Pytania i odpowiedzi



Połączone i uporządkowane tematycznie, streszczone.

Ostatnia aktualizacja: kwiecień 2017.




Od kiedy mieszkam w Japonii?

  Od stycznia 2011.



Od jak dawna interesowałam się Japonią i jak poznałam swojego Męża?

  Nigdy nie interesowałam się Japonią. Męża poznałam przypadkowym zbiegiem okoliczności, w Polsce.



Za co najbardziej kocham swojego Męża, że aż przeprowadziłam się do Japonii, zostawiając nie tylko rodzinę i przyjaciół, ale także taką wspaniałą pracę i znakomitą pozycję zawodową?

  Za wszystko. 



W jakim stopniu mój Mąż przypomina stereotypowego Japończyka?

  Niemal w żadnym, dlatego jestem Jego żoną. Nieliczne cechy wspólne ze stereotypem należą do pozytywnych.



Jak sobie radzę z japońskim zwyczajem polegającym na obowiązkowych po pracy, codziennych, długo w noc trwających wizytach integracyjnych w barach?

  Nie muszę sobie radzić. W Japonii nie pracuję zawodowo. Mąż natomiast pracuje w firmie japońskiej, która jednak takiego zwyczaju nie praktykuje - po pracy wraca od razu do domu. Wraz z podwładnymi, którzy w większości są znacznie młodsi od Niego i z którymi ma generalnie bardzo dobry kontakt, spotyka się na zasadzie dobrowolności mniej więcej raz na kwartał, lecz nigdy w barze ani tym podobnym miejscu. Zawsze wiem, dokąd się udają i mniej więcej o której godzinie Mąż będzie z powrotem (o przyzwoitej).



Czy nie nudzi mi się „w tej Japonii”?

 To, że po przeprowadzeniu się tutaj nie pracuję zawodowo (zarobkowo) nie oznacza, że czas upływa mi bezproduktywnie i bezwartościowo. Nie, bynajmniej mi się nie nudzi.



Czy w naszym domu jest tak ciasno, jak na zdjęciach publikowanych w Internecie (bardzo wąskie budynki, skosy, okno w okno z sąsiadami)? 

 Przeciwnie, miejsca mamy dużo zarówno wewnątrz budynku, jak i dookoła. Mieszkamy w piętrowym domu jednorodzinnym, o normalnych gabarytach, bez skosów w środku. 



Było by ciekawie zobaczyć jak mieszkam. Czy pokażę kiedyś zdjęcia? 

  Nie. Mogę pokrótce opisać, bez przekraczania granic prywatności. Na nasz dom siłą rzeczy składają się elementy typowo japońskie, jednak poza tym urządzony jest po polsku. Co oznacza, że atmosfera panuje bardziej europejska niż azjatycka, choć na przykład przedsionkiem jest typowy genkan, por.: link, pod fragmentem podłogi w kuchni znajduje się namiastka piwnicy, coś takiego jak na tym zdjęciu: link (japońskie domy nie są podpiwniczane, w każdym razie nic mi o tym nie wiadomo), natomiast kąpielowa część łazienki w całości wyłożona jest materiałem wodoodpornym, podobnie jak tu: link. Tyle w skrócie, a bardziej wyobrazić sobie można, zaglądając do zdjęć na moim Pintereście, proszę: link.



Dlaczego na blogu nie ma już zdjęć moich ani Męża.

  Ponieważ zbyt często budziły niezdrowe zainteresowanie.



Jak najczęściej spędzamy czas wolny?

  Na sportowo.



Czy odtworzę posty o swojej pracy w Polsce?

  Nie planuję.



Jaki jest powód zmiany nazwy bloga i co oznacza nowa nazwa?

  Teraz blog nie ma Japonii w nazwie, w związku z czym nie przyciąga automatycznie bezkrytycznych fanów tego kraju. Nowa nazwa nawiązuje do przysłowia japońskiego.



Czy usuwam krytyczne komentarze? Dlaczego nie ma takich na blogu?

  Są. Usuwam tylko komentarze chamskie i obrażające osoby trzecie.



Czy krótkie posty oznaczają, że w międzyczasie niewiele się u mnie działo?

