo dobrej znajomości tego języka. Opinie te potwierdzają znani mi Japończycy, zarówno ludzie prości, jak i bardzo dobrze wykształceni. Osobiście uważam też, że mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni niepotrzebnie utrudniają sobie życie; czy raczej: utrudnienia zostały im narzucone. Nie ma tu pojedynczego alfabetu, ale aż 2 sylabariusze (hiragana, katakana) i logogramy na dodatek (kanji). Różne znaki miesza się nawet w obrębie wyrazu. Efekt jest taki, że gdy np. na ekranie telewizora lub w kinie lecą napisy, nad trudniejszymi znakami nierzadko dopisane są znaki łatwiejsze, aby można było zrozumieć; na papierze podobnie. Niejednokrotnie byłam też świadkiem, jak nawet tzw. ludzie po szkołach długo szperali w sieci albo słownikach zanim ostatecznie sporządzili coś na piśmie w sytuacjach, kiedy absolutnie nie chcieli się ośmieszyć.

      Jeśli chodzi o kontrolę mediów, to niby jej nie ma, a jest. YouTube działa, niepokorni dziennikarze są aktywni — itd. Ale pewne tematy są dla rządu tak niewygodne, że trochę ponad 2 lata temu wręcz zaostrzono prawo dot. tajemnicy państwowej. Kary wzrosły z max. 1 roku pozbawienia wolności do aż 10 w przypadku oficjeli i 5 dla dziennikarzy śledczych za nakłanianie do wyjawienia tego, co jest zatajane. Nie ma znaczenia, czy kimś kierowałaby wyłącznie chęć dbania o interes publiczny. Nowa ustawa jest nieprecyzyjna, osoby siedzące w temacie alarmują, że służy m.in. ukrywaniu faktów o tym, co aktualnie dzieje się w kwestii Fukushimy (a że oficjalnych wieści jest więcej niż na początku, to strach się bać, co w takim razie jest ukrywane), i że w ogóle jest to zamach na wolność oraz demokrację. Masowe protesty, demonstracje nie pomogły.

      Kontrola dotyczy też piedziędzy. Od niedawna obowiązuje zasada, według której trzeba podawać specjalny numer identyfikacyjny, gdy na przykład chce się przesłać środki za granicę.

      Wspomnianych przez Pana badań nie znam, aczkolwiek daję wiarę, ponieważ mam dostęp do opinii z pierwszej ręki. Szkolne mundurki chłopięce podobają mi się jako tako, dziewczęce natomiast ani trochę, gdyż za bardzo kojarzą mi się z japońskimi kreskówkami właśnie, na które dostałam alergii niemal od pierwszego wejrzenia. Tak więc nie namówi mnie Pan ani na 1 odcinek, a co dopiero na 20 :) Wiem, że trafiają się anime oraz mangi generalnie wartościowe, jednak szata graficzna odrzuca mnie po całości ;)

      Pozdrawiam serdecznie, dobrego tygodnia.

      Usuń