2017/03/31

Aj waj, Uzia we fafoku


Wiosna :) W okolicznych parkach porozwieszano lampiony, choć sakura na razie ledwo ledwo. Intensywniej od kwiecia na drzewach wiśniowych poczyna sobie troll na fb powiązanym z niniejszym blogiem, niezrażony brakiem odpowiedzi i usuwaniem kolejnych jego wpisów, mijających się z tematem i niekulturalnych. Ewidentnie mnie sobie upodobał, skoro od wczoraj naprodukował już 5 dodatkowych. To drugi naprzykrzający mi się autor książki o Japonii, zdążyłam się odzwyczaić, niemniej byłam otwarta na pojedynek intelektualny. Mój brak uprzedzeń i dobra wola nie miały się jednak czego chwycić. Jest to swego rodzaju marnotrawstwo, gdy ludzie o niezaprzeczalnym potencjale wolą narobić sobie poruty niż pokazać się od swojej lepszej strony. Cóż, ich wybór.

Prawdziwe dramaty to się dzieją poza Internetem. 

W naszym byłym sąsiedztwie doszło do włamania. Sytuacja dla wielu wręcz szokująca, ponieważ rejon przez lata uchodził za spokojny i bezpieczny. Mnie bardziej zdumiała reakcja mieszkańców na raport, że gdyby właściciele posesji usłyszeli włamywacza i natknęli się na niego, mogliby zostać potraktowani nożem — nikt nie był tym jakoś specjalnie zdziwiony.

Inni nasi byli sąsiedzi zbankrutowali, muszą sprzedać swój dom. Mogę jedynie próbować wyobrazić sobie, jak się z tym czuje głowa rodziny. Starszy pan od zawsze jest bardzo, bardzo pracowity. Dawał sobie radę w życiu, gdy finansowo oskubała go żona i gdy dalszy członek rodziny zrobił wszystko, by nie spłacać olbrzymiego kredytu, który pan mu poręczył. Samotnie wychował dwoje dzieci, dziś pełnoletnich i pracujących. Z okazji jego urodzin i niejako na pożegnanie moja japońska teściowa zaprosiła wszystkich do najlepszej restauracji sushi w swojej okolicy. Sąsiad jest z natury skromnym człowiekiem, chcieliśmy go w ten sposób jak gdyby uhonorować. Pomimo okoliczności atmosfera była wesoła, do czego najbardziej przyczynił się solenizant, raz po raz śpiewając refren bardzo popularnej tu od jakiegoś czasu, odjechanej piosenki. Nie moje klimaty, jednak nie przeszkadzało mi to, przeciwnie, cieszyło mnie, ponieważ ewidentnie odreagowywał. Śmiesznie było też za sprawą syna solenizanta, przed którym stos talerzyków piętrzył się w tempie niemal ekspresowym. Jednak ten przypadek uważałam za zabawny tylko do czasu, gdy już po wszystkim okazało się, że ich rodzinny biznes upadł, bo syn okazał się przesadnym amatorem wizyt w pachinko. Godnością osobistą wykazała się za to córka, koncentrowała się głównie na tym, żeby wszystkim pozostałym było wygodnie pod każdym względem. Spotkałyśmy się jeszcze krótko potem w tej samej restauracji, zaprosiłam ją na luzie, zaznaczając, że tym razem ma się najeść, z czego śmiałyśmy się obie. Chikage przygotowała się jak zawsze, mianowicie gdy już opuściłyśmy susharnię i ona z kolei zaprosiła mnie od razu do cukierni, rozbrajała mnie polskimi wstawkami w rodzaju: - Czy możemy usiąść na tamtej ławce? 



Zabawka z opisem adekwatnym do jej jakości, niestety.

Na parkingu. Akita lub shiba, te 2 rasy psów zawsze mi się mylą. 



Mniej więcej w połowie marca jak zwykle był Biały Dzień, płeć męska rewanżowała się żeńskiej za luty. Święto wymyślili specjaliści od przemysłu cukierniczego, prezentami miały być pianki (marshmallows), co było fair, jako że typowe podarunki w drugą stronę to w tym kraju głównie łakocie z czekolady. Akurat 14 marca byłam w pobliżu sklepów jubilerskich i po raz pierwszy na własne oczy widziałam, że panom Japończykom to święto wymknęło się spod kontroli xD 

Na mnie biżuteria nie robi wrażenia. No, może poza zegarkami. Podręczniki dobrego stylu określają zegarki damskie jako sensu stricto biżuterię, moim zdaniem słusznie. Nie respektuję jednak zasady, według której kobieta nie powinna nosić zegarka po godzinie 20:00. Zwłaszcza, gdy nie powinna spóźnić się na umówioną na tak nietypową porę wizytę w salonie samochodowym. Rzecz będzie o nowym aucie T. Procedura zakupu trochę się przeciągnęła z uwagi na skutki dość poważnego trzęsienia ziemi w prefekturze, z której pojazd miał być sprowadzony. Dodatkowy czas wykorzystał opiekun sprzedaży, usilnie zabiegający o spotkanie także ze mną, to znaczy z nami razem. Jak mnie poinformowano, Japonki nazbyt często odkręcają zakupy poczynione przez mężów, dlatego pan chciał mieć pewność, że zgadzam się w 100% na każdy detal. Ostatecznie T. i tak mnie zaskoczył — na tablicach rejestracyjnych widnieje moja data urodzin :) Niespodzianka o niebo fajniejsza niż precjoza z białego złota. 


4 komentarze:

  1. 1 - Trola trzeba zgłosić, sam nie ustąpi.
    2 - Jestem pod wrażeniem ludzkiego gestu Teściowej z powodu nieszczęścia u sąsiadów. Uzależnienie syna sąsiada to dramat, który potrwa lata. Czytałam, że z uzależnienia od gier tak łatwo się nie wychodzi. Trzeba lat silnej woli, a uzależniony od adrenaliny nie będzie widział powodu, by dotrzymać kroku terapii.
    3 - Niespodzianka super! Świadczy o miłości, fantazji i dobrym partnerstwie. Taki sympatyczny głos serca.
    Zasyłam serdeczności i buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad 1. Chyba jednak dał sobie spokój. Po tym, jak próbował przebić się z jeszcze dwoma komentarzami oraz w desperacji skorzystał z opcji edycji i coś tam dopisał do jednego z zachowanych. O zgłoszeniu nie myślałam, zdarzenie póki co uznałam za ciekawostkę przyrodniczą ;)

      Ad 2. Z jednej strony tak. Może jednak lepiej by było, gdyby umówiła się sam na sam tylko z nestorem. Gdyż po jego synu marnotrawnym w ogóle nie było widać, żeby się przejmował sytuacją. Chyba że zastosował obowiązującą w japońskich salonach gier zasadę, według której trzeba powściągać emocje :P Ja mu tego sushi nie żałuję, choć sfinansowane z moich i T. pieniędzy, ale najadanie się do wypęku w takich okolicznościach uważam za nieprzyzwoite. Poleciał sobie w kulki, chyba z przyzwyczajenia :P
      Ponoć naukowcy z Kyōdai, tj. Uniwersytetu Kioto, w kwestii szybkiego leczenia uzależnień od hazardu stawiają na zastrzyki z noradrenaliny. Nic mi nie wiadomo o tym, czy wyniki ich badań potwierdzają się, lecz bardzo wątpię, by ludzie nauki mogli wygrać z ludźmi stojącymi za tym ogromnym biznesem (informacje poniżej ostatniego zdjęcia: link).

      Ad 3. I o świetnej pamięci mojego Męża. Ja nie od razu rozpoznałam, że to data i że moja. Kojarzyłam, lecz wydawało mi się, że pozwolono zachować stare numery rejestracyjne. Ciekawe, czy tam w Kioto mają coś i na takie zaćmienia :D

      Dzięki, Ultro, serdeczne nawzajem!

      Usuń
  2. Witaj !
    Wracam po długiej przerwie do blogowania i do Was, brakowało mi , min Ciebie !
    Teraz powoli czytam co u Was i zabieram się za komentowanie.
    Tymczasem pozdrawiam serdecznie na nowy, dobry tydzień:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) To tak, jak ja teraz, choć na dłużej przysiądę dopiero jutro.

      Morgano, mam nadzieję, że polski długi weekend upływa Ci pogodnie, niezależnie od kapryszących warunków atmosferycznych. W moim miejscu zamieszkania pogoda już się unormowała i mogę pozdrowić Cię serdecznie z odgłosami pierwszych cykad w tle. Do zobaczenia!

      Usuń