  Oczywiście, że nie. Mój blog to nie dziennik ani pamiętnik w ścisłym znaczeniu, a tym bardziej nie miejsce do obnoszenia się z prywatnością. 



Czy jestem zainteresowana pomysłami na to, jak zwiększyć ruch na swoim blogu?

  Nie, ani trochę. Gdyby mi zależało na zwiększeniu frekwencji i ilości zauważalnych dla osób postronnych śladów bywania na moim blogu, bez trudu poradziłabym sobie sama.



Czy nadal komentuję i subskrybuję? Kiedyś można było częściej poczytać moje opinie, ale teraz o to trudniej.

  Subskrybuję niewiele. A komentuję tak długo, jak długo nie odczuwam braku tzw. równowagi w przyrodzie (nie mylić z interesownością).



Czy mam konto na jakimś forum tematycznie związanym z Japonią?

  Nie.



Jaki mam stosunek do tego, że na forum [ukryte] wzięto kogoś innego za mnie? Czy wiem o tym?

  Wiem. Stosunek mam obojętny.



Może przeczytam polecaną mi książkę Polki z bloga [ukryte], jest niezła? Czy subskrybuję tamtego bloga i czy może jesteśmy koleżankami?

  Nie jesteśmy. Co do książki, otrzymałam do wglądu jej pierwszy rozdział zanim jeszcze została przekazana do druku. Od tamtej pory dużo się jednak zmieniło. Nie zamierzam mieć nic wspólnego z kimś, kto z czasem zaczął się mnie czepiać wprost i poza plecami - a co za tym idzie, nie jestem zainteresowana lekturą całości.



To ciekawe, że miałam dostęp do tej książki zanim dotarła do innych, szkoda, że o tym nie pisałam. Właściwie dlaczego?

  Na początku dlatego, że zobowiązałam się do niedzielenia się tym faktem zanim książka trafi do sprzedaży, nawet sama to zaproponowałam, wydawało mi się bowiem, że tak będzie najkorzystniej dla autorki. Potem dlatego, że w tamtym czasie byłam w lekkim szoku, że ktoś mógł najpierw obdarzyć mnie takim zaufaniem, a niedługo potem zacząć się zachowywać w sposób podpadający pod cyberbullying. Później zaś przestało to mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie, zresztą aż do teraz nikt mnie o tę książkę nie zagajał, więc nie było powodu.

Wątek zamykam.



Dlaczego nie piszę więcej [niż jest na blogu] o sytuacjach związanych z hejterami i nie podaję namiarów na nich? 

  Gdyż nie uważam tego za konieczne czy właściwe, przynajmniej do czasu. Zwłaszcza, że częściej (co nie znaczy, że często) mam do czynienia bardziej z trollami niż hejterami. Pewne zachowania powinny być napiętnowane, dlatego nie przemilczam całkowicie. Nie mam jednak zamiaru zniżać się do poziomu takich osób, nakręcać sytuacje. Podejmowania dalszych kroków nie wykluczam, wszystko zależy od tego, czy przekraczają kolejne granice. 



Czy dużo otrzymuję prywatnych maili od czytelników i czy to fajne uczucie?

  Więcej niż komentarzy tutaj, lecz nie jakoś przesadnie dużo. Bywa miło, ale nie wówczas, gdy komuś wydaje się, że może w relacji ze mną prezentować postawy, o jakich wyraźnie piszę na blogu, że takich nie akceptuję ani nie toleruję.



Czy odpowiadam na wszystkie kierowane do mnie pytania?

  Nie. Rozumiem występującą u większości z nas naturalną ciekawość drugiego człowieka, lecz nie zgadzam się na przekraczanie granic.



Czy można mnie prosić o opinię na temat konwentów organizowanych w Polsce? W załączeniu przykładowy namiar.

  Zrobiłam przegląd materiałów dokumentalnych dostępnych w Internecie i moja opinia jest taka, że młodzież daje się złapać na haczyk nieznanego i komercji. Prezentowany obraz Japonii jest najczęściej życzeniowy, odpowiadający oczekiwaniom uczestników. Jest dużo generalizowania i stereotypów. Prowadzący niby zachęcają do zadawania pytań i polemiki, ale na pewno mają świadomość tego, że przeważająca część zgromadzonych ma zbyt małą wiedzę o prawdziwej Japonii, aby być w stanie zadawać pytania sondujące, a tym bardziej stawać do dyskusji. Podany namiar dotyczy najgorszej postawy, wykorzystującej upodobanie młodych ludzi do mang i anime - prowadzący nie tylko robi reklamę figurkom stylizowanym na postaci z mang i anime o charakterze pornograficznym, ale także zachęca do odwiedzenia tokijskiej dzielnicy będącej centrum takiej stylistyki, choć podczas tego samego spotkania uprzedzał, że to miejsce demoralizuje człowieka i potem już nic nie jest dla niego takie, jak przedtem. Ta fałszywa troska jest uderzająca. W sieci jest wiele przykładów na to, jaki efekt może wywołać takie podejście, choćby materiał filmowy ujawniający, jak bawią się uczestnicy niektórych konwentów (link) - chcę wierzyć, że takie zachowania są odosobnione, niemniej trudno nie zauważyć, że towarzysząca konwentom aura często dehumanizuje seksualną sferę życia, choćby poprzez sprzedaż materiałów w stylu kawaii dla dewiantów.



Czy moim zdaniem Japonia to kraj jak każdy inny?

   Zdecydowanie nie.



Czy obecnie zauważam u siebie jakąś zmianę w podejściu do Japonii, pozytywną lub negatywną?

  Moje podejście do Japonii w sumie jest takie samo, jak ukształtowało się po pierwszych bezpośrednich doświadczeniach i obserwacjach. Za pewne rzeczy lubię ten kraj (czy raczej: cenię), np. za podobną do Polski jednolitość narodowościową, niepodobny do Polski brak powszechnych sporów na tle religijnym i inne, wcześniej zapisane na blogu. Za pewne rzeczy nigdy nie polubię, o tym też jest. Jeśli miałabym wskazać jakąś zmianę, to może mniejszą intensywność własnych reakcji, tzn. gdy coś mi się bardzo nie spodoba, częściej potrafię wytonować emocje.



Czy wspomniana jednolitość narodowościowa oznacza prawie brak imigrantów mieszkających na dłużej w Japonii?

  Nie. Mieszka tu np. zauważalnie, zaskakująco wręcz dużo przybyszów z krajów arabskich (update: link), z Indii i z Ameryki Południowej, jednak liczebność Japończyków jest absolutnie dominująca.



Co sądzę na temat uogólniania opinii o Japończykach i czy wszyscy oni są tacy sami?

   Nie jest możliwe, aby prawie 130 milionów ludzi nie różniło się między sobą. Uogólniania opinii nie uważam jednak za coś złego, jeśli nie służy do bezzasadnego powodowania uprzedzeń.



Czy można sugerować się pokazywanymi przeze mnie zdjęciami i uznać, że to jest ładny kraj?

  Lepiej nie, w przeciwnym razie można się poważnie rozczarować (może nie aż tak, jak Japończycy Francją: link, jednak również dotkliwie). Zdjęcia na blogu najczęściej są wykadrowane w taki sposób, aby skoncentrować moją własną uwagę na tym, co w tym kraju ładne, a tonie w uwierającym mnie zalewie braku estetyki. Jest tutaj dużo miejsc atrakcyjnych, imponujących, uroczych, jednak generalnie Japonia pod względem urody bardzo ustępuje Polsce.



Czy do bloga utworzona będzie AMA?

  Nie. Uważam, że nie ma takiej potrzeby. Po pierwsze, na wykopie znajduje się taka strona dotycząca Japonii, polecałam ją już dawno temu na fb, gdyż uważam za jedno z najbardziej wiarygodnych źródeł informacji o tym kraju. Po drugie, Ask Me Anything w moim przypadku nie ma racji bytu, ponieważ nie uważam, abym wiedziała o Japonii wystarczająco dużo, a o sobie nie zamierzam opowiadać ze szczegółami. 



Czy będzie na blogu zakładka na pytania od czytelników?

  Oto jest